piątek, 23 lutego 2018

Jessica Jones: Alias Tom 4 - Recenzja

Jessica Jones to jedna  z tych bohaterek Marvela, której perypetie autentycznie angażują. Swoje na pewno robi fakt, że seria „Alias” ukazywała się w ramach imprintu „Max”, prezentującego opowieści dojrzalsze, często wypełnione przemocą, a przede wszystkim przeznaczone dla dorosłych czytelników. To inne spojrzenie na uniwersum, które choć zazwyczaj jawi się jako kolorowe i krzykliwe, tutaj nabiera więcej odcieni szarości. To także zamknięcie pewnego etapu w życiu bohaterki i powolne wkraczanie w nowy. Poprzednie części cyklu były bez dwóch zdań jednymi z najlepszych komiksów oscylujących wokół tematyki superhero wydanych ostatnimi laty w Polsce. Zamknięcie całości na pewno tego obrazu nie zmieni.

Trzy pierwsze tomy „Alias” dotyczyły w znacznej mierze spraw, które Jessica Jones rozwiązywała w prowadzonej przez siebie agencji detektywistycznej. Bohaterka pomaga zwykłym ludziom i jest w tym po prostu dobra. Co sprawiło, że zdecydowała się na tę konkretną drogę kariery, rezygnując z bardziej ekscytującego życia superbohaterki? W końcu poznamy odpowiedź na to frapujące pytanie, dowiemy się także, w jakich okolicznościach Jessica odkryła swoje moce i co konkretnie ukształtowało jej charakter, sprawiając, że stała się samotniczką i osobą, która z trudem ufa innym.

Do tej pory widzieliśmy Jessikę Jones jako kobietę w pełni już ukształtowaną. Ale jakie wydarzenia wpłynęły na jej dzisiejszą osobowość? Ta kwestia długo była dosyć enigmatyczna, ale Brian Michael Bendis postanowił w końcu ją poruszyć. W czwartym tomie „Alias” mamy okazję wejrzeć w przeszłość bohaterki i poznać ją dość dokładnie. Ta, sama w sobie, nie jest niczym nowym, bo mamy tu i nastolatkę z kompleksami, i tajemniczy wypadek, podczas którego Jessica zostaje obdarzona mocami, czyli, wydawałoby się, standard. Na szczęście autor przyłożył się do pracy i podał wszystko w przekonującej obyczajowej otoczce. Istotne jest także to, że Jessica odgrywa dużą rolę w wypadku, po którym uzyskała moce, a cała sprawa budzi w niej swego rodzaju poczucie winy, które w jakimś stopniu będzie rzutować na jej dorosłe życie.

Główna atrakcja finałowego tomu „Alias” to jednak postać Killgrave’a i jego konfrontacja z Jessiką. Bendis wykreował perfekcyjny czarny charakter. Tak zwany Purple Man (tak, ma purpurową skórę) to osobnik psychotyczny, ale przy tym także szalenie inteligentny. Jest przyzwyczajony, że absolutnie nikt nie może się oprzeć jego mocy manipulowania innymi,  zmuszania obcych ludzi do wykonywania jego woli. Ta świadomość sprawia, że zatraca się w okrucieństwie, które przestaje mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie, stając się za to stałym elementem życia. Killgrave niszczy przypadkowo spotkanych ludzi i nie poświęca temu ani chwili refleksji.

Brian Bendis przybliżył czytelnikom sytuację, w jakiej Jessica Jones natknęła się po raz pierwszy na Purple Mana. To spotkanie stało się jednym z powodów, dla których odłożyła do szafy kostium superbohaterki i rozpoczęła nowe życie. Jej obecny wizerunek kobiety   niestroniącej od używek, zgorzkniałej i mającej problemy z zaufaniem, jest efektem tych traumatycznych wydarzeń. Od przeszłości, jak szybko się okazuje, trudno jednak uciec – po latach musi ponownie zmierzyć się ze swoim największym strachem. Sceny, w których Jones rozmawia z zamkniętym w więzieniu Killgrave’em rozegrane są mistrzowsko, a błyskotliwe dialogi pokazują dobitnie, jaką głębię mają bohaterowie tego komiksu. Ogromne wrażenie sprawiają także sceny późniejsze, kiedy pod wpływem pewnych wydarzeń w Jessice odzywają się dawne lęki, a my jesteśmy świadkami jej rosnącej paniki, którą niemal współodczuwamy. Psychologia postaci stoi tu na najwyższym poziomie.

Interesującym i udanym zabiegiem było zilustrowanie różnych etapów życia centralnej postaci „Alias” w odmiennych graficznych stylach, co pozwoliło na ich wyraźne rozróżnienie. Inaczej pokazane są sceny, w których Jessica dojrzewa i zmaga się z problemami typowymi dla nastolatków, inaczej prezentują się fragmenty, w których działa jako superbohaterka i zostaje zmuszona przez Killgrave’a do wykonywania jego rozkazów. Sceny przedstawiające teraźniejszość narysowano jeszcze w inny sposób. Ważne, że prace wszystkich artystów, mimo różnego stylu, trzymają poziom, nadając całości odpowiedniego charakteru.

„Alias” to jeden z tych komiksów, które przedstawiają coś więcej niż tylko standardową naparzankę trykociarzy. Jest w nim prawdziwa głębia – porusza poważniejsze kwestie niż zwyczajowe banalne i patetyczne tytuły superhero. Znani herosi się tu, co prawda, pojawiają, ale są dodatkiem, tłem dla Jessiki Jones i jej przeżyć. Pod tym względem ten tom „Alias” różni się nawet od poprzednich odsłon serii, w których koncepcja była nieco inna – tam mieliśmy zazwyczaj do czynienia z czystym kryminałem i byliśmy świadkami prowadzonych przez bohaterkę śledztw, tu zaś wszystko jest bardziej osobiste. To znakomite zamknięcie bardzo dobrej serii i tytuł, do którego warto będzie raz na jakiś czas powrócić.

Tytuł: Jessica Jones. Alias
Tom: 4
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Michael Gaydos, Mark Bagley, Art Thibert, Dean White, Rick Mays
Kolory: Matt Hollingsworth
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Jessica Jones: Alias, vol. 4
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel MAX
Data wydania: październik 2017
Liczba stron: 176
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-61319-99-3

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz