środa, 21 października 2015

Fight Club 2 #0-3 - Recenzja

Premiera książki Fight Club miała miejsce w 1996 roku, czyli prawie 20 lat temu. Mimo, że od tego czasu wiele wody upłynęło we wszystkich rzekach świata, to poruszana w powieści tematyka wciąż jest interesująca i aktualna, a wykreowani wówczas przez Palahniuka bohaterowie nie przestali intrygować. Mimo wszystko, decyzja o kontynuacji wydaje się być dosyć ryzykowana. Wrażenie to pogłębia fakt, że sequel to nie książka, ale komiks. Rejony sztuki niby pokrewne, ale też jednak odmienne, rządzące się nieco innymi prawami. Kwestią otwartą pozostawało, czy autor poradzi sobie także na tym gruncie. 

Akcja dzieje się 9 lat po wydarzeniach rozgrywających się w pierwszej części. Narrator, tym razem jako Sebastian, prowadzi spokojne życie. Bierze tabletki psychotropowe, ma żonę (tak, tak, to Marla), a nawet dziecko. Leki, która zażywa, mają na celu utrzymanie w uśpieniu Tylera Durdena, szalonego alter ego Sebastiana. Nic jednak nie trwa wiecznie. Tłumione skłonności, „with a little help of my friends”, wychodzą w końcu na wierzch. 

Czego się można było spodziewać po tym konkretnym tytule? Na pewno dobrego scenariusza. W końcu jego autorem jest sam Chuck Palahniuk, autor literackiego pierwowzoru. Kwestią sporną było tylko to, czy poradzi sobie w innego rodzaju medium niż dotychczas. Po trzech odcinkach serii, można chyba powiedzieć, że twórca wyszedł obronną ręką, choć na pełen werdykt trzeba jednak poczekać do końca cyklu wydawniczego. Historia jest intrygująca, zawiera też znane już elementy, które zostały w interesujący sposób odświeżone. Dobre wrażenie sprawiają zwłaszcza inteligentne dialogi, świetnie punktujące niektóre z bolączek dzisiejszego korpo-życia. 

Po lekturze trzech wydanych dotąd odcinków (zeszytu pilotażowego do tego nie wliczam, jest on faktycznie raczej wprowadzeniem i przypomnieniem tego, co działo się kiedyś), można powiedzieć, że akcja jeszcze się do końca nie rozkręciła, aczkolwiek zmierza w ciekawym kierunku. Dobrym pomysłem było, by postawić Narratora w obliczu porwania jego dziecka, którego to czynu dopuszcza się sam Sebastian, jednak pod postacią Durdena. Mocno pokręcone, prawda? Ale tak właśnie, mając w pamięci pierwszy Fight Club, powinno to wyglądać. Wątek bardzo dobrze rokuje na kolejne zeszyty i trzeba mieć nadzieję, że Palahniuk rozwinie go w interesujący sposób. 

Pewnym rozczarowaniem może być sposób przedstawienia niektórych bohaterów. Bardzo widoczna jest np. linia rozdzielająca Sebastiana od Tylera. Ten pierwszy jest dobry, drugi zły. Brakuje tu nieco szarości. Nie można wyczuć w Tylerze tej charakterystycznej dla niego nutki szaleństwa, cechy, dzięki której, mimo oczywistego zła, które czyni, nie można go jednoznacznie potępić. Tutaj jest on typowym czarnym charakterem. Być może postrzeganie tego konkretnego bohatera jest wciąż zachwiane z uwagi na to, że oceniam go po lekturze trzech wydanych dotychczas zeszytów, jednak na tę chwilę jest to postać rozczarowująca. Podobnie jak Marla. Żona głównego bohatera jest zaledwie tłem dla innych, jej problemy nie są przedstawione przekonująco. Wszystko sprowadza się do trywialnej w gruncie rzeczy nudy, której kobieta doświadcza w swoim małżeństwie. Pozostaje czekać na kolejne odcinki i mieć nadzieję, że sytuacja ulegnie jednak pewnej zmianie. 

Warto zwrócić uwagę na całkiem interesującą warstwę ilustracyjną tego tytułu. Styl Camerona Stewarta nie jest być może wybitnie efektowny, nazwałbym go raczej oszczędnym i dosyć realistycznym, ale też nie do końca dbającym o szczegóły, zwłaszcza na dalszym planie kolejnych plansz, jednak świetnie pasuje on do tej konkretnej historii. Bardzo dobre wrażenie sprawia wypełnienie kolorami. Na niektórych kadrach są one dosyć jaskrawe i wyraziste i świetnie kontrastują z fragmentami bardziej stonowanymi. 

Dosyć ciężko określić, czy Fight Club 2 jest tytułem potrzebnym. Tego dowiemy się prawdopodobnie dopiero po premierze ostatniego zeszytu serii, kiedy wszystkie wątki zostaną domknięte i rozwiązane. Póki co jednak, jest to tytuł, który spokojnie można przeczytać - prawdopodobnie przyniesie on czytelnikowi nieco satysfakcji, jednak raczej nie stanie się dziełem wiekopomnym i zapadającym w pamięć tak jak pierwowzór. Warto się jednak nad nim pochylić, zwłaszcza gdy zna się pierwszą część, czy to w postaci książki, czy filmu. Wtedy lektura kontynuacji przyniesie po prostu czytelnikowi więcej smaczków. Czytelnik przypadkowy raczej się od tego tytułu odbije. 

6/10

Tytuł: Fight Club 2 #0-3
Autorzy: Chuck Palahniuk (scenariusz); Cameron Stewart (rysunki); Dave Stewart (kolory)
Tłumaczenie: Elżbieta Gałązka-Salamon
Wydawca: Niebieska Studnia
Rok wydania: 2015
Liczba stron: ok. 25 / zeszyt
ISBN: 978-83-60979-37-2; 978-83-60979-36-5; 978-83-60979-38-9; 978-83-60979-39-6

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://szortal.com/ i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz