piątek, 30 września 2016

Denis Szabałow "Uniwersum Metro 2033: Prawo do życia" - Recenzja

Na tle innych książek z Uniwersum Metro 2033 pierwsza część postapokaliptycznej trylogii Denisa Szabałowa prezentowała się bardzo okazale. Autor eksploatował wykreowany przez Dymitra Glukhovsky’ego świat po swojemu, bez powielania fabularnych schematów. Skupił się na pokazaniu rozwoju głównego bohatera, kładąc duży nacisk na dobre uzasadnienie wszystkich jego perypetii. Poprzeczka została zawieszona całkiem wysoko, oczywistym jest więc, że oczekiwania fanów co do kontynuacji muszą być duże. Gdyby Szabałowowi udało się utrzymać podobny poziom, można by już było mówić nie o jednej z najlepszych książek w ramach projektu, ale o serii. Nie jest jednak sztuką napisać bardzo dobrą powieść. Prawdziwym wyzwaniem jest udowodnienie, że ma się pomysły na więcej.

Pierwsza powieść pozostawiła akcję w zawieszeniu. Siły Schronu zostały postawione w obliczu konieczności zdobycia zasobów umożliwiających przeżycie całej społeczności. Okazja pojawia się, gdy mieszkający po sąsiedzku wojskowi organizują wyprawę mającą na celu zagarnięcie dóbr leżącej daleko Rosrezerwy. Niesnaski zostają odłożone na bok, a porozumienie pozwala obu siłom utworzyć wspólną karawanę, która ma wyruszyć na ryzykowną misję. W jej skład wchodzą znani z poprzedniej części bohaterowie, ze stalkerem Daniłą Dobryninem na czele. Podróż przez skażone tereny postatomowej Rosji obfituje w niebezpieczeństwa, a uważać trzeba nie tylko na zmutowaną florę i faunę, ale również na przedstawicieli gatunku ludzkiego.

Szabałow w Prawie do życia powraca do motywu podróży, doskonale znanego z wielu innych, umiejscowionych w Uniwersum Metro 2033 powieści – w pierwszym tomie bohaterowie rozprawili się z zagrożeniem, a teraz wyruszają w drogę z ważną misją. Niestety, ten schemat jest już bardzo mocno ograny i trzeba by wyjątkowej pisarskiej maestrii, by wyciągnąć z niego coś nowego. Takowej jednak autorowi brakuje. Fabuła koncentruje się na przeżywanych podczas podróży przygodach, bardziej przypominając zbiór opowiadań niż powieść – kolejne rozdziały skaczą od tematu do tematu, zawierając krótkie, zamknięte historyjki, które mogłyby równie dobrze funkcjonować osobno. Łatwo odnieść wrażenie, że te wszystkie perypetie nie służą na dobrą sprawę niczemu konkretnemu, wypełniają jedynie miejsce, dodając całości objętości. Wpływu na ostateczne rozstrzygnięcia nie mają jednak absolutnie żadnego, co jest lekko frustrujące.

W pierwszym tomie autor postawił duży nacisk na realizm świata przedstawionego. Oczywiście, czytelnik i tak miał okazję zapoznać się z całym stadem różnorakich mutantów, ale fabuła była bardzo realistyczna. Tym razem Szabałow zdecydował się nieco odejść od tego schematu – w Prawie do życia bardzo szybko pojawiają się wątki typowo fantastyczne i charakterystyczne dla literatury grozy. Gdyby jeszcze autor pokusił się o coś oryginalnego, nie byłoby problemu, ale odbiorca otrzymuje dosyć standardowy zestaw. Jest tu np. zamieszkana przez kanibali wioska, tajemnicze anomalie (z halucynogenną mgłą i duchami na czele), dziwne miejsca zakrzywiające przestrzeń, mutanci gon czy w końcu poboczne misje typu „wiedźmińskiego”. W porównaniu do pierwszej części w Prawie do życia fantastyki jest mnóstwo, a taki zabieg niestety psuje wrażenie niepokojącego prawdopodobieństwa, jakie towarzyszyło lekturze poprzedniej powieści.

Szabałow bardzo mocno skupia się na głównym bohaterze, Danile. Koncentracja na tej postaci jest na tyle silna, że reszta stawki zostaje w głębokim cieniu. Większość bohaterów drugoplanowych jest potrzebna jedynie po to, by podnieść bojową wartość zmierzającej do celu karawany i pokazać efektowne starcia z mutantami. Ciekawiej robi się, gdy uwaga autora skupia się na samym Dobryninie, który przedstawiony jest tym razem jako świadomy i doświadczony stalker i jest w tej roli wiarygodny. Poprzednio mieliśmy też do czynienia z dużą liczbą retrospekcji, prezentujących zwłaszcza żołnierskie szkolenie, tym razem takich scen jest o wiele mniej, a fabuła dotyczy bieżącej akcji, co odbija się na kreacji bohaterów, spłycając ich rolę. To raczej nie jest dobra zmiana.

Mimo wszystkich tych zarzutów Prawo do życia jest jednak książką, którą czyta się całkiem dobrze. Denis Szabałow ma naprawdę lekki styl, potrafi w plastyczny i sugestywny sposób przedstawić czy to daną lokację, czy też kolejne mutanty. Ponadto operuje prostym językiem, bez specjalnych ozdobników, co przy powieści akcji jest dobrym wyborem. Podobnie jak w pierwszym tomie, także tutaj duża uwaga pisarza skupia się na opisie militariów, szczegółowość przypisów świadczy o tym, że Szabałow zna się na rzeczy, a to ponownie dodaje całości realizmu.

Prawu do życia ostatecznie nie udało się osiągnąć poziomu pierwszej odsłony trylogii. Jest to powieść wyraźnie słabsza, której mankamenty są niestety zauważalne. Paradoksalnie, lepiej by sobie poradziła w oderwaniu od Prawa do użycia siły, wówczas nie byłaby tak bardzo porównywana do poprzedniczki. A w takiej konfrontacji możliwy jest tylko jeden zwycięzca. Prawo do życia przywodzi na myśl średnio udane pozycje z Uniwersum Metro 2033. Niby wszystko jest tu na swoim miejscu, ale poszczególne elementy są albo przesadzone, albo niedopracowane, albo zbyt nierealne. Całość da się przeczytać, ale z całą pewnością nie jest to powieść, która zapisze się złotymi zgłoskami w historii najbardziej znanego postapokaliptycznego uniwersum.

5/10

Autor: Denis Szabałow
Tytuł: Prawo do życia
Tytuł oryginału: Право на жизнь
Tłumaczenie: Paweł Podmiotko
Wydawca: Insignis
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 474
ISBN: 978-83-6531-562-5

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Fantasta i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

9 komentarzy:

  1. Mnie niestety "Prawo do użycia siły", choć niezła, jakoś nie przekonała w pełni i "Prawo do życia" to pierwsza książką z serii, której nie mam ochoty czytać :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie chyba lepiej dla Ciebie, gdy ominiesz tę powieść. W mojej opinii jest wyraźnie słabsza od pierwszej części.

      Chociaż może właśnie Tobie podeszłaby bardziej niż mnie? Tutaj jest zwrot w stronę zazwyczaj prezentowanego na łamach książek z tego uniwersum spojrzenia na postapokalipsę. Czyli podróż, mutanty, anomalie. Tego tu całkiem sporo, więc jeśli właśnie za to cenisz UM2033, może akurat warto sięgnąć...? ;)

      PS. A czytałaś "Dziedzictwo Przodków"? To dopiero słabizna...

      Usuń
    2. Hm... to teraz nie wiem, co powiedzieć, bo akurat "Dziedzictwo przodków" mi się podobało ;)

      Usuń
    3. W sumie dobrze, że każdemu podoba się co innego, inaczej byłoby nudno. ;)
      A z ciekawości - co z uniwersum podobało Ci się najbardziej? Ja nie czytałem wszystkiego, ale z tych, które miałem okazję, największe wrażenie zrobiło na mnie Metro 2035, poza tym dobrą rozrywką były dla mnie książki Szmidta.

      Usuń
    4. Przepraszam z tak długą przerwę! Też bardzo podobają mi się powieści Szmidta, były przyjemną niespodzianką (dla kontrastu, Majką byłam raczej rozczarowana). Dobrze wspominam też "Korzenie niebios" i mam ogromny sentyment do pierwszych dwóch tomów Diakowa, bo to od nich zaczęłam przygodę z Metrem :) Dlatego trochę boli fakt, że ostatni tom trylogii to już była lekka porażka. Przede mną jeszcze Metro 2034 i 2035 oraz Piter, reszta polskich wydań, poza powyższym Szabałowem, już za mną :)

      Usuń
    5. Spoko, sam nie grzeszę najlepszym refleksem. ;)
      "Korzeni Niebios" akurat nie czytałem, ale słyszałem, że jest to powieść inna niż standardowe post-apo w tym uniwersum. Ile w tym prawdy, penie kiedyś sprawdzę...

      Metra Glukhobsky;ego trzymaja poziom, zwłaszcza ostatnie, które jest, w moim odczuciu, najlepsza co spotkało tę serię. Świetna powieść (mocna, brudna), ale i inna niż np. 2033. Ciekawy jestem czy Ci podejdzie.

      Usuń
    6. Właśnie m.in. dlatego Korzenie... mi się podobały, bo są inne i mają fajny klimat, choć inny od większości książek w serii.
      Metro2033 mi się podobało, ale nasłuchałam się negatywnych opinii od 2034 i jakoś się nie mogę zebrać, żeby po nie sięgnąć. Ale postanowiłam do końca roku się z nim uporać :)

      Usuń
    7. Patrz, moim zdaniem akurat oryginalne Metro jest z każdym kolejnym numerkiem w dacie coraz lepsze. ;) Także tu masz pozytywną opinię o kontynuacjach. ;)

      Usuń
    8. Pocieszyłeś mnie :) ZObaczymy, jak mi podejdzie, uporałabym się z nim szybciej, tylko doba coś nie chce się rozciągnąć ;)

      Usuń