środa, 13 września 2017

Harley Quinn Tom 5: Joker nie śmieje się ostatni - Recenzja

Wydawać by się mogło, że wraz z każdym kolejnym tomem Harley Quinn wzrasta ryzyko, że twórcom w końcu skończą się pomysły na zwariowane przygody głównej bohaterki. Razem  z tym wydanym teraz liczba wydań zbiorczych  na naszym rynku to pięć ksiąg, a obrana konwencja niesie ze sobą pewne ograniczenia. Jednak, o dziwo, Conner i Palmiotti cały czas potrafią utrzymać wysoki poziom pisanej przez siebie serii – owszem, zdarzają im się chwilowe wahania formy, ale nie zanotowali jeszcze żadnej spektakularnej wpadki. Joker nie śmieje się ostatni tego stanu rzeczy na pewno nie zmieni. 

Kłopoty i przygody nie przestają omijać Harley Quinn. Z odmętów przeszłości do żywych wraca pewna rosyjska femme fatale. Kobieta, która obecnie bardziej przypomina cyborga niż zwykłego człowieka, ma do wyrównania rachunki z Sy Borgmanem i Harley. Kolejne niebezpieczeństwo nadciąga z zupełnie innej strony. Najnowszy wybranek panny Quinn, Mason Macabre, trafia do więzienia, gdzie odsiaduje wyrok za (przypadkowe) zabójstwo syna burmistrza. Problem w tym, że ktoś chce, by jego żywot zakończył się przedwcześnie, Mason musi więc odpierać ataki morderców. Ostatecznie mężczyzna trafia do Azylu Arkham, a żeby go stamtąd wydostać, Harley będzie musiała zmierzyć się ze swoim eks, Jokerem. 

Od samego początku wydawana w ramach Nowego DC Comics seria charakteryzuje się sporą dawką przemocy. W najnowszym tomie jest ona nadzwyczaj krwawa, co nieco zaskakuje, zważywszy na fakt, że mamy do czynienia z komiksem mainstreamowym. Oczywiście, wciąż daleko tu do poziomu takiego Punisher Max, ale na kolejnych kartach można znaleźć tak sugestywne obrazki jak krwawy headshot, pręt wbity w bebechy czy też pałka rozkwaszająca oko. Niektórzy zapewne powiedzą, że taka jest w końcu zasada – im dalej w kontynuację, tym więcej krwi i zgonów, ale tutaj ten stan rzeczy pasuje, ponieważ podkreśla, że Harley Quinn, jakkolwiek stara się postępować właściwie, pozostaje osobą, która nie przebiera w środkach, czasami przesadza w użyciu siły i wciąż dużo w niej z szalonej łotrzycy, jaką była przez lata.

Piąty tom serii jest chyba najmniejszy objętościowo z dotychczasowych. Zawarto tu cztery zeszyty regularnej serii i jeden numer specjalny. Główna linia fabularna sprawia tym razem wyjątkowo dobre wrażenie – Conner i Palmiotti udanie przywracają jedną z postaci poznanych na początku cyklu, ponownie czyniąc z niej zagrożenie dla Harley i Sy. Ta część opowieści jest naprawdę dynamiczna i efektowna, czyli taka, jakiej można się było spodziewać. Na kolejnych stronach śledzimy już próby wyciągnięcia z więzienia Masona. Także one przynoszą czytelnikowi dużo dobrego. O efektownej przemocy pisałem już wcześniej, tutaj poza nią dostajemy też intensywną akcję, charakterystyczny humor i szczyptę nieco poważniejszej tematyki, szczególnie podczas spotkania Harley i Jokera – jest ono wypełnione emocjami i stanowi próbę wyzwolenia się kobiety spod psychicznego wpływu swojego byłego faceta. 

Niejako na deser otrzymujemy opowieść o odnalezieniu przez główną bohaterkę butelki z zamkniętym w niej dżinem. To dobra okazja dla scenarzystów na popuszczenie wodzy wyobraźni, zwłaszcza, że Harley nie ma do dyspozycji jedynie trzech życzeń, ale nieskończoną ich ilość. Całość pełna jest zabawnych nawiązań, bywa, że autorzy spojrzą na jakąś rzecz z niecodziennej perspektywy, a i znane powiedzenie, by „uważać na to, czego się sobie życzy”, okaże się zaskakująco życiowe. Opowieści takie jak ta stanowią ciekawe dopełnienie regularnych przygód panny Quinn. 

Jeśli chodzi o warstwę graficzną albumu, to nie ma się do czego przyczepić. Głównym artystą jest Chad Hardin. Już w poprzednich tomach to on był tym, którego prace sprawiały najlepsze wrażenie, cieszy więc, że miał okazję, by dalej pracować nad serią. Jak jest tym razem? Bardzo dynamicznie i efektownie, ale także, co niezwykle istotne, niezwykle przejrzyście, nawet w scenach najbardziej intensywnej akcji. Hardin bezsprzecznie jest właściwą osobą na właściwym stanowisku i wyraźnie czuć, że jego angaż do serii był decyzją trafioną. 

To niesamowite, ale w piątym już tomie zbiorczym Harley Quinn ponownie utrzymała wysoki poziom. Autorzy nie tracą pomysłów na kolejne perypetie bohaterki, a w przypadku niektórych wątków zawartych w Joker nie śmieje się ostatni można nawet odnieść wrażenie, że należą do najjaśniejszych momentów w całej serii. Cykl Conner i Palmiottiego to niewątpliwie jeden z koni pociągowych Nowego DC Comics i jeśli ceni się ofensywny i bezkompromisowy humor, warto się z nim zapoznać.

Tytuł: Joker nie śmieje się ostatni
Seria: Harley Quinn
Tom: 5
Scenariusz: Amanda Conner, Jimmy Palmiotti
Rysunki: Chad Hardin, Amanda Conner
Kolory: Alex Sinclair i inni
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Harley Quinn Vol. 5 The Joker’s Last Laug
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: lipiec 2017
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1960-4

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

wtorek, 12 września 2017

Star Wars Legendy: Darth Vader i zaginiony oddział - Recenzja

Darth Vader jest bez wątpienia jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w całej historii Gwiezdnych Wojen. Nieważne czy mamy do czynienia ze starym kanonem, czy z nowym, mroczny lord Sithów nieodmiennie przyciąga uwagę odbiorców. Nijak nie może dziwić w tym kontekście fakt, że twórcy, dostrzegając tę popularność, co i rusz serwują nam kolejne tytuły, w których ojciec Luke’a i Lei gra pierwsze skrzypce. Także w ramach wydawanej obecnie przez Egmont komiksowej serii Star Wars Legendy mieliśmy już okazję poznać solowe przygody pierwszego miecza Imperium. Darth Vader i zaginiony oddział to kolejna z nich. 

Vader zostaje wysłany z misją ratunkową. W Mgławicy Duchów ma odnaleźć zaginionego syna moffa Tarkina i, jeśli będzie to możliwe, sprowadzić go przed oblicze Imperatora. Lord Sithów nie jest jednak głównodowodzącym, władzą musi się podzielić z imperialnym oficerem, który dobrze zna poszukiwanego oficjela. Dla ambitnego Sitha konieczność współpracy z imperialnym jest niełatwa do zaakceptowania, tym bardziej, że wyprawa okazuje się o wiele trudniejsza, niż mogło się z początku wydawać. Tarcia na linii dowodzących są kwestią czasu, a jakby tego było mało, Vadera zaczynają prześladować duchy przeszłości. 

Lord Vader jest postacią popularną wśród fanów, a zarazem kimś bardzo enigmatycznym. Dzięki trylogii prequeli  wiadomo całkiem dużo o jego młodości, ale okres, kiedy stał się świeżo upieczonym (dosłownie i w przenośni) Sithem, wciąż nie został zbyt dobrze opisany przez twórców operujących w Expanded Universe. Tę lukę próbuje wypełnić Haden  Blackman, scenarzysta Dartha Vadera i zaginionego oddziału. W jego interpretacji Vader jest bohaterem tragicznym, który musi mierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów. Widzimy go jako zdolnego adepta Ciemnej Strony Mocy, z jednej strony niebojącego się pokazać swojej bezwzględności i okrucieństwa, ale z drugiej będącego wciąż w znacznej mierze człowiekiem. O tym, że zostały w nim ludzkie uczucia i wątpliwości, świadczą doznawane przez niego wizje, przedstawiające przeszłe życie z Padme i kierunek, w jakim sprawy mogły się potoczyć, gdyby nie uległ Palpatine’owi. To ciekawa próba uczłowieczenia postaci podopiecznego Imperatora i pokazania jej w innym niż zazwyczaj świetle. 

Główna intryga omawianego komiksu jest szyta dosyć grubymi nićmi. Już po początkowych, zawiązujących akcję scenach, możemy spodziewać się że misja, jaką otrzymuje Vader, okaże się trudniejsza niż pierwotnie zakładano, ale ostatecznie zakończy się powodzeniem. Jedyna niewiadoma, czyli zagadka zniknięcia syna moffa Tarkina, zostaje wyjaśniona w przewidywalny sposób. Znajdziemy tu zresztą wiele cech charakterystycznych dla serii, czyli na przykład kosmiczne potyczki, laserowe strzelaniny czy też zdradę. Brakuje tylko humoru, ale tu akurat jestem w stanie zrozumieć zamysł scenarzysty – ta konkretna opowieść tego elementu nie potrzebuje, ponieważ akcenty zostały rozłożone w innych miejscach. 

Mimo pewnej schematyczności całość czyta się dobrze, także z tego względu, że ten tom stanowi ciekawy wgląd w politykę Imperium. Nie ma w niej co prawda większych zaskoczeń, bo obserwujemy i walkę o władzę, i ukryte plany Imperatora, i w końcu niepowstrzymaną ekspansję w coraz dalsze gwiezdne układy, ale polityka w Gwiezdnych Wojnach stanowi zawsze miłą odmianę po, typowej dla serii radosnej akcji, serwowanej nam w większości tytułów Expanded Universe. Żeby była jasność, tej także tu nie brakuje, ale klimat całości jest zdecydowanie mroczniejszy, co w tym przypadku stanowi zaletę. 

Ilustracje są niestety najsłabszym elementem Dartha Vadera i zaginionego oddziału. Wiele kadrów cierpi na niechlujność – rysownik dosyć często nie zwraca większej uwagi ani na szczegóły, ani na twarze. W pierwszym przypadku można to zauważyć zwłaszcza w scenach akcji, gdzie pierwszy plan prezentuje się jeszcze w miarę dobrze, ale już przy lekkim oddaleniu wszystko jest bardzo uproszczone, a elementy tła zlewają się ze sobą, utrudniając dostrzeżenie jakichkolwiek detali. Jeśli zaś chodzi o twarze, rzecz ma się podobnie, emocje widać na nich tylko w pewnym przybliżeniu, a dodatkowym mankamentem jest brak podobieństwa do filmowych wersji. Poziom trzymają za to zamieszczone na końcu tomu okładki poszczególnych zeszytów i pozostaje żałować, że całość nie została utrzymana w podobnej, realistycznej konwencji. 

Najnowsza propozycja z cyklu Star Wars Legendy broni się przede wszystkim warstwą fabularną. Przedstawiona przez Blackmana historia potrafi zainteresować, zwłaszcza dzięki umiejętnemu pokazaniu postaci Dartha Vadera i przedstawieniu targających nim dylematów. Autor nie zdołał uniknąć co prawda pewnych utartych schematów, ale miał pomysł na tę opowieść. Najlepiej będą się podczas lektury bawić ci fani, którzy chcą poznać nieco więcej szczegółów na temat postaci Vadera z okresu, kiedy dopiero zaczynał stawać się prawdziwym lordem Sithów. 

Seria: Star Wars Legendy
Tytuł: Darth Vader i zaginiony oddział
Tom: 13
Scenariusz: Haden Blackman
Rysunki: Rick Leonardi
Kolory: Wes Dzioba
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: Star Wars – Darth Vader and the Lost Command
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Dark Horse Comics
Data wydania: lipiec 2017
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 165 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1888-1

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

czwartek, 7 września 2017

Droga do Odrodzenia. Superman: Lois i Clark - Recenzja

Minęło trochę czasu, odkąd w Polsce ukazał się poprzedni album z solowymi przygodami Supermana. Owszem, mieliśmy okazję cieszyć się obecnością najbardziej rozpoznawalnego superbohatera w seriach o Lidze Sprawiedliwości oraz w Supermanie Wyzwolonym, ale to nieco za mało dla prawdziwych fanów eSa. Wydaje się jednak, że posucha dobiegła nareszcie końca. Lois i Clark, czerwcowa nowość Egmontu, to nie tylko interesująca historia, ale także (a właściwie przede wszystkim) wstęp do zupełnie nowego rozdziału w historii DC Comics – Odrodzenia.

W wyniku wydarzeń opisanych w seriach Flashpoint i Konwergencja świat Lois Lane i Clarka Kenta uległ zniszczeniu. Bohaterowie trafili na inną Ziemię, która stanowi jeden z pięćdziesięciu dwóch nowych światów, tworzących razem tak zwane Multiwersum. Jednak na tej planecie istnieje już Superman, co więcej, budzi on w ludziach nieufność. Pojawienie się kolejnego może zakłócić delikatną równowagę i doprowadzić do kataklizmu. Świadomi stanu rzeczy Clark i Lois decydują się na życie w ukryciu, wychowując przy okazji syna, Jonathana. Oboje wciąż robią to, do czego zostali stworzeni, ale działają w cieniu. Pewnego dnia tajemnice zaczynają wychodzić na jaw, co może być znakiem, że czas na to, by „stary” Człowiek ze Stali ponownie pokazał światu swoje oblicze. 

Choć opis fabuły brzmi raczej mało przejrzyście (sprawa jest zresztą na tyle zagmatwana, że nawet wydawca zdecydował się na zamieszczenie wstępu ze „ściągawką” wyjaśniającą sytuację), to wejście w snutą przez Dana Jurgensa opowieść jest nie tylko łatwe, ale wręcz niezwykle intuicyjne. Siła tego komiksu leży bowiem w jego założeniach. Te są niezwykle proste – Lois i Clark to tytuł, w którym autor największy nacisk kładzie na fundamentalne wartości, takie jak rodzina, empatia i ochrona tych, których kochamy. To wszystko stanowi zresztą podstawę postaci Supermana, co zostaje dobrze pokazane przez scenarzystę, który idealnie portretuje zwyczajne, ludzkie dobro bohatera. Na kolejnych kartach widzimy herosa dokonującego wielkich czynów, korzystającego ze swoich mocy i walczącego z potężnymi przeciwnikami, ale nigdy nie przysłania to uczuć, które żywi do swojej rodziny. To ona jest najważniejsza i zawsze stoi na pierwszym miejscu. Często można spotkać się z zarzutami, ze Superman to postać zbyt idealna, że każde jego działanie podszyte jest patosem i ma wielką wagę. Tutaj w ogóle tego nie widać, bowiem Jurgens kreuje zupełnie innego Człowieka ze Stali. Jego bohater jest przede wszystkim ludzki. 

Przy pewnej dozie refleksyjności Lois i Clark pozostaje komiksem superbohaterskim, w którym dominuje akcja. Ta warstwa także prezentuje się wyjątkowo okazale. Scenarzysta dobrze wie, jak budować napięcie, zresztą jego wieloletnie doświadczenie w pisaniu opowieści z Supermanem w roli głównej bezsprzecznie robi swoje (Jurgens to autor, którego fani z dłuższym stażem pamiętają z czasów nieodżałowanego TM-Semic). Obok głównego wątku biegnie kilka innych, pobocznych, które z czasem zaczynają splatać się w jedną całość. Fabuła nabiera spektakularności, gdy na scenę wkracza postać z odległych kosmicznych rubieży, poszukująca tajemniczego artefaktu. Kim jest, skąd się wzięła i co łączy ją z Supermanem – wszystkie te pytania tylko pogłębiają zainteresowanie czytelnika i stanowią element interesującej układanki, która w ostatecznym rozrachunku może prowadzić do wydarzeń o olbrzymiej randze i zasięgu.

Wracając jeszcze na chwilę do bohaterów – całości dobrze robi fakt, że autor nie zaniedbuje postaci drugoplanowych. Zarówno Lois, jak i Jonathan są dobrze poprowadzeni i stanowią istotny element opowieści. Żona Clarka to kobieta silna, taką zresztą znamy ją od bardzo dawna, tutaj jednak w grę wchodzi czynnik ochrony potomstwa przed zagrożeniem – to dodaje bohaterce pazura, sprawiając, że nie jest tylko pięknym tłem, ale postacią ważną dla fabuły. Ciekawie przedstawiony został także Jonathan. Wychowywano go w niewiedzy co do prawdziwej natury jego ojca, ale gdy prawda wyjdzie w końcu na jaw, będzie musiał zmierzyć się z tą sytuacją i zrozumieć motywację, jaka kierowała jego rodzicami, gdy decydowali się na zachowanie tajemnicy nawet przed nim. 

Główny rysownik w Lois i Clark to Lee Weeks. Jego praca sprawia bardzo dobre wrażenie – ilustracje są dynamiczne, nowoczesne i dobrze obrazują zarówno elementy bardziej akcyjne, jak i te typowo refleksyjne. Od czasu do czasu zdarzą się co prawda pewne techniczne niedociągnięcia (na przykład nieco zbyt niewyraźne twarze, gdy bohaterowie znajdują się na dalszym planie), jednak całościowo jest solidnie i miła dla oka. Także artyści wspomagający zachowują charakter opowieści i nawet jeśli ich styl różni się nieco od tego, co prezentuje Weeks, to warstwa graficzna pozostaje spójna. 

Pierwszy z komiksów tworzących Drogę do Odrodzenia to tytuł, na który warto zwrócić uwagę. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że kładzie on podwaliny pod wydarzenie, które wywróci do góry nogami całe uniwersum DC. To przede wszystkim bardzo wciągająca opowieść, która dobrze pokazuje, o co chodzi w postaci Supermana i jakie ta postać ma motywacje. To także dowód na to, że Człowiek ze Stali wcale nie jest herosem nudnym – na kartach Lois i Clarka prezentuje się on bowiem niezwykle interesująco, z wszystkimi dylematami, które towarzyszą byciu człowiekiem. 

Seria: Droga do Odrodzenia
Tytuł: Superman. Lois i Clark
Scenariusz: Dan Jurgens
Rysunki: Lee Weeks i inni
Kolory: Brad Anderson, Jeromy Cox
Tłumaczenie: Jakub Syty
Tytuł oryginału: Superman: Lois and Clark
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: czerwiec 2017
Liczba stron: 204
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Format: 167x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1996-3

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)