piątek, 15 kwietnia 2016

Wieczny Batman Tom 1 - Recenzja

Batman to jeden z najbardziej rozpoznawalnych superbohaterów na świecie – co do tego nie ma żadnych wątpliwości. W 2014 roku przypadła 75-ta rocznica jego powołania do życia i walki ze zbrodnią i z tej okazji wydawnictwo DC Comics postanowiło przedstawić fanom okolicznościową, zakrojoną na 52 numery serię. Wieczny Batman miał odświeżyć wizerunek Nietoperza i pokazać jego perypetie w sposób atrakcyjny dla dzisiejszego odbiorcy. Główny pomysł przyszedł od Scotta Snydera i Jamesa Tyniona IV, twórców niezwykle istotnych dla zrestartowanego uniwersum DC. Swoim talentem wspomogli ich inni scenarzyści, a za warstwę ilustracyjną wzięła się grupa artystów z Jasonem Fabokiem na czele. Projekt zapowiadał się iście monumentalnie. 

Cała historia rozpoczyna się w momencie, gdy ścigający przestępcę James Gordon strzela do, jak się później okazuje, nieuzbrojonego mężczyzny i powoduje tragiczny wypadek kolejowy. Giną w nim setki mieszkańców Gotham, a sam komisarz zostaje zatrzymany i postawiony w stan oskarżenia. Gordon jest przekonany, że ścigany miał broń, ale wszystkie dowody temu przeczą. W winę przyjaciela nie wierzy Batman, jednak on sam ma też inne sprawy na głowie. W mieście wybucha wojna gangów, a ktoś chce, by na ulicach panował nieustanny chaos. W walce z przestępczością może pomóc sprowadzony do Gotham przez Gordona, Jason Bard, młody policjant-idealista. Sprawy z każdym kolejnym dniem nabierają większego ciężaru, a w ich rozwiązanie musi się zaangażować więcej członków bat-rodziny. 

Podstawowe założenia fabularne Wiecznego Batmana prezentują się, jak widać, naprawdę interesująco. Historia zakrojona jest na wielką skalę, a wydarzenia wykraczają poza Gotham, ocierając się o najdalsze zakątki świata. I faktycznie, zeszyty inaugurujące to wydanie zbiorcze robią duże wrażenie. Scott Snyder i James Tynion IV rozpoczęli całą opowieść w naprawdę dobrym stylu. Wsadzenie do więzienia najbardziej uczciwego gliny w Gotham okazało się krokiem odważnym, który postawił wszystko do góry nogami i wywołał zainteresowanie odbiorcy już na starcie. Autorzy nie zapomnieli także o drugim planie. Na scenę wkracza dawno niewidziany w mieście złoczyńca, który swego czasu napsuł sporo krwi tak Batmanowi, jak i policji. Ogólne zarysy intrygi są co prawda wciąż ukryte, ale idzie w tym wyczuć większy zamysł. 

Na pewnym etapie lektury czytelnikowi może dać się we znaki dość duże rozstrzelenie stylistyczne kolejnych zeszytów. Scenarzyści kontynuują kolejne wątki i rozpoczynają nowe, a ich przynależność gatunkowa jest naprawdę szeroka. Mamy tu np. czystą sensację, widoczną w historii o wojnie gangów. Ścierający się ze sobą przestępcy panoszą się po mieście, w kolejnych scenach nie brakuje zaś efektownej akcji, a Gotham staje się areną przestępczych porachunków. Wątek aresztowania Gordona to z kolei dobra zagadka detektywistyczna, z którą musi zmierzyć się Batgirl. Tutaj dochodzą motywy osobiste, wszak zamaskowana bohaterka jest córką aresztowanego komisarza policji. Gdzieś w tle przewijają się także losy Batwinga, który wraz z Jamesem Corriganem (Spectre) bada sprawę buntu w Azylu Arkham. Sprawa prowadzi ich do głębokich podziemi, gdzie muszą zmierzyć się z siłą nie z tego świata, a cały wątek posiada wyraźnie wyczuwalne konotacje z horrorem. Dla każdego coś miłego? Niby tak, jednak całej historii brakuje na tę chwilę łączącej ją myśli przewodniej. Ta pojawia się jedynie na początku i w samym zakończeniu, jednak to zdecydowanie za mało. Tyle tak różnorodnych wątków wprowadza do historii zbyt dużo chaosu i zamiast czarować monumentalizmem, rozprasza uwagę czytelnika na, w gruncie rzeczy, mało istotne fabularne odskocznie. 

Przy tak przedstawionej fabule, siłą rzeczy musi się tu znaleźć miejsce dla wielu bohaterów. Tak się w istocie dzieje, choć ciężko jest wyłonić z nich tych bardziej pierwszoplanowych. Paradoksalnie, nie jest nim Batman, który często znika gdzieś w tle, pozostając w cieniu nawet na kilka kolejnych zeszytów. Kolejni scenarzyści zastosowali manewr dosyć intensywnego przenikania się wątków, co wygląda momentami dosyć chaotycznie – kilka stron o Red Robinie i Harper Row, za chwilę parę słów o Gordonie, zajrzenie do Batwinga, powrót do Batmana, a jest tu przecież jeszcze Batwoman, Batgirl, Red Hood i inni. Siłą rzeczy – nie można się w takiej sytuacji bardziej skupić na jednym czy dwóch z nich. Cierpi na tym psychologia bohaterów, którzy wyglądają, jakby kolejne akcje podejmowali pod wpływem impulsu, nie ma dobrego umotywowania ich poczynań, a to może dosyć wyraźnie przeszkadzać podczas lektury. No, chyba że nastawimy się wyłącznie na akcję, ale przy prawie pięciuset stronach objętości nawet fani bezrefleksyjnej rozrywki mogą się poczuć znużeni często tu występującą, intensywną nawalanką. W całości zabrakło przedstawienia mroczniejszego i brudniejszego oblicza Gotham.

Warstwa graficzna albumu to także efekt pracy kilku artystów. Czyli czego można się spodziewać w środku? Tak – także na tym polu jest dosyć różnorodnie. Osobiście bardzo sobie cenię styl Jasona Faboka. Na łamach Wiecznego Batmana zaprezentował on dosyć charakterystyczną dla siebie ostrą i realistyczną kreskę, a jego rysunki przedstawiają Gotham w zdecydowanie ciemnej tonacji. To lubię! Warto też zawiesić oko na ilustracjach autorstwa Dustina Nguyena, któremu zdarza się zaprezentować styl nieco bardziej kreskówkowy. Reszta stawki nie zostaje w tyle, dużo frajdy może przynieść np. surrealistyczny i udziwniony styl Iana Bertrama, którego pracę mogliśmy podziwiać już w jednej z historii wchodzącej w skład wydanej niedawno Gothtopii. Różne style kolejnych rysowników przynoszą dużo dobrego, odpowiednio ilustrując odmienne stylistycznie scenariusze. Co istotne, nie uświadczymy tu raczej artystycznych wpadek, wszystkie prace stoją na dosyć wysokim poziomie, a od konkretnego czytelnika zależy, które podejdą mu najbardziej.

Pierwszy zbiorczy tom Wiecznego Batmana nie do końca wykorzystuje potencjał, jaki był w tej historii zawarty. Da się go oczywiście przeczytać, co więcej, są tu fragmenty stanowiące dla fana prawdziwą ucztę, acz w ostatecznym rozrachunku uzasadnionym wydaje się być stwierdzenie, że z całości można było wyciągnąć znacznie więcej. Trzeba jednak pamiętać, że przed nami wciąż dwa kolejne tomy zbierające tę opowieść w całość, być może ich lektura diametralnie podwyższy końcową ocenę. Jednak na tę chwilę można ze spokojnym sumieniem powiedzieć, że autorzy głównej idei stojącej za tym tytułem, Scott Snyder i James Tynion IV, nieco przeszarżowali chcąc uszczęśliwić każdego z czytelników. Efekt końcowy jest bowiem dosyć chaotyczny i, niestety, nie sposób postawić tego tomu obok najlepszych historii o Batmanie, co więcej, nie dorasta on do pięt nawet wcześniejszym historiom samego Snydera. Wieczny Batman ma przebłyski, ale to trochę za mało jak na taką markę.

6/10

Autorzy: Scott Snyder, James Tynion IV i inni (scenariusz), Jason Fabok, Dustin Nguyen i inni (rysunki)
Tytuł: Wieczny Batman. Tom 1
Tytuł oryginału: Batman Eternal Volume 1
Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont
Data wydania: marzec 2016
Liczba stron: 480
ISBN: 978-83-281-1629-0

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz