środa, 7 marca 2018

Superman (Odrodzenie) Tom 2 - Pierwsze próby Superboya - Recenzja

Pierwszy tom „Supermana”, nieco niespodziewanie, okazał się jednym z najlepszych tytułów „Odrodzenia”. Stało się tak głównie dzięki umiejętnemu przedstawieniu relacji panujących w rodzinie Kentów (lub też Smithów – oba nazwiska pozostają wszak w użyciu) i pokazaniu bardziej ludzkiego oblicza Człowieka ze Stali. Dodanie do grona bohaterów syna herosa, Jona, nadało fabule głębszego wymiaru, jeszcze bardziej kładąc nacisk na jednej z najważniejszych motywacji Supermana, czyli ochronie bliskich. To wszystko sprawiło, że na drugi tom serii czekałem ze sporymi oczekiwaniami, mając nadzieję, że wysoki poziom zostanie utrzymany.

Na „Pierwsze próby Superboya” składają się cztery krótsze opowieści. Pierwsza traktuje o wypadzie rodziny Kentów do wesołego miasteczka i próbie spędzenia przez nich normalnego, spokojnego dnia. Druga przedstawia historię ucieczki Supermana i jego syna z opanowanej przez dinozaury wyspy, na której obaj znaleźli się przez projekt naukowy Jona. Kolejna przedstawia pierwsze, nie do końca udane spotkanie Superboya z Robinem, a na deser dostajemy historię o kosmicznym stróżu prawa, który przybywa na Ziemię w poszukiwaniu galaktycznej przestępczyni.

Położenie przez Tomasiego i Gleasona nacisku na relacje rodzinne było tym, co najbardziej zagrało w poprzednim tomie przygód eSa. W kolejnym, twórcy starają się dalej iść tym tropem, co działa dobrze w opowiastce otwierającej całość. „Nasze Miasteczko” pokazuje jak Kentowie starają się wkomponować w lokalną społeczność, ale nie czynią tego nachalnie – rodzinna wycieczka do wesołego miasteczka nie jest w żaden sposób wyreżyserowana ani przez Clarka, ani przez Lois. Oni naprawdę chcą poznać ludzi, obok których przyjdzie im żyć, znajdując przy okazji przyjazne środowisko do rozwoju dla swojego dorastającego syna. Ta normalność pozwala bohaterom zyskać sympatię czytelnika i dać mu szansę na utożsamienie się z nimi.

Chyba nie muszę specjalnie wyjaśniać na czym polega fabuła kolejnej składowej tomu, „Ucieczki z wyspy dinozaurów”? Niestety, w tym przypadku nie jest już tak kolorowo, jak w otwieraczu. Historia jest w pewnym stopniu hołdem dla zmarłego niedawno Darwyne’a Cooke’a i nawiązuje do jego „Nowej Granicy”. Dla czytelników takich jak ja, którzy, choć wstyd się do tego przyznać, jeszcze tego komiksu nie czytali, te inspirowane elementy nie będą miały akurat żadnego znaczenia. A gdy całość zostanie z nich odarta, nie pozostaje wiele, bo większa część fabuły traktuje o tytułowej ucieczce, przedstawiając nam sceny z wielkimi gadami i wodzem wyspy, wielką małpą-albinosem. Warto jednak wspomnieć że scenarzyści znaleźli tu miejsce dla jednej naprawdę ładnej sceny, przekonująco ukazującej miłość rodzicielską Clarka.

Dosyć nieporadnie wypada niestety ta historia, która została ostatecznie wizytówką całości. Dla mnie postać Jona nie jest specjalnie irytująca, jednak nie chciałbym, żeby wychodziła na pierwszy plan w serii zatytułowanej „Superman”. Ona ma traktować o perypetiach Człowieka ze Stali, tymczasem ten stoi tu w bardzo głębokim cieniu. Większego uroku nie ma zresztą sama intryga – otóż Batman i Superman decydują, że ich synowie powinni nie tylko nauczyć się ze sobą współpracować, ale może nawet zostać przyjaciółmi. Problem jest taki, że obaj chłopcy bardzo różnią się charakterami, a dodatkowo Damian to zwykły mały, zarozumiały i arogancki dupek. Nie sprzyja to budowaniu żadnych relacji między protagonistami, jednak wydźwięk opowieści  musi być poprawny i nieść przekaz, że „chcieć to móc”, więc summa summarum „super synom” udaje się, dzięki pewnej dozie współpracy, doprowadzić treningi do końca. Oczywiście nikt nie zwraca uwagi na to, że w prawdziwym życiu zwyczajnie nie da się lubić i współpracować ze wszystkimi i każdy ma kogoś, kogo zwyczajnie nie znosi, więc ten, bardzo w sumie teenagerski epizod, jest w ostatecznym rozrachunku wyjątkowo infantylny i irytujący.

Całkiem sympatyczne wrażenie sprawia za to „Superpotwór”. Opowiastka jest tak uroczo absurdalna, że podczas lektury banan sam ciśnie się na usta. Scenarzyści wrzucają do jednego kotła kosmicznych łowców nagród i motyw Frankensteina, dodając do tego całą masę akcji, co w efekcie przynosi nam fabułę może nie najmądrzejszą, ale potrafiącą dać czytelnikowi trochę czystej frajdy. Całość okraszona jest nieco poważniejszymi motywami straty dziecka i problemami w związku, co nadaje jej odrobinę głębi, nie pozwalającą przejść obok tego epizodu obojętnie.

W warstwie graficznej nie ma większych zaskoczeń. Przy serii pracują ci sami plastycy co poprzednio i podobnie oceniam efekty ich wysiłków. Najgorzej prezentuje się Patrick Gleason, który ponownie rysuje bardzo cartoonowo, z lekkim japońskim zacięciem. Fani takiego stylu rozczarowani co prawda nie będą, ale mnie on zdecydowanie nie leży. O wiele lepiej wygląda fragment ilustrowany przez Douga Mahnke. On proponuje kreskę realistyczną i bardzo efektowną, a ilustracje jego autorstwa są przy okazji wypełnione ładnymi, głębokimi kolorami, za co odpowiedzialny był Wil Quintana.

Drugi tom „Supermana” prezentuje się niestety gorzej niż pierwszy. Na taki stan rzeczy złożyło się przede wszystkim rozbicie całości na krótkie, niezależne historyjki, które bywają błahe, sztampowe i nieangażujące – podział niezłe/słabawe rozkłada się w tym przypadku mniej więcej po połowie, bo dwie fabuły prezentują niezły poziom i angażują, zaś dwie kolejne ewidentnie rozczarowują. Wciąż widzę tu jednak materiał na dużo komiksowego dobra i mam nadzieję, że Tomasi i Gleason w kolejnych odsłonach cyklu położą nacisk na te bardziej interesujące elementy świata Supermana.

Tytuł: Pierwsze próby Superboya
Seria: Superman
Tom: 2
Scenariusz: Peter J. Tomasi, Patrick Gleason
Rysunki: Patrick Gleason, Doug Mahnke i inni
Kolory: John Kalisz i inni
Tłumaczenie: Jakub Syty
Tytuł oryginału: Superman Vol. 2: Trials of the Super Son
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 156
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2638-1

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz