piątek, 22 lipca 2016

Star Wars Legendy: Karmazynowe Imperium - Recenzja

Na przestrzeni wielu lat istnienia, świat Star Wars znacząco się rozrósł. Wyobraźnię fanów rozpalały nie tylko filmy, ale także książki, komiksy i gry, otoczone przy okazji masą gadżetów na każdą okazję. Praktycznie każdy, nawet najdrobniejszy element uniwersum, został przez autorów wyciągnięty na wierzch i poddany dokładnej eksploatacji. Czasami (najczęściej?) otrzymywaliśmy zwyczajne zapychacze, jednak od czasu do czasu trafiał się też projekt iście imponujący. Powieści Darth Bane i Ja Jedi, komiksowy Darth Vader i Widmowe Więzienie – to jedne z najjaśniejszych przykładów. Wydawane właśnie po raz kolejny na polskim rynku Karmazynowe Imperium wydaje się także należeć do kategorii tych tytułów, które zostają w pamięci na dłużej. 

W odległej galaktyce nastąpiły wielkie przetasowania sił. Imperium zostało pokonane przez Rebelię, a w wojnie zginął zarówno Vader, jak i Imperator. Także klony tego ostatniego uległy eksterminacji, do czego przyczynił się jeden z byłych imperialnych gwardzistów, Carnor Jax. Były podwładny Palpatine’a ma jednak o wiele większe ambicje – chce samemu zostać władcą absolutnym i zaprowadzić rządy twardej ręki. Na jego drodze staje jednak Kir Kanos, kolejny były gwardzista Imperatora. On jednak pozostaje lojalny dawnemu zwierzchnikowi, jego misją staje się zaś wymierzenie sprawiedliwości zdrajcy. Kara może być tylko jedna. 

Karmazynowe Imperium skonstruowane jest w bardzo dynamiczny sposób. Akcja toczy się kilkutorowo, a kolejne sceny są zazwyczaj krótkie, prezentując na przemian losy kolejnych bohaterów. Dodatkowo czytelnik otrzymuje kilka retrospekcji, co również urozmaica całość i pozwala spojrzeć na historię z szerszej perspektywy. Zawarte są tu klasyczne i lubiane przez czytelników motywy, takie jak zdrada we własnych szeregach, widowiskowe walki, pościgi, a także walka o wielką władzę. W scenariuszu Richardsona i Stradley’a widać schemat zagęszczania akcji – wraz z kolejnymi scenami napięcie rośnie, aż dochodzi do wieńczącej całość kosmicznej bitwy, przeplatanej pojedynkiem dwóch przeciwników. Znamy to choćby z Nowej Nadziei i Powrotu Jedi, jednak czytając kolejne strony Karmazynowego Imperium nie ma się odczucia deja vu, co oznacza, że twórcy jedynie lekko inspirowali się klasykami, nie tłamsząc tym samym własnej opowieści. 

Gwardia Imperialna to jeden z tych elementów uniwersum Star Wars, który zawsze przyciągał dużą uwagę odbiorców. Działo się tak głównie z powodu swoistej enigmatyczności, w której skąpana była ta formacja. Informacje o straży osobistej Imperatora wydzielane były nadzwyczaj skąpo, co rozbudzało wyobraźnię fanów. Dobrze się stało, że ktoś postanowił w końcu rzucić na nią więcej światła. Ryzyko, że twórcy strywializują postacie gwardzistów, było realne, i choć origin wojowników w czerwonych płaszczach nie jest może specjalnie wyszukany, jednak doskonale pokazuje co trzeba było zrobić i jakie próby przejść, by dostąpić zaszczytu służby dla najważniejszych postaci Imperium. Twórcom udało się pokazać ducha w jakim szkoleni byli członkowie gwardii, uwypuklając przy okazji metody szkoleniowe stosowane w imperialnych strukturach.

Pierwsze wydanie Karmazynowego Imperium to rok 1997 . Prawie 20 lat to w komiksie czas dość długi, jednak strona wizualna tytułu sprawdza się dobrze także dzisiaj. Dynamicznemu scenariuszowi towarzyszy dynamiczne kadrowanie, dzięki czemu sceny akcji są jeszcze szybsze, a i można zwrócić większą uwagę na detale. W kilku momentach otrzymujemy oczywiście także rysunki obejmujące całą planszę, dzieje się tak zazwyczaj w punktach kulminacyjnych kolejnych zeszytów, co uwypukla ich znaczenie dla fabuły. Styl Paul Gulacy’ego jest wyrazisty, artysta dobrze sprawdza się zarówno w scenach potrzebujących ruchu, jak i tych bardziej statycznych. Dobrze wypada też rysowanie twarzy – są one charakterystyczne i dobrze oddają emocje przeżywane przez bohaterów. Strona wizualna zatem jak najbardziej na plus.

Karmazynowe Imperium to tytuł bardzo dobry, który nie dosyć, że daje fanom wiele wiedzy na temat Gwardii Imperialnej, to sam w sobie jest po prostu wciągającą opowieścią. Miarą jego popularności i znaczenia dla uniwersum Star Wars niech będzie fakt, że powstały już dwa sequele, opisujące dalsze losy Kira Kanosa (oba mają się ukazać nakładem wydawnictwa Egmont w przyszłym roku). To klasyka, która na swoje miano zasłużyła nie kontrowersjami, ale jakością. Dla fana Gwiezdnych Wojen jest to doskonała zabawa i jeden z tych tytułów, których nie wypada nie znać. 

8/10

Autorzy: Mike Richardson, Randy Stradley (scenariusz), Paul Gulacy (rysunki)
Tytuł: Karmazynowe Imperium
Tytuł oryginału: Crimson Empire
Tłumaczenie: Maciej Drewnowski
Wydawca: Egmont Polska
Data wydania: 13. 07. 2016
Liczba stron: 156
ISBN: 978-83281-1044-1

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

2 komentarze:

  1. O, jak będę gdzieś widzieć, to będę podczytywać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak lubisz to uniwersum, to warto. :) A seria ma jeszcze dwie kolejne części, mam nadzieję, że równie dobre jak ta.

      Usuń