sobota, 23 listopada 2019

George R. R. Martin "W domu robaka" - Recenzja

To że George R. R. Martin kojarzony jest przede wszystkim z „Pieśnią Lodu i Ognia”, nie dziwi. Cykl jest  w końcu jego najbardziej rozpoznawalnym dziełem, które w dodatku rozsławiła udana (patrząc całościowo, a nie tylko przez pryzmat słabego ostatniego sezonu) ekranizacja. Jednak w żadnym wypadku nie jest to jedyny zasługujący na uwagę tytuł w dorobku Amerykanina. Z innych, które mogą zainteresować fana fantastyki, można wymienić na przykład „Tufa Wędrowca” (całkiem przyjemne przygodowe science fiction) czy też wydaną właśnie po raz pierwszy w Polsce starszą mikropowieść, „W domu robaka”.

W bliżej nieokreślonym świecie znajduje się tajemnicze miasto. Zaludniający je tak zwani yaga-la-hai pędzą swój żywot w półmroku, oddając cześć kolejnym inkarnacjom Wielkiego Robaka. Pewnego dnia jeden z członków tej dość enigmatycznej społeczności, młody Annelyn, udaje się w podróż, motywowaną chęcią zemsty za doznane upokorzenie. Niejaki Dostarczyciel Mięsa, który sprowokował całą wyprawę, poluje na dolnych poziomach miasta na potworne jękole, trafiające później na stoły yaga-la-hai. Rzeczy, które Annelyn ujrzy na dole, na zawsze odmienią jego postrzeganie otaczającego go świata.

Chociaż „W domu robaka” jest książką bardzo krótką (całość to ledwie sto kilka stron, pisanych w dodatku dużą czcionką), to Martinowi udało się dobrze sportretować głównego bohatera tej opowieści. Annelyna po raz pierwszy widzimy jako przedstawiciela uprzywilejowanej kasty, której członkowie jeśli nie gardzą, to w najlepszym razie ignorują mieszkających gdzieś poniżej jękoli. Protagonista, tak jak wszyscy jego pobratymcy, traktuje te ślepe istoty bardziej jak potwory i źródło pożywienia niż myślącą rasę. Wszystko zmienia się w momencie, gdy Annelyn porzuca bezpieczne otoczenie i musi odbyć podróż w niezbadane czeluści planety.

Podczas wyprawy naszego bohatera jesteśmy świadkami powolnej zmiany jego nastawienia do otaczającego go świata i zamieszkujących go istot. Wyniosły młodzian powoli przekształca się na naszych oczach w człowieka świadomego, wyzbywając się arogancji. Wraz z kolejnymi strzępkami historii tajemniczej planety, na jakiej przyszło mu żyć, Annelyn się zmienia. Zaczyna dostrzegać więcej aniżeli prosta zależność my-dobrzy, oni-źli. Bo „oni” wcale nie są potworami. George R. R. Martin bardzo udanie i nienachalnie prezentuje tu uniwersalne przesłanie, że nie zawsze należy bać się tego, czego nie znamy i do końca nie rozumiemy, ponieważ najczęściej nie jest to dla nas faktycznym zagrożeniem, a strach bywa często wyolbrzymiany.

Autorowi udała się także kreacja świata przedstawionego. To miejsce w znacznym stopniu zdegenerowane, którego mieszkańcy żyją w cieniu umierającej gwiazdy i choć zagłada nadal jest odległa, to wszyscy wiedzą, że w końcu nastąpi. Stąd bierze się z kolei dekadencja przedstawicieli yaga-la-hai, którzy spędzają życie na dziwacznych ucztach i rytuałach i nie zwracają zbyt dużej uwagi na inne istoty zamieszkujące ich świat. Wraz z zejściem bohatera na niższe poziomy miasta atmosfera ulega znaczącemu zagęszczeniu, a całość nabiera bardzo klaustrofobicznego charakteru. Ciasne korytarze, rozkład, tajemnice – to wszystko towarzyszy każdemu krokowi Annelyna na drodze do większej świadomości.

Choć „W domu robaka” jest, jak wspominałem wcześniej, książką mikrej objętości, to warto wspomnieć, że wydawca wydał ją naprawdę ładnie. W oczy rzuca się solidna, twarda oprawa oraz perforowane nazwisko autora i tytuł – zarówno na okładce, jak i na grzbiecie. Opowieści o pełnym dziwów podziemnym świecie towarzyszą nastrojowe ilustracje. Wykonał je John Picacio, amerykański grafik, nagrodzony w swojej karierze między innymi Hugo.

„W domu robaka” dla jednych będzie jedynie ciekawostką, dla innych pełnoprawnym tytułem w bibliografii Martina. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy, uważam także, że nie ma sensu patrzeć na to, że jest to książka króciutka, bo czasami to właśnie w krótszych formach znajdziemy więcej treści niż w opasłych woluminach. George R. R. Martin to duże nazwisko i szansa na to, że fani znający go tylko z sagi o Westeros prędzej czy później sięgną po inne tytuły jego autorstwa jest spora. Wydaje mi się, że większość z nich nie będzie rozczarowana, gdy przewróci ostatnią kartę perypetii Annelyna. Bo to po prostu wciągająca i sugestywna historia.

Autor: George R. R. Martin
Tytuł: W domu robaka
Tytuł oryginalny: In the House of the Worm
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: październik 2019
Liczba stron: 108
ISBN: 978-83-8116-761-1

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza