piątek, 9 marca 2018

Odrodzenie tom 2: Życie ma sens - Recenzja

Pierwsza wizyta w małym amerykańskim miasteczku Wausau przyniosła nam nieszablonowe spojrzenie na tematykę życia po śmierci. Okazało się, że wciąż można powiedzieć coś interesującego o powrocie martwych na tę stronę świata, bez jednoczesnego popadania w banał i eksplorowania motywów zombie. W drugiej odsłonie tej opowieści jej najciekawsze wątki są kontynuowane, a ponadto Seeley nie zamierza poprzestawać na czystej rozrywce i stara się dostarczyć odbiorcy coś więcej, aniżeli standardowy horror. Na ile udało się ten zamysł zrealizować?

Mimo że wydarzenia, do jakich doszło w Wausau, zdążyły już nieco spowszednieć mieszkańcom miasta, wciąż pozostają one ewenementem na skalę światową. Powstanie z grobu martwych nie może jednak być pretekstem do tego, by zaniechać bieżącego życia. Ale trudno zachować rutynę, kiedy dookoła dzieją się rzeczy niezwykłe i gdy żyje się w miejscowości objętej kwarantanną. Ponadto odrodzeni nie zawsze okazują się tym, kim byli wcześniej. Sytuacja jest napięta i z każdym dniem komplikuje się coraz bardziej.

Od samego początku siłą „Odrodzenia” są bohaterowie z krwi i kości. Podobnie rzecz się ma w drugim tomie zbiorczym serii. Tim Seeley nie koncentruje się jednak na jednej, czy nawet dwóch postaciach, ale poświęca uwagę większej liczbie protagonistów. Taki brak typowego głównego bohatera, o dziwo, nie razi, ale pozwala spojrzeć na poruszane w komiksie problemy z szerszej perspektywy. Mimo to znajdzie się tu oczywiście kilku bohaterów, którzy wzbudzą większa sympatię niż inni, na sceny z którymi będziemy czekać z większą niecierpliwością. Dla mnie kimś takim była Martha, jedna z odrodzonych, córka miejscowego szeryfa. Ta młoda kobieta toczy walkę z samą sobą, część jej osobowości stara się powrócić do dawnego życia, jednak inna pcha ją ku ryzyku i o wiele bardziej niebezpiecznemu życiu. Rozdarta wewnętrznie Martha musi mierzyć się także z własnym ciałem, które zmieniło się od czasu powrotu do żywych i nabrało nadludzkiej siły i wytrzymałości, niewidocznych na co dzień, ale ujawniających się w pewnych sytuacjach.

Seeley w ciekawy sposób pokazuje skutki fenomenu odrodzenia. Jak zwykle bywa w sytuacjach nadzwyczajnych, znajdują się osoby chcące na nich skorzystać. Nie inaczej jest w tym przypadku. Intrygować może zwłaszcza wątek trzech braci, którzy rozpoczynają nietypowy biznes, polegający na sprzedaży chętnym części ciał przywróconych do życia. Te swoiste relikwie mają mieć dla kupujących wyjątkowe znaczenie, a nabywają je, ponieważ wierzą w ich nadzwyczajność. To jeden ze społecznych efektów unikalnego zjawiska, z jakim mają do czynienia mieszkańcy Wausau. Kolejnym jest ściąganie w okolicę wszelkiej maści religijnych fanatyków, którzy zaczynają głosić rozmaite teorie na temat tego, co się wydarzyło, próbując przede wszystkim zbijać osobisty kapitał i napychać kabzę.

Istotnym elementem „Odrodzenia” wciąż pozostaje jego warstwa obyczajowa, a relacje między mieszkańcami miasteczka są cały czas niezwykle istotne. Tym razem nacisk został położony między innymi na pokazanie więzów łączących siostry Cypress. Seeley pokazuje, jak obie kobiety widzą niektóre wydarzenia ze swojej przeszłości i jak odbierają siebie nawzajem – nie brakuje tu wzajemnych pretensji i oskarżeń, ale negatywne uczucia wcale nie dominują w ich relacjach. Nawet w obliczu odrodzenia jednej z sióstr wciąż pozostają rodziną i potrafią w razie potrzeby stanąć za sobą murem.

Same dobre rzeczy można powiedzieć o warstwie graficznej drugiego tomu „Odrodzenia”. Podobnie było zresztą w przypadku poprzedniej odsłony. Teraz, na dobrą sprawę zmieniło się niewiele – styl Mike’a Nortona wciąż pozostaje przejrzysty i efektowny, a większość prac narysował  kreską realistyczną, ale i niezwykle miłą dla oka. Co istotne, równie dobrze ogląda się zarówno sceny bardziej statyczne, jak i te wypełnione akcją. Technika  artysty stoi na równie wysokim poziomie w całym albumie.

Dobre wrażenie powstałe po lekturze pierwszego tomu nowego cyklu Tima Seeleya było świetnym prognostykiem przed poznaniem jego drugiej odsłony. I rzeczywiście, wysoki poziom został utrzymany, a „Odrodzeniu” wciąż daleko do wytartych gatunkowych schematów – twórcy ewidentnie poszukują czegoś nawet jeśli nie nowego, to przynajmniej jak najmniej odtwórczego. I w znacznej mierze ta sztuka im się udaje, bowiem to kawał naprawdę solidnego komiksu, balansującego na granicy grozy, sensacji i socjologii, a zarazem jeden z najmocniejszych punktów w ofercie wydawniczej Non Stop Comics.

Tytuł: Życie ma sens
Seria: Odrodzenie
Tom: 2
Scenariusz: Tim Seeley
Rysunki: Mike Norton
Kolory: Tim Seeley
Tłumaczenie: Bartosz Musiał
Tytuł oryginału: Revival Volume 2: Live Like You Mean It
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: styczeń 2018
Liczba stron: 128
Oprawa: miękka
Format: 170x260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-8110-333-6

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz