środa, 17 stycznia 2018

Harley Quinn Tom 6: Cała w czerni, bieli i czerwieni - Recenzja

Szósta odsłona przygód zwariowanej klaunicy to zarazem finalny tom serii oraz ostatni akcent Nowego DC Comics na polskim rynku. Amanda Conner i Jimmy Palmiotti na łamach trzydziestu regularnych zeszytów (oraz kilku wydarzeń specjalnych) zaprezentowali nam zrewitalizowany wizerunek jednej z najbardziej szalonych (anty)bohaterek DC Comics. Dotąd mieliśmy okazję cieszyć się historiami dynamicznymi, nieprzewidywalnymi i pełnymi „radosnej” przemocy. Twórcy dawali nam rozrywkę niewyszukaną, ale energetyczną i – summa summarum – także satysfakcjonującą. Jak w ten obraz wpasowuje się tom kończący całość? Trzeba przyznać, że całkiem nieźle, chociaż lekkie zmęczenie materiału można w nim jednak wyczuć.

Byłej dziewczynie Jokera nie przestają przydarzać się niespotykane rzeczy. Tym razem stała się obiektem westchnień zamaskowanego szaleńca, niejakiego Red Toola, który chce za wszelką cenę dowieść swojej miłości. Tylko czy odpowiednim sposobem jest porwanie oblubienicy, próba przymuszenia jej do stanięcia na ślubnym kobiercu i mordowanie innych ludzi? Jakkolwiek nie brzmiałyby odpowiedzi na te pytania, podczas potyczek z absztyfikantem Harley przypadkowo zabija syna groźnego mafiosa, co skutkuje poważnymi konsekwencjami. Za głowę byłej psychiatry w Azylu Arkham zostaje bowiem wyznaczona wysoka nagroda.

Obraz całości nie różni się zasadniczo od tego, co otrzymaliśmy na łamach poprzednich pięciu odsłon serii. Na kolejnych kartach dominuje szalona akcja, podlana soczystą porcją przemocy. Sytuacji sprzyja fakt, że twórcy wprowadzają tu postać, która w założeniu jest parodią Deadpoola z konkurencyjnego uniwersum Marvela. Mowa o niejakim Red Toolu, facecie który swoje uczucia lubi uzewnętrzniać w wybitnie niekonwencjonalny sposób. Innymi słowy – do, i tak szalonego, cyklu dodano postać, która jeszcze to szaleństwo podkręca. Wszędzie indziej taki miszmasz raziłby i powodowałby przesyt, ale w prowadzonym przez Conner i Palmiottiego tytule nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz zdaje się być na miejscu.

Delikatna równowaga między pozytywnym scenariuszowym wariactwem a przesadą nie została jednak zachowana we wszystkich zeszytach wchodzących w skład omawianego tomu. Gorzej prezentuje się część, w której Harley musi uporać się z dybiącym na jej życie, łaknącym zemsty mafiosem. Twórcy zdecydowali się na zabawę w stylu „wielkie roboty się naparzają”, co okazało się zaskakująco mało emocjonujące. Wyraźnie przesadzono tu ze spektakularnością i wybuchami, co zamiast bawić, razi przesytem formy nad treścią. Na nieco wyższym poziomie stoi za to zamykająca cały zbiór opowiastka o misji ratowania pewnego drzewa. To typowa dla cyklu wariacja na temat nowej wersji Harley, która obok bycia szaloną psotnicą, chce też przysłużyć się społeczeństwu. Walka o drzewo, mimo że niczym nie zaskoczy wiernych fanów Quinn, stanowi dobre zakończenie serii, z którego można płynnie skoczyć w Odrodzenie.

Cała w czerni, bieli i czerwieni przynosi, co nieco dziwi, mało interesujących bohaterów drugoplanowych. Ci od początku stanowili o sile tego tytułu, że wspomnę tylko o Sy Borgmanie czy członkach Gangu Harleyek. Tym razem jednak nie otrzymamy nikogo o porównywalnie silnej osobowości. Sam Red Tool nie wystarczy, by czytelnik był zadowolony, tym bardziej, że nawet tak silne i charakterystyczne postaci jak Poison Ivy i Wielki Tony znalazły się na bardzo dalekim planie. Conner i Palmiotti wyjdą jednak z tej sytuacji obronną ręką, bo postacią, która ciągnie wszystko do przodu, wciąż jest główna bohaterka. Quinn ma tyle charyzmy, że mogłaby nią spokojnie obdzielić kilka innych tytułów i nadal zostałoby jej naprawdę dużo.

Wizualnie nie ma w Całej w czerni, bieli i czerwieni większych zaskoczeń. Jest podobnie jak wcześniej, czyli efektownie i bardzo dynamicznie. Ponadto nikt nie szczędzi koloru, co sprawia, że całość okazuje się naprawdę przyjemna dla oka. Pewnym mankamentem może wydać się  fakt, że nie zawsze rysunki są tak przejrzyste, jak w poprzednich tomach. Problem nie jest jednak dojmujący, bo dotyczy tylko jednego z pięciu wchodzących w skład albumu zeszytów, tym niemniej fragment o walce wielkich robotów momentami okazuje się mało klarowny i nadmiernie szczegółowy.

Rozstania, zwłaszcza z kimś, kogo naprawdę polubiliśmy, bywają bardzo bolesne. Ostatni tom Harley Quinn z Nowego DC Comics nie jest jednak pożegnaniem definitywnym. Już za chwilę w Polsce wystartuje „odrodzona” seria z szaloną bohaterką w roli głównej, a wszystkich jej fanów z pewnością zbuduje informacja, że będą za nią odpowiadać ci sami ludzie. Zanim jednak dostaniemy ją w swoje ręce, cieszmy się z tego, co mamy. Bo Cała w czerni, bieli i czerwieni, jakkolwiek nie przynosi niczego nowego, a momentami wydaje się wtórna, ostatecznie jest komiksem niezłym, który stanowi całkiem strawną wisienkę na torcie.

Tytuł: Cała w czerni, bieli i czerwieni
Seria: Harley Quinn
Tom: 6
Scenariusz: Amanda Conner, Jimmy Palmiotti
Rysunki: John Timms, Chad Hardin
Kolory: Alex Sinclair, Hi-Fi
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Harley Quinn Vol. 6 Black, White And Red All Over
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: listopad 2017
Liczba stron: 144
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-2730-2

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz