niedziela, 4 września 2016

Batman: Ziemia Jeden Tom 2 - Recenzja

DC Deluxe to na tę chwilę jeden z najciekawszych komiksowych cykli na polskim rynku. Wydawany przez nieoceniony Egmont, prezentuje czytelnikowi najciekawsze tytuły z bogatej oferty DC Comics. Jako jedna z pierwszych przedstawionych w jej ramach opowieści, w ręce fanów wpadła świetna historia z alternatywnej Ziemi, prezentująca losy Batmana na nowo. Tom pierwszy Ziemi Jeden traktował o jego przygodach z innego świata (tzw. Elseworld), bliźniaczo podobnego do naszego, a jednak różniącego się w znaczących detalach. Wówczas zobaczyliśmy początki pracy Nietoperza w Gotham, pełne nieporadności i poszukiwań. Teraz nadszedł czas na kontynuację tej błyskotliwej i nietypowej opowieści.  

Po konfrontacji z burmistrzem Gotham, Oswaldem Cobblepotem, Batman wciąż ma pełne ręce roboty. Ostatni kadr pierwszego tomu jasno mówił kto będzie głównym antagonistą w kontynuacji. Jest to Riddler, który ma plan pogrążenia miasta w chaosie. W tym celu organizuje krwawe zamachy w różnych punktach metropolii. Przestępca zdaje się kierować ukrytym planem, a ofiary mogą nie być wybierane przypadkowo. By go powstrzymać, Batman musi zjednoczyć siły z Jamesem Gordonem, który zaczyna tu w końcu przypominać siebie. To jednak niejedyny problem, z którym przyjdzie się mierzyć herosowi – po mieście rozchodzą się plotki, że w kanałach żyje krwiożercze monstrum, a swoje do powiedzenia ma też rodzeństwo Dentów, na razie stojących jeszcze po stronie prawa. 

Pierwsza Ziemia Jeden przyniosła niezwykle ciekawe kreacje czarnych charakterów. Geoff Johns wykorzystał możliwości alternatywnej rzeczywistości i popuścił wodze fantazji, na nowo definiując niektóre postacie. Podobnie jest tym razem. Uwagę zwraca np. główny przeciwnik Batmana, Riddler. W tej rzeczywistości próżno szukać w nim szaleństwa – to wyrachowany i niezwykle inteligentny przestępca, konsekwentnie zmierzający do zbrodniczego celu. Co ciekawe, nawet rozwiązanie jego zagadek nie gwarantuje nikomu bezpieczeństwa, dla tej jego wersji, dane słowo znaczy tyle, co zeszłoroczny śnieg. Johns zabawił się także z wizerunkiem Killer Croca. W jego interpretacji Waylon Jones to postać wciąż niebezpieczna, ale w żadnym razie nie krwiożercza bestia. Jego wizerunek został znacznie złagodzony, tym razem jest człowiekiem cierpiącym na poważne problemy skórne, który do kanałów wycofał się nie w celu znalezienia bazy wypadowej do ataków na bogu ducha winnych ludzi, ale w poszukiwaniu odosobnienia i ucieczki od świata, który go nie akceptował. Po dosyć ciężkim powitaniu, nawet Batman znajduje z nim wspólny język. Zabieg okazał się wyjątkowo udany, tchnął bowiem w znanych łotrów nowe życie. 

Wisienką na torcie jest jednak rodzeństwo Dentów. Jessica i Harvey są przedstawieni jako ludzie przykładający dużą wagę do praworządności. Ona została następczynią Cobblepota na stanowisku burmistrza, on jest prokuratorem. Oboje chcą oczyścić Gotham z szumowin, a dodatkowo każde z nich ma przeszłość z Brucem Waynem. Ich relacje są dosyć skomplikowane, wystarczy powiedzieć, że Harvey nie cierpi milionera i pilnuje siostry, by ta nie weszła z nim w zbyt bliskie relacje. Dentowie są niejako inną twarzą tej samej monety, co w tym przypadku jest znamienne. Nie będzie żadnym zaskoczeniem, że z obojga rodzeństwa musi się jakoś narodzić Two-Face. Sposób w jaki Johns do tego doprowadza, wzbudza szacunek – geneza jest oryginalna i intrygująca, daje też autorowi duże pole do popisu w kolejnych tomach serii. 

Kilka słów należy się także głównemu bohaterowi. Batman nie jest już nieopierzonym młokosem, popełniającym masę błędów, choć daleko mu również do nieomylnej maszyny. Dużo dobrego przyniosła mu współpraca z Luciusem Foxem. Sceny, w których wynalazca zleca swojemu zespołowi prace nad kolejnymi projektami składanymi przez Wayne’a, mają spory potencjał komediowy, co stanowi świetny kontrapunkt dla poważnego wydźwięku całości. Wracając jednak do Batmana, ciekawym okazało się przedstawienie go jako bohatera, któremu w pewnym momencie praca detektywistyczna przynosi nieco kłopotów. Zauważa to nawet Gordon, odpowiednio sprawę kwitując. Nietoperz musi sobie dopiero zasłużyć na uznanie go za detektywa i czyni ku temu kilka kroków. Takie odwrócenie znanego wizerunku jest intrygujące, pokazuje bowiem bohatera wciąż ułomnego, posiadającego jednak sporą motywację do samodoskonalenia. 

Scenariusz drugiej odsłony Ziemi Jeden jest wyjątkowo dynamiczny. Pełno w nim zwrotów akcji, potęgujących ekscytację czytelnika. Wydatnie pomagają w tym doskonałe rysunki Gary’ego Franka. Jego mocno realistyczny styl znakomicie współgra z opowieścią. Kiedy trzeba artysta zamieszcza nieco więcej kadrów, przyspieszając akcję, poza tym jednak umiejętnie stosuje większe rysunki, nie zawsze jednak całostronicowe. Widać, że Frank przykłada się do rysowania twarzy, mimika bohaterów oddana jest niezwykle przekonująco, a przy okazji rysownik nie zapomina o dalszym planie – tło jest wyraziste i nie potraktowane po macoszemu. Warstwa graficzna to duża zaleta Ziemi Jeden.

W ostatecznym rozrachunku Ziemia Jeden jawi się w swojej drugiej odsłonie jako komiks z naprawdę wysokiej półki. To przemyślana historia, opakowana w niezwykle atrakcyjne ilustracje, przynosząca intrygujące spojrzenie na znanego superbohatera (choć tu może jeszcze bez przedrostka) i jego przeciwników. To dowód na to, że alternatywna historia może być równie ciekawa jak ta oryginalna. 

9/10

Autorzy: Geoff Johns (scenariusz), Gary Frank (rysunki)
Tytuł: Batman: Ziemia Jeden Tom 2
Tytuł oryginału: Batman: Earth One Volume 2
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Data wydania: sierpień 2016
Ilość stron: 160
ISBN: 978-83-281-1804-1

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz