piątek, 20 listopada 2015

Batman: Narodziny Demona - Recenzja

Seria DC Deluxe nabiera rozpędu. Klucz, którym posługuje się Egmont przy wyborze kolejnych tytułów nie może budzić kontrowersji. To faktycznie są komiksy, na które warto zwrócić uwagę, i które na przestrzeni lat zyskały niesamowitą renomę. Wśród nich, siłą rzeczy, prym wiodą historie z najsłynniejszym bodaj bohaterem stajni DC, czyli Batmanem. Narodziny Demona to zbiór trzech opowieści, w których Mroczny Rycerz styka się z jednym ze swoich najbardziej inteligentnych wrogów, Ra’s Al-Ghulem i jego córką, Talią, osobami niezwykle istotnymi w życiu Batmana. I jakkolwiek zawarte tu historie nie mogą konkurować z tymi najbardziej kanonicznymi, to wciąż jest to lektura naprawdę wysokiej próby. 

Najnowszy tom serii Egmontu otwiera Syn Demona, opowieść traktująca o poszukiwaniu wyjątkowo niebezpiecznego osobnika, niejakiego Quaina. Batman jednoczy tu, w imię wyższego dobra, siły z Ra’s Al-Ghulem, by powstrzymać przestępcę wyjątkowo groźnego i bezwzględnego, który zaszkodzić może planom obu tymczasowych sprzymierzeńców. Ponadto Wayne, co w przypadku tej postaci jest akurat wyjątkowo rzadkie, przeżywa miłosne uniesienia z piękną Talią Al-Ghul, co może przynieść w przyszłości konkretne owoce. W Narzeczonej Demona sprawy wracają na właściwe miejsce, a Batman stara się Al-Ghula powstrzymać, zamiast mu pomagać. W mocno detektywistycznej historii ponownie sporą rolę odgrywa Talia. Zamykające całość Narodziny Demona traktują z kolei o początkach Ra’s Al-Ghula, dając czytelnikowi możliwość spojrzenia na to, w jaki sposób dorobił się on potęgi, do której dostęp mają tylko nieliczni śmiertelnicy. 

Zarówno Syn Demona, jak i Narzeczona Demona są historiami, które duży nacisk kładą na detektywistyczne umiejętności Batmana. To zawsze była charakterystyczna cecha tego bohatera, a napotykane na swojej drodze trudności i przeciwności pokonywał on nie tylko za pomocą mięśni, ale właśnie przy użyciu intelektu. Tutaj widać tę cechę wyjątkowo dobitnie, a gdy dodamy do tego mocno sensacyjny styl obu opowieści, łatwo można sobie wyobrazić, że efekt jest pobudzający. Ważną rolę odgrywa tu rzecz jasna Ra’s Al-Ghul. Mike W. Barr był w stanie ukazać go jako osobę wyjątkowo niejednoznaczną. To nie jest kolejny złoczyńca, z którym Batman musi sobie poradzić, ale postać o wiele bardziej złożona. Widać to dobitnie po Batmanie, który raz Al-Ghula ściga, by za chwilę z nim współpracować. Mimo, ze generalnie stoją po przeciwnych stronach barykady, zaskakująco wiele ich łączy. Warto także dodać, że w Synu Demona możemy śledzić wydarzenia, które wiele lat później zostaną wykorzystane przez kontrowersyjnego, acz niezwykle utalentowanego scenarzystę, Granta Morrisona, do wprowadzenia do kanonu postaci syna Batmana, Damiana Wayne’a. 

Ostatnia z zawartych w tym zbiorczym wydaniu historii, Narodziny Demona, różni się od poprzednich dosyć radykalnie. Kwestię ilustracji przedstawię za chwilę, najpierw kilka słów o fabule. O ile w przypadku dwóch pierwszych składowych można było mówić o czystej sensacji rodem z lat 80., momentami szalenie bliskiej konwencji bondowskiej, tak tym razem autorzy przenoszą czytelnika ok. 500 lat wstecz, a całość okraszają elementami fantasy. Narodziny Demona to origin Ra’s Al-Ghula. Scenarzysta, a tym razem jest nim Dennis O’Neill pokazuje odbiorcy Al-Ghula jako wybitnego medyka, który para się przy okazji sztuką nieco bardziej mistyczną. To właśnie dzięki praktykowaniu tej drugiej gałęzi wiedzy, w momencie, gdy z winy syna sułtana ginie żona Ra’sa, jest on w stanie zemścić się za krzywdę, która go spotkała. Al-Ghul przedstawiony jest tu jako człowiek, który potrafi kochać, dla którego uczucia są rzeczą ważną, który jednak nie zawaha się użyć potężnej siły, zwłaszcza wtedy, gdy wierzy w jej efektywność. 

Wspomniałem wcześniej o warstwie graficznej zawartych tu tytułów. Największe wrażenie robią bezsprzecznie prace Norma Breyfogle’a. Historia, którą ilustrował, traktuje o wydarzeniach zamierzchłych, i także zastosowana kreska jest tutaj odpowiednia. Stylowo jest to rzecz wyjątkowo piękna, często na myśl przywodząca styl malarski, lecz dużą wagę przykładająca także do detali. Bardzo ważny na kolejnych planszach jest kolor. Eva Grindberg, bo ona była za ten element odpowiedzialna, wykonała kawał dobrej roboty. Kiedy trzeba, tło sprawia wrażenie rozmazanego, innym razem intensywność kolorów podkreśla wagę przedstawianych wydarzeń. Jednym słowem – majstersztyk. 

Ilustracje Toma Grindberga do Narzeczonej Demona z miejsca przywodzą na myśl lata przełom lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Charakterystyczne fryzury bohaterów, zwłaszcza męskich, nie pozostawiają pola na wątpliwości, kiedy ten tytuł powstawał. Poza tym jest po prostu bardzo komiksowo i bardzo dynamicznie. Brak tu właściwie większych kadrów, dużo za to tych mniejszych, podkreślających tym samym akcyjność fabuły. Trzeba jednak przyznać, że w dzisiejszych czasach, styl Grindberga może wydawać się już nieco archaiczny. Na tym tle, zaprezentowane w Synu Demona ilustracje są dosyć surowe. Styl Jerry’ego Binghama sprawia jednak przy tym bardzo dobre wrażenie, są to prace miłe dla oka i chyba w lepszy sposób podkreślające akcję niż to, co zaprezentował Tom Grindberg

Kolejny tom z serii DC Deluxe stanowi, zwłaszcza z punktu widzenia fana, bardzo istotny tytuł. To przybliżenie polskiemu czytelnikowi jednego z najciekawszych wrogów Batmana. I, jak dobitnie widać, nie tylko na Jokerze czy Strachu na Wróble, złoczyńcy z Gotham stoją. Ponadto mamy tu okazję spojrzeć w jaki sposób rysowało się komiksy ćwierć wieku temu, co niesie ze sobą także pewną wartość historyczną. Mimo, że zawarte tu historie czyta się dobrze, to nie są to rzeczy na miarę najlepszych tytułów traktujących o przygodach Człowieka Nietoperza. Do tych otoczonych największym kultem trochę im brakuje, choć mimo to, warto się jednak z nimi zapoznać.  

7/10

Autorzy: Mike W. Barr, Dennis O’Neill (scenariusz); Jerry Bingham, Tom Grindberg, Norm Breyfogle (rysunki)
Tytuł: Batman – Narodziny Demona
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Data wydania: październik 2015
Liczba stron: 296
ISBN: 978-83-281-1097-7

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://szortal.com/ i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz