czwartek, 7 listopada 2019

Stranger Things. Po drugiej stronie - Recenzja

Popularność serialu „Stranger Things” musiała prędzej czy później poskutkować znaczącym poszerzeniem franczyzy tego tytułu. Nic w tym dziwnego – jeśli kura znosi złote jajka, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie jej zarzynał. Kwestia jest tylko taka, żeby produkty uzupełniające obraz danego uniwersum stały na przyzwoitym poziomie. Pierwszy komiksowy projekt związany ze ST wyglądał obiecująco – wydawało się, że wybrano ciekawą lukę fabularną, którą wystarczyło jedynie zapełnić interesująca treścią. Jak się okazuje, nie jest to jednak tak łatwe, jak można by sądzić.

Rodzina i przyjaciele szukają zaginionego Willa Byersa, który zostaje uwięziony w rzeczywistości znajdującej się tuż obok naszej, po tak zwanej „drugiej stronie”. Tam musi kryć się przed przerażającym potworem, który przez resztę jego paczki został nazwany demogorgonem, wyglądającym niczym ucieleśnienie najgorszych koszmarów i przejawiającym mordercze instynkty. Nieustanne zagrożenie nadwyręża siły chłopaka w bardzo szybkim tempie. Czy Willowi uda się powrócić na właściwą stronę, zanim dopadnie go bestia?

Wydawałoby się, że punkt wyjścia fabuły jest dość ciekawy. Rzecz dzieje się bowiem podczas pobytu Willa Byersa po tytułowej „drugiej stronie”. Jak pamiętamy z pierwszego sezonu serialu to miejsce mroczne i ponure, stanowiące wykrzywienie naszej rzeczywistości. Przetrwanie w nim jest nie lada wyzwaniem, utrudnia je także prześladujący Willa potwór. Brzmi emocjonująco, prawda? Nieustanne krycie się przed zagrożeniem, dreszcz zagrożenia, przypływ adrenaliny… No cóż, sęk w tym, że tak to właśnie powinno wyglądać, ale w komiksie wszystkich tych cech niestety brakuje. Autorka, znana dotąd przede wszystkim z kilku scenariuszy do komiksowych „Gwiezdnych Wojen”, w innym uniwersum wyraźnie zawodzi.

Dlaczego tak się dzieje? Czy to kwestia małego doświadczenia amerykańskiej scenarzystki? Wydaje się, że tak, bowiem sposób, w jakim prowadzi narrację, jawi się jako wyjątkowo archaiczny. Teksty z offu dopowiadają nie tylko to, co widzimy na kolejnych kadrach, ale również dobitnie precyzują to, co powinniśmy myśleć o danym fragmencie fabuły. To niewybaczalne, nawet przy założeniu, że mamy do czynienia z produktem przeznaczonym dla młodzieży. Wydaje mi się jednak, że traktowanie młodego odbiorcy jak idioty, który nie potrafi samodzielnie zrozumieć, co właśnie przeczytał, nie jest zbyt fortunne.

Największym minusem „Po drugiej stronie” jest jednak brak dramaturgii. Główny bohater miota się po różnych lokacjach, próbując nawiązać kontakt z rodziną i przyjaciółmi, którzy zostali w realnym świecie, ale jego poczynania nie przynoszą czytelnikom zbyt wielu emocji. Will przebywa w domu, po chwili, zupełnie bez ładu i składu gdzieś wybiega, by za chwilę znowu pojawić się gdzie indziej. Niby jest to w jakiś sposób umotywowane, ale zaskakuje, jak mało w tym wszystkim sensu. Do tego wszystkiego trzeba dodać, że fabułę umiejscowiono w określonym momencie pierwszego sezonu serialu, co sprawia, że autorka nie mogła sobie pozwolić na praktycznie żadne odstępstwa od linii fabularnej pierwszego sezonu. Co więcej, dla czytelników znających serial (a takich pewnie będzie większość) wydarzenia nie okażą się zbyt ekscytujące, a to z tego powodu, że nie dowiedzą się praktycznie niczego nowego o świecie „Stranger Things”. Z kolei odbiorcy nieznający materiału źródłowego mogą się w tej opowieści po prostu nie odnaleźć, bo nie będą wiedzieli, kim w ogóle główny bohater jest i dlaczego znalazł się w takiej, a nie innej sytuacji. W efekcie okazuje się, że komiks jest właściwie dla nikogo.

Ilustracje Stefano Martino są całkiem przyzwoite. Daleko im co prawda do fotorealizmu, ale oddają klimat świata po „drugiej stronie” w raczej zadowalającym stopniu. Lepiej co prawda prezentują się duże okładki zeszytów zamieszczone na początku kolejnych rozdziałów, ale to nic dziwnego, bo te zazwyczaj są bardziej efektowne niż regularne rysunki. Warto nadmienić, że Wydawnictwo Dolnośląskie naprawdę przyłożyło się do jakości wydania – papier w komiksie jest kredowy, ma wysoką gramaturę, a całość została solidnie zszyta. Wszystko zamknięto w solidnej, twardej oprawie, co naprawdę cieszy oko.

Pierwszy komiks ze świata „Stranger Things” jawi się co najwyżej jako ciekawostka dla die hard fanów serialu. I właściwie tylko dla nich, bo poza względami kolekcjonerskimi nie widzę większych zalet tego tytułu. Szkoda, że komiksową eksplorację okolic Hawkins zaczęto w tak niefortunny sposób, bo na pewno twórców stać na stworzenie bardziej zajmującej opowieści, a tak doświadczone wydawnictwo jak Dark Horse Comics ma w zanadrzu po prostu coś lepszego. Potraktujmy zatem „Stranger Things. Po drogiej stronie” jako wypadek przy pracy, nacieszmy się ładnym polskim wydaniem i poczekajmy na coś bardziej wartościowego.

Tytuł: Stranger Things. Po drugiej stronie
Seria: Stranger Things
Tom : 1
Scenariusz: Jody Houser
Rysunki: Stefano Martino
Kolory: Lauren Affe
Tłumaczenie: Donata Olejnik
Tytuł oryginału: Stranger Things Volume One: The Other Side
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania: maj 2019
Liczba stron: 96
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
ISBN: 978-83-271-5936-6

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, wówczas dostępnym w sieci pod nazwą Terebka i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza