piątek, 16 grudnia 2016

Thorgal Tom 35: Szkarłatny Ogień - Recenzja

Od premiery poprzedniego albumu kultowej komiksowej serii stworzonej przez Jeana Van Hamme’a i Grzegorza Rosińskiego minęły długie trzy lata. Większość czytelników zdążyła w tym czasie mocno zatęsknić za szlachetnym i nieustępliwym Thorgalem. Ukazujące się w międzyczasie tomy trzech serii pobocznych mogły jedynie w niewielkim stopniu zapełnić tę lukę. Tak długa przerwa spowodowana była m.in. chorobą polskiego rysownika, która ostatecznie poskutkowała przełożeniem premiery Szkarłatnego ognia o rok. Ponadto zdecydowano o zmianie scenarzysty – Xaviera Dorison zastąpił na tym stanowisku Yvesa Sente. Takie zawirowania krótko przed ponownym połączeniem wszystkich opowieści ze Światów Thorgala, mogły zasiać wśród fanów ziarno niepewności co do kierunku, w jakim zmierza saga. Na szczęście obawy okazały się bezzasadne.

Od kilku tomów główną osią fabuły jest wyprawa Thorgala, który ruszył w pościg za porywaczami syna, Aniela. Młodzieniec został uprowadzony do Bag Dadhu przez tajemniczych Czerwonych Magów, którzy widzą w nim reinkarnację dawnego mistrza ich zakonu. Problem w tym, że Aniel niekoniecznie chce zostać uratowany. Omamiony wizją stania na czele potężnej siły, odrzuca możliwość powrotu z Thorgalem na Północ.. Ma też żal do ojca o to, że ten nigdy nie okazywał mu miłości w widoczny sposób.. To jednak tylko jeden z problemów, z jakimi przyjdzie borykać się Thorgalowi. Do miasta nadciąga wojsko cesarza Magnusa, noszące na sztandarach imię jedynego boga, Yavhusa. Konfrontacja jest nieunikniona, a ulice mogą spłynąć krwią. Swój udział w wydarzeniach chce mieć sam Aniel, który jest blisko opanowania mocy przyzwania tytułowego szkarłatnego ognia, co może zakończyć się zniszczeniem nie tylko Bag Dadhu, ale też całego świata. 

Xavier Dorison duży nacisk położył na pokazanie relacji między Thorgalem a jego synem. Motywacja głównego bohatera jest powszechnie znana – największą wartość stanowi dla niego rodzina. To chęć jej ponownego scalenia pcha wikinga w coraz to nowsze niebezpieczeństwa. „Zagraj to jeszcze raz, Sam”? Po części tak, jednak scenarzysta nie tylko czerpie ze sprawdzonych wzorców, ale daje dużo od siebie. Poruszające są sceny, w których Thorgal ma chwilę, by porozmawiać z Anielem. Padają tu ważne dla wydźwięku całości słowa, które choć mogą w pierwszym odczuciu sprawiać wrażenie niesprawiedliwych, to każą nieco inaczej spojrzeć na pobudki Gwiezdnego Dziecka i zastanowić się nad kwestiami stawiania na pierwszym miejscu obowiązku i niedostatkiem czułości w odniesieniu do własnego dziecka. Co jednak najważniejsze, Dorison nie wprowadza tych modyfikacji bezmyślnie – zmiany są celowe i przemyślane, choć trzeba też przyznać, że jeszcze nie do końca wiadomo czy wpłyną one w znaczący sposób na dalsze losy rodziny Aegirsonów

Xavier Dorison w udany i nienachalny sposób korzysta z rozwiązań fabularnych znanym fanom Thorgala. Główny wątek Szkarłatnego ognia w ogólnym zarysie mocno przypomina oś fabularną tomów, w których pierwszy syn głównego bohatera, Jolan, uznawany był za wcielenie Boga. Wówczas również w grę wchodziła kwestia wielkich, nadprzyrodzonych możliwości dziecka. Rzecz przejawia się także w szczegółach. W tym kontekście w oczy rzuca się na przykład kolejne nawiązanie do tamtego okresu, czyli użycie latających statków z Krainy Qa. A jeśli pamiętamy jak w Ponad krainą cieni Shaniah wystrzeliła z łuku zamiast Thorgala, to naszą uwagę zwróci pewna istotna scena w najnowszym tomie. Kwestią indywidualną będzie, czy podobne nawiązywanie do przeszłości w wykonaniu scenarzysty będzie czytelnikowi odpowiadać. Mnie osobiście ono nie przeszkadza, przynajmniej dopóki, dopóty nie nosi znamion autoplagiatu. A na tę chwilę bardzo do tego daleko. 

Scenarzyście udało się w interesujący sposób przedstawić nie tylko relację między Thorgalem a Anielem. W Szkarłatnym ogniu ważni są także bohaterowie drugoplanowi, co ostatnimi czasy nie było znakiem rozpoznawczym serii. Nie znajdziemy tu co prawda postaci pokroju Drewnianej Stopy, Tjalla czy Galathorna, ale i tak jest przynajmniej dobrze. Większość postaci ma swoją rolę do odegrania i nie snuje się bez ładu i składu po kolejnych kadrach. Uwagę zwraca zwłaszcza Sulima, która została rozwinięta w bardzo ciekawym kierunku, i może jeszcze, kolokwialnie mówiąc, nieźle namieszać w życiu głównego bohatera. Czy to może być nowa Kriss de Valnor? Czas pokaże, ale na pewno jest potencjał, by pchnąć ją w takim kierunku.

Od kilku tomów (konkretnie od Barbarzyńcy) Grzegorz Rosiński zmienił styl pracy nad przygodami swojego najbardziej rozpoznawalnego bohatera. Kolejne albumy nie są rysowane, lecz malowane. Dla wielu fanów ta zmiana była sporym zaskoczeniem, jeśli jednak spojrzymy na sprawę z perspektywy czasu, trzeba przyznać, że ta ewolucja okazała się udana. Jej główną zaletą jest możliwość skupienia się artysty na twarzach bohaterów. Świetne ukazanie emocji to chyba największa zaleta „nowego” Rosińskiego, co doskonale widać właśnie w Szkarłatnym ogniu. Dzięki temu protagoniści „żyją”, a odbiorcy jeszcze łatwiej jest odczuć ich emocje. Bardzo dobre wrażenie sprawiają także kolory, jakimi rysownik wypełnił swoje prace. Na wielu kadrach dominuje czerwień, co idealnie podkreśla kluczową dla fabuły cechę – gniew. Kolejne są zaś utrzymane raczej w ciemnej i stonowanej kolorystyce, co pozwala utrzymać duszny klimat oblężonego miasta, w którym toczą się duże i małe dramaty.

Thorgal jest tytułem, który towarzyszy mi przez większość czytelniczego życia. Nie ukrywam, że darzę go dużą dozą sentymentu, a kilkanaście pierwszych tomów miało spory wpływ na kształt mojego gustu. Serii zdarzało się łapać zadyszkę – co do tego nie mam żadnych wątpliwości – jednak jej najnowsza odsłona trzyma zaskakująco wysoki poziom. Xavierowi Dorisonowi udało się w bardzo sprawny sposób zakończyć wątki, które zostawił po sobie jego poprzednik i dać nadzieję czytelnikom, że powrót do świetności jest możliwy. Na razie jest „tylko” bardzo dobrze, a ostateczną ocenę jego wkładu w sagę warunkować będzie kierunek, w jakim twórca popchnie fabułę w kolejnych odsłonach. Są jednak wyraźne przesłanki ku temu, by widzieć przyszłość w jasnych barwach.

Tytuł: Thorgal. Tom 35: Szkarłatny Ogień
Tytuł oryginału: Le Feu écarlate
Scenariusz: Xavier Dorison
Rysunki: Grzegorz Rosiński
Tłumaczenie: Wojciech Birek
Wydawca: Egmont
Data wydania: listopad 2016
Liczba stron: 56
ISBN: 978-83-281-1824-9

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

2 komentarze:

  1. Uwielbiam tą serię komiksów. :) Kiedyś marzyłam, żeby całą uzbierać, ale na razie mam tylko kilka egzemplarzy. Tych nowszych jeszcze nie czytałam. Marzy mi się serial inspirowany tym komiksem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowsze są trochę gorsze, czasami też wtórne, ale i tak da się je czytać. Jak na serię o takiej długości, poziom całości jest zaskakująco wysoki. Ale może to ja patrzę na nie przez różowe okulary fana...
      Co do ekranizacji, takowa chyba powstaje... Acz chyba jako film, nie serial. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ja jestem lekko sceptyczny, za bardzo boję się porażki tego projektu. ;)

      Usuń