wtorek, 21 marca 2017

Amulet Tom 1: Strażniczka - Recenzja

Prym na rynku komiksowym wiodą ostatnimi czasy głównie tytuły superbohaterskie. Poza nimi znaleźć można także trochę horrorów, swoje miejsce mają również, choć w znacznie mniejszej liczbie, opowieści adresowane do dzieci. Ciężko jednak trafić na dobry komiks kierowany do dzieci nieco starszych, lub też do młodszych nastolatków. Jedna z najnowszych propozycji Planety Komiksów jest dedykowana właśnie tej, także ważnej grupy odbiorców. Pierwszy tom cyklu Amulet stara się zaprezentować młodemu czytelnikowi historię, w której realizm łączy się z magią. 

Emily, Navin i ich matka, Karen, jadą wprowadzić się do nowego domu. Kiedyś żył w nim dziadek kobiety, jednak nieruchomość jest od dawna niezamieszkała. Okoliczności wymusiły na rodzinie taki krok – dwa lata wcześniej w wypadku samochodowym zginął ojciec rodziny, a poszukiwanie oszczędności skłoniło Karen do alternatywnych rozwiązań. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że wszystkich czeka sporo pracy – jeśli dom ma się nadawać do zamieszkania, trzeba go gruntownie posprzątać. To jednak niejedyny, ani nawet nie największy problem, z jakim przyjdzie borykać się bohaterom. Okazuje się, że drzwi piwniczne wiodą w inne, tajemnicze miejsce. Gdy Karen chce dowiedzieć się dokąd prowadzą, zostaje porwana przez tajemniczego stwora. Emily i Navin, chcąc ratować mamę, wyruszają w niezwykłą podróż. 

Fabuła Strażniczki nie jest przesadnie skomplikowana, zasadza się właściwie na dosyć standardowych dla fantastyki młodzieżowej założeniach – po przybyciu w nowe miejsce przed bohaterami odkrywa się nowy, magiczny świat,na terenie którego czai się niebezpieczeństwo. Ciężko się tu było spodziewać wielkich innowacji, zresztą nie one są najważniejsze dla grupy docelowej, istotniejsza była kwestia jak autor poradzi sobie z przedstawieniem tej niesamowitej lokacji. A zatem jaka jest pod tym względem Strażniczka? Ciekawa. Kibuishi dobrze oddał niesamowitość podziemnej przestrzeni i zaprezentował galerię interesujących stworów, spośród których część będzie szkodzić Emily i Navinowi, a inne staną się ich sprzymierzeńcami. 

Strażniczka od samego początku duży nacisk kładzie na intensywną akcję. Sceny w naszym świecie kończą się dosyć szybko, a bohaterowie przenoszą się do krainy magii, gdzie wydarzenia od razu bardzo przyspieszają. Emily i Navin co chwilę przeżywają kolejne przygody, które potrafią być naprawdę ekscytujące. Co istotne, autor zadbał też o pozytywne przesłanie całej historii, co w przypadku tytułu dla młodszego czytelnika jest bez wątpienia bardzo istotnym elementem. Dla protagonistów bardzo ważna jest rodzina, kolejne przygody przeżywają dlatego, że o nią dbają – Emily i jej brat w swoją podróż wyruszają, bo chcą uratować porwaną mamę z niebezpieczeństwa. W tym kontekście istotna jest także kooperacja dwójki rodzeństwa. W zastanej sytuacji nie mają czasu na kłótnie, muszą działać razem, bo inaczej misja może zakończyć się niepowodzeniem. Czytelnik jest świadkiem, jak zacieśniają się więzi między dwójką bohaterów, co stanowi przy okazji przesłanie dla młodego czytelnika, że warto pielęgnować więzi, tak te rodzinne, jak i przyjaźni, bo razem jesteśmy silniejsi. 

Kibuishi nie tylko wymyślił tę historię, ale także ją zilustrował. Kreska, którą zaprezentował w Strażniczce jest zazwyczaj dosyć prosta, umowna i bardzo kreskówkowa. Widać to zwłaszcza w przypadku twarzy głównych bohaterów. Co jednak ciekawe, nie u wszystkich postaci ta uproszczona technika została zaprezentowana. Wyjątek stanowi pradziadek Emily i Navina, który o wiele bardziej przypomina zwykłego człowieka niż postać z kreskówki. Nie wiem co miała oznaczać ta zmiana konwencji, jednak według mnie jest ona niepotrzebna i świadczy o niekonsekwencji artysty. Lepiej wychodzi za to wizualizacja zamieszkujących świat przedstawiony stworów. Mamy tu dziwne potwory z mackami, zmiennokształtnego ducha, gadającego różowego królika, roboty czy też w końcu mrocznego elfa. Część z nich jest niepokojąca, ale też nie do przesady – młody czytelnik ma poczuć lekki dreszczyk, ale już nie obrzydzenie czy strach. Kibuishi zachował odpowiednie proporcje.

Pierwszy tom nowego komiksowego cyklu dla młodzieży, Amulet, prezentuje się całkiem ciekawie. Czerpie z dobrych wzorców, a autor na pewno umie odpowiednio wykorzystać kolejne zapożyczenia i posklejać je z własnymi pomysłami na tyle sprawnie, by stworzyć zwartą, interesująca i wciągającą całość. Dorosły czytelnik, który ma już jakieś doświadczenie w fantastyce, nie znajdzie tu niczego nowego, ale dla grupy docelowej, Strażniczka może być naprawdę interesującą pozycją i dobrym wejściem w świat komiksowej fantastyki. 

Tytuł: Strażniczka
Seria: Amulet
Tom: 1
Scenariusz: Kazu Kibuishi
Rysunki: Kazu Kibuishi
Tłumaczenie: Maria Lengren
Tytuł oryginału: Amulet: Book One: The Stonekeeper
Wydawnictwo: Planeta Komiksów
Wydawca oryginału: Scholastic Corporation
Data wydania: grudzień 2016
Liczba stron: 188
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Format: 150 x 230
Wydanie: I
ISBN: 978-83-943473-6-9

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

środa, 15 marca 2017

Gotham Central Tom 3: W obłąkanym rytmie - Recenzja

Pojawienie się Gotham Central w Polsce zbiegło się ze znacznym rozrostem marki Nowe DC Comics na naszym rynku. O ile jednak tytuły zebrane pod tym drugim szyldem rzadko wykraczają poza efektowną i szybką nawalankę, o tyle seria Rucki i Brubakera skupia się na tematyce poważniejszej, dając w efekcie komiks intrygujący i nietuzinkowy. Pierwsze dwa zbiorcze tomy ustawiły poprzeczkę niezwykle wysoko, mimo to trudno było mieć wątpliwości, czy kolejny osiągnie ten sam pułap. Nic nie zapowiadało znaczącego spadku jakości. I faktycznie – poziom nie spada, a Gotham Central nadal zasługuje na miano jednej z najlepszych wydawanych u nas serii. 

Trzecia odsłona cyklu zawiera cztery niezależne historie. Corrigan dotyczy akcji, po której policyjny technik kradnie z miejsca zbrodni nabój i wystawia go na internetową aukcję, co może mieć poważne konsekwencje dla jednego z funkcjonariuszy. W Światło zgasło jesteśmy świadkami konfliktu na linii policja – Batman, w wyniku którego z dachu komendy, na polecenie komisarza Akinsa, zostaje zdjęty batsygnał. Tytułowe opowiadanie traktuje o śledztwie w sprawie tajemniczej śmierci telewizyjnego kaznodziei. Wydaje się, że sprawczynią może być Catwoman, jednak nic nie jest tu takie proste, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Z kolei w Glinach z Keystone jesteśmy świadkami próby ocalenia życia jednego z policjantów z Gotham, który – ratując młodego chłopaka z pożaru – sam uległ poparzeniom dziwnym ogniem. W wyniku wypadku funkcjonariusz zaczyna mutować. Rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem. 

Pierwsze dwa opowiadania tego tomu pierwotnie zajmowały zaledwie trzy zeszyty, jednak nie objętość jest wyznacznikiem ich jakości. W Corriganie Rucka zwraca uwagę na uczciwość pracowników policji. Okazuje się, że nawet w wyniku, wydawałoby się, bardzo małych uchybień reputacja funkcjonariusza może zostać wystawiona na szwank. Autor położył duży nacisk na ponowne podkreślenie lojalności między policyjnymi partnerami – jeden jest w stanie zrobić wiele, by drugiemu nie została wymierzona niezasłużona kara. Zaprezentowana tu historia nie jest zaskakująca, co więcej, od początku wiadomo w jakim kierunku wszystko się potoczy, ale dzięki poruszonej problematyce potrafi przykuć uwagę odbiorcy. W Światło zgasło pojawia się z kolei klasyczny motyw niechęci na linii policja – Batman. Twórcy zazwyczaj serwowali go przy okazji opowieści o początkach Mrocznego Rycerza w Gotham, tutaj jest nieco inaczej – służby mundurowe dobrze znają metody postępowania Nietoperza i zazwyczaj są w stanie je tolerować. Pewnego dnia następuje jednak kryzys. Rucka wiarygodnie zaprezentował mechanizm zawiedzionego zaufania i pokazał, że o porozumienie może być bardzo trudno, nawet jeśli stoi się po tej samej stronie barykady, a dla owocnej współpracy niezbędny jest równy status obu sił i wzajemny szacunek, o czym nie wolno nigdy zapominać. 

Opowiadanie, od którego cały tom wziął tytuł, jest jedynym napisanym przez Eda Brubakera (wewnątrz zbioru wydawca błędnie przypisał autorstwo tej składowej drugiemu ze scenarzystów). Historia kryminalna stanowi pretekst do przybliżenia kolejnej sylwetki z Wydziału Poważnych Przestępstw. Postać Josephine McDonald ma do zaoferowania więcej, niż może się początkowo wydawać. I na tym poprzestanę, by nie zepsuć lektury tym, którzy wciąż mają ją przed sobą. Powiem tylko, że całość jest podana w typowy dla Brubakera sposób, z dużym naciskiem na wiarygodne tło. 

Glinom z Keystone najbliżej do klasycznego komiksu superbohaterskiego. Mamy tu szalonego naukowca, mamy dzielnego bohatera, jest też coś, co przypomina genezę superbohatera. Jednak wszystkie składowe zaprezentowano w nieszablonowy sposób. A może inaczej – typowo dla Gotham Central, czyli nietuzinkowo i z naciskiem na wiarygodność kolejnych postaci. Greg Rucka prezentuje tu opowieść, która od samego początku bez reszty angażuje odbiorcę. Obok porywającej akcji twórca znalazł miejsce na warstwę obyczajową, co po raz kolejny przypomina nam, że bohaterowie tego cyklu są wykreowani niemal perfekcyjnie. To po prostu ludzie – ich problemy są wiarygodne i daleko im do – często zbyt wydumanych – dylematów zamaskowanych herosów. 

Ilustracje na łamach W obłąkanym rytmie są efektem pracy trzech artystów. W dwóch przypadkach Michael Lark połączył siły ze Stefano Guadiano. To, co obaj panowie zaprezentowali, doskonale pasuje do charakteru serii i tego, w jaki sposób była ona rysowana wcześniej. Podobnie rzecz się ma, gdy Guadiano rysuje sam – wciąż dominuje surowość i brak jakichkolwiek ekstrawagancji, co sprawia, że całość nabiera większego realizmu. Pewne zastrzeżenia można mieć tylko do ilustracji w opowiadaniu tytułowym. Odpowiedzialny za nie Jason Alexander chciał dodać nieco od siebie, ale przedobrzył. Artyście nie do końca wyszło zwłaszcza rysowanie twarzy – postaci są niechlujne, a ich mimika zwyczajnie brzydka. To jednak mała część całości, praca reszty rysowników sprawia, na szczęście, bardzo pozytywne wrażenie.

Trzecia odsłona Gotham Central jest komiksem, który trzyma poziom dwóch poprzednich części. Twórcom było tym razem nieco trudniej zaskoczyć odbiorcę, ten jest już bowiem dobrze obeznany z zastosowaną tu konwencją. Wraz z kolejnymi historiami następuje za to coraz mocniejsze zaciśnięcie więzi między czytelnikiem a bohaterami, dzięki czemu perypetie funkcjonariuszy policji z Gotham City śledzi się z dużym emocjonalnym zaangażowaniem. Rzadko który tytuł, zwłaszcza z tych dotyczących tematyki superbohaterskiej, jest w stanie to osiągnąć. 

Tytuł: W obłąkanym rytmie
Seria: Gotham Central
Tom: 3
Scenariusz: Greg Rucka, Ed Brubaker
Rysunki: Michael Lark, Stefano Guadiano, Jason Alexander
Kolory: Lee Loughridge
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: Gotham Central Book Three: On The Freak Beat
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: luty 2017
Liczba stron: 228
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1923-9


(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

piątek, 10 marca 2017

Batman Detective Comics Tom 6: Ikar - Recenzja

Seria Detective Comics nie miała najlepszego startu w ramach Nowego DC Comics. Jej tworzenie powierzono na początku Tony’emu S. Danielowi, który niestety nie podołał zadaniu, serwując czytelnikom opowieści w większości miałkie, pozbawione pazura i charakteru. Poprawa nastąpiła wraz z nadejściem kolejnego scenarzysty. John Layman dźwignął tytuł na nogi, ale to wciąż nie było to, na co czekali fani. Także jego rola dobiegła końca, a seria trafiła w ręce dwóch nowych twórców – Francis Manapul i Brian Buccellato otrzymali swoją szansę na przedstawienie interesującej historii w ramach najstarszego bat-tytułu. 

Na progu rezydencji Bruce’a Wayne’a ginie jego partnerka biznesowa, Elena Aguila. Wiele wskazuje na to, że kobieta przed śmiercią zażyła wyjątkowo niebezpieczny narkotyk, Ikara. Jego przedawkowanie sprawia, że człowiek płonie od środka. Na miejscu zdarzenia pracuje policja, a śledztwo prowadzi Harvey Bullock, który podejrzewa, że sporo wspólnego ze zgonem miał właśnie miliarder. Tymczasem własne dochodzenie rozpoczyna Batman. Ma on jednak wyjątkowo mało czasu na odkrycie prawdy, bowiem istnieje realne ryzyko, że policja aresztuje jego alter ego. 

Jak sama nazwa wskazuje, ta konkretna seria powinna koncentrować się przede wszystkim na detektywistycznym aspekcie pracy bohatera. Poprzednie zbiorcze tomy wyraźnie ów element zaniedbywały, skupiając się na akcji i czystej „rozwałce”. Francis Manapul i Brian Buccellato postanowili jednak powrócić do korzeni i zaprezentowali czytelnikowi opowieść bardziej kameralną, w której na pierwszy plan ponownie wysuwa się kryminalna zagadka i wiodące do prawdy śledztwo. To bezsprzecznie krok w dobrym kierunku. Dzisiaj wiele tytułów, w których występuje Batman, prezentuje fabuły wielowątkowe, traktujące o ważnych i doniosłych wydarzeniach w życiu bohatera (Trybunał Sów, Ostateczna rozgrywka, Wieczny Batman). Nie ma w tym w zasadzie niczego złego, ale gorzej, jeśli nie pojawia się istotna przeciwwaga dla tego rozbuchania. Tymczasem konwencja, w której poruszają się scenarzyści Ikara stanowi przyjemne odświeżenie – Batman działa tu sam i nie korzysta z pomocy członków bat-rodziny. Musi dojść do prawdy, korzystając wyłącznie z własnych zdolności dedukcyjnych. Ponadto bohater nie jest przytłoczony masą gadżetów, aspekt techniczny zszedł na dalszy plan, a na pierwszym miejscu jest zagadka. To bezsprzecznie krok we właściwym kierunku.

W Ikarze na pierwszy plan wysuwa się, siłą rzeczy, postać Batmana. Jak wspomniałem wyżej, tym razem ma on w końcu okazję wykazać się umiejętnościami detektywistycznymi i pokazać, że siła tej postaci to nie tylko potężne zaplecze finansowe i techniczne, ale przede wszystkim inteligencja i prawdziwy śledczy instynkt. Jeśli idzie o bohaterów, dostajemy tu także coś ekstra – bardzo ciekawie została bowiem zarysowana pewna postać drugoplanowa. Chodzi o Harveya Bullocka – ten od dawna obecny w uniwersum śledczy zawsze przewijał się gdzieś w tle, ale scenarzyści rzadko skupiali na nim swoją uwagę. Tym razem jest inaczej. Bullock jest swoistą przeciwwagą dla Batmana. Stoją po tej samej stronie barykady, ale kontrowersyjny stróż prawa ledwo toleruje działalność zamaskowanego herosa. Co więcej, policjant zagina parol na Bruce’a Wayne’a i nie kryje swojego negatywnego nastawienia do miliardera. Manapul i Buccellato udanie pokazali, że bycie policjantem wcale nie oznacza konieczności popierania działań Batmana. W ich interpretacji Bullock zachwyca swoją niejednoznacznością i ujmującą gburowatością, stając się z miejsca jednym z najciekawiej rozrysowanych bohaterów serii. Mam nadzieję, że twórcy nie zrezygnują z tej postaci w kolejnych odsłonach Detective Comics

Zaletą Ikara jest także fakt, że autorzy odstawili na dalszy plan zamaskowanych przeciwników Batmana. To nie jest opis kolejnej śmiertelnie niebezpiecznej potyczki z którymś z psychopatycznych adwersarzy, tylko przyziemny kryminał. Nietoperz walczy tu ze zwykłymi oprychami i ich mafijnymi zwierzchnikami, co jest kolejnym elementem nadającym tej odsłonie Detective Comics tak potrzebną, zagubioną jakiś czas temu świeżość. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to fabuła rewolucyjna, która stanowiłaby jakąś nową jakość. Po prostu – po dłuższym okresie posuchy nawet ta, w gruncie rzeczy jedynie poprawna historia, stanowi uzasadniony powód do zachwytów. Jest tu bowiem kilka rzeczy, które scenarzyści mogli wykoncypować lepiej, a najbardziej rzuca się w oczy nie do końca przekonujące zakończenie. Warto jeszcze wspomnieć, że poza główną historią znajdziemy tu dopowiedzenie, traktujące o początkach postaci Calendar Mana. Ta jednozeszytówka przeplata się przy okazji z główną osią fabularną, stanowiąc ciekawy suplement i dając czytelnikowi nieco nowych informacji na temat wydarzeń przedstawionych w podstawowej części albumu. 

Warstwa graficzna Ikara jest po prostu wspaniała. Co ciekawe, za rysunki jest tu odpowiedzialny Francis Manapul. Łączenie dwóch najważniejszych funkcji na łamach jednego tytułu jest zadaniem nieco ryzykownym – twórca musi zachować odpowiednie skupienie, żeby nie zaniedbać żadnego z elementów i osiągnąć idealną równowagę między dobrym prowadzeniem scenariusza a interesującą grafiką. Na szczęście Manapul wywiązał się z zadania bez zarzutów. O scenariuszu pisałem wcześniej, a jeśli chodzi o ilustracje, te są doskonale wypośrodkowane między realnością a dosyć nastrojowym oniryzmem. Tę drugą cechę zawdzięczają zwłaszcza perfekcyjnemu wypełnieniu kolorem, za które odpowiedzialny był Brian Buccellato, także jeden ze scenarzystów. Dobre wrażenie na łamach całego tomu sprawia ponadto nieoczywiste, uzależnione od potrzeby chwili kadrowanie ilustracji. Pod względem graficznym wyróżnia się jedynie końcowa, niezależna opowieść,  utrzymana w zdecydowanie innej, kreskówkowej i prostszej konwencji, ale należy też pamiętać, że ona jest tu ledwie dodatkiem. 

Szósty zbiorczy tom Detective Comics, to powrót serii na właściwe tory. Położenie większego nacisku na detektywistyczny aspekt perypetii Batmana przyniosło bardzo dobre rezultaty. Jakkolwiek nie jest to bat-tytuł, który będzie można postawić obok tych najwybitniejszych, to w porównaniu do poprzednich kilku odsłon cyklu można odnotować wyraźny progres. Francis Manapul i Brian Buccellato wiedzą, co chcą pokazać i czynią to z godną podziwu konsekwencją. Jeśli jeszcze bardziej rozwiną skrzydła w kolejnym tomie, rezultaty mogą być naprawdę zachwycające. 

Tytuł: Ikar
Seria: Detective Comics
Tom: 6
Scenariusz: Francis Manapul, Brian Buccellato
Rysunki: Francis Manapul i inni
Kolory: Brian Buccellato i inni
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Detective Comics Volume 6: Icarus
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1915-4

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)