czwartek, 8 lutego 2018

Nightwing (Odrodzenie) Tom 1: Lepszy niż Batman - Recenzja

„DC Odrodzenie” przyniosło start kilku serii, których dotąd nie mieliśmy okazji czytać po polsku. Jedną z nich jest „Nightwing”, traktujący o solowych perypetiach Dicka Graysona, pierwszego Robina, a później także (przez chwilę) Batmana oraz szpiega. Porzucenie superbohaterskiego życia nie było, jak się okazuje, permanentne. Ciągnie wilka do lasu – Grayson ponownie przywdziewa czarnoniebieski strój i rusza walczyć ze zbrodnią. Tim Seeley, twórca dobrze obeznany tak z postacią, jak i z uniwersum Nietoperza, zaprasza nas na pełną akcji jazdę.  

Końcówka „Wojny Robinów” przyniosła ze sobą nieoczekiwane rozwiązania. Nie mając innego wyjścia, Dick Grayson zaczął pracować dla Trybunału Sów i wykonywać zlecone przez stowarzyszenie misje. Jak okazuje się już na samym początku omawianego tomu, punkt nacisku, jaki Sowy miały na Nightwinga, jest już nieaktualny. Jednak Grayson, świadomy faktu, że zgromadzenie nie ma o tym pojęcia, postanawia wykorzystać okazję i zinfiltrować organizację od wewnątrz. Wykonując wraz z nowym partnerem, niejakim Raptorem, zlecone misje, Nightwing przygotowuje się do uderzenia w zleceniodawców.

Atrakcją „Lepszego niż Batman” jest niewątpliwie relacja panująca między Nightwingiem a Raptorem. Współpraca tych dwóch, jakkolwiek narzucona z góry, wraz z biegiem czasu nabiera coraz wyraźniejszych barw. Seeley stara się zaprezentować nową postać, porównując ją z dawnym partnerem głównego bohatera, czyli Batmanem. Wybór dał twórcy możliwość pokazania różnic dzielących te postaci i pokazania, że dążyć do celu można różnymi metodami. Uwypuklona tu została także chęć samodzielnej pracy ze strony Graysona, który dzięki oderwaniu się od Nietoperza chce stać się lepszą wersją samego siebie, a być może także przewyższyć dawnego mentora.

To co odróżnia „Nightwinga” od „Batmana” jest na pewno większa ilość humoru pojawiająca się na kartach pierwszego z tytułów. Ironicznymi one-linerami często rzuca sam Grayson, a postacią niepozbawioną poczucia humoru, okazuje się także Raptor. Dużo tu mocno wyczuwalnego luzu, który skutecznie rozładowuje atmosferę, gdy ta staje się zbyt napięta. Pomaga w tym zresztą także postać samego Nightwinga, który nie jest tak napuszony jak Nietoperz. W interpretacji Seeley’a jest to bohater, z którym łatwo można się identyfikować, wiarygodny i wzbudzający sympatię. Innymi słowy – jest to heros, co do którego można łatwiej uwierzyć, że stoi bliżej życia codziennego niż inni z zamaskowanych obrońców prawa.

Całkiem dobre wrażenie sprawia fabuła tomu otwierającego odrodzonego „Nightwinga”. Seeley umiejętnie wykorzystuje jeden z najciekawszych elementów świata przedstawionego, czyli wprowadzony przez Scotta Snydera Trybunał Sów. Organizacja stara się wykorzystać swoje wpływy i wykorzystać Graysona do realizacji własnych celów. Misje, w których uczestniczy bohater, są emocjonujące i dosyć dobrze przemyślane. Dominuje w nich akcja, która używana jest najczęściej jako tło do pokazania wspomnianych wcześniej relacji Nightwing-Raptor. Dobre wrażenie sprawiają także nawiązania do przeszłości obu współpracujących ze sobą mężczyzn – głębsze wejście w przeszłość pozwala lepiej umotywować poczynania Raptora i unaocznić czytelnikowi, że ta postać mocno się jednak różni się od byłego Robina.

Poza zeszytem zawierającym wstęp do serii, za rysunki odpowiedzialny jest tu tylko jeden artysta, Javier Fernandez. Osobiście jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, ponieważ pozwala ono na to, by warstwa graficzna całej opowieści pozostała ujednolicona. Gdy bowiem mowa o zamkniętej i nie tak znowu dużej objętościowo całości, absolutnie niepotrzebne jest mieszanie różnych stylów. A jak prezentują się efekty pracy Hiszpana? Przyzwoicie. Ilustracje, jak przystało na tytuł prezentujący przygody bohatera związanego z Gotham City, są odpowiednio mroczne i sugestywne. Z kolei rysowanie twarzy jest miejscami nieco staromodne, ale takie retro-podejście sprawdza się, o dziwo, doskonale.

Czy „Nightwing” jest „Lepszy niż Batman”? Jeśli weźmiemy pod uwagę obie odrodzone serie, odpowiedź będzie jednoznaczna – oczywiście, że tak. Pojedynek twórców, którzy odpowiadali za losy Graysona w „Nowym DC Comics” wypadł zdecydowanie na korzyść Tima Seeley’a, który, w odróżnieniu od Toma Kinga, miał pomysł na przygody prowadzonego przez siebie superbohatera. „Nightwing” pod jego wodzą to komiks rozrywkowy, który jednak potrafi zaintrygować i pod płaszczykiem lekkości przemycić kilka ciekawych motywów. Miejmy nadzieję, że w dalszej części tego runu sytuacja nie ulegnie żadnym drastycznym zmianom, a wysoki poziom zostanie utrzymany.

Tytuł: Lepszy niż Batman
Seria: Nightwing
Scenariusz: Tim Seeley
Rysunki: Javier Fernandez
Kolory: Chris Sotomayor, Nathan Fairbairn
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Nightwing vol.1: Better Then Batman
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: grudzień 2017
Liczba stron: 156
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-2812-779-1

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Arena Horror i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz