czwartek, 18 czerwca 2015

William Gibson "Trylogia Ciągu" - Recenzja

Nowa wydawnicza seria MAG-a, Artefakty, ma bardzo proste i zarazem niezwykle interesujące założenia. W jej ramach mają się ukazywać powieści dotąd w Polsce niewydane lub których dostępność pozostawiała wiele do życzenia. Na pierwszy ogień poszła potrójna premiera. Obok książek Johna Brunnera i Sheri S. Tepper, postanowiono przypomnieć na naszym rynku Trylogię Ciągu autorstwa Williama Gibsona. Po raz pierwszy wszystkie jej składowe wydano w formie zbiorczej. Stanowią one kamienie milowe dla nurtu cyberpunk, jednak czy dzisiaj wciąż prezentują się tak okazale? Można mieć co do tego pewne wątpliwości.

Wewnątrz tego zbiorczego wydania znajdziemy powieści Neuromancer, Graf Zero i Mona Liza Turbo. Wszystkie trzy to cyberpunk jak się patrzy - opowieści o hakerach, cyberwiedźminach i przestępcach, operujących w świecie skomplikowanej techniki. Poznamy historię Case’a, znakomitego hakera, który w swojej pracy poszedł o jeden most za daleko, będziemy świadkami przygód Turnera i Grafa Zero w świecie wirtualnych (choć niebezpiecznie wpływających na życie w realu) zagrożeń, a także poznamy losy Mony, nastoletniej prostytutki, uwikłanej w niebezpieczną aferę.

Trzeba uczciwie przyznać, że William Gibson ma bardzo specyficzny styl pisania. I jak zwykle w takich przypadkach bywa, nie każdemu czytelnikowi to się spodoba. Czym się ów stan rzeczy charakteryzuje? Przede wszystkim podczas lektury bardzo mocno rzuca się w oczy masa technicznego żargonu. Nie do końca jednak wiadomo jaki jest cel tego zabiegu - unowocześnienie fabuły, pokazanie jak bardzo świat przedstawiony jest stechnicyzowany? Cóż, nie da się zaprzeczyć, że tematyka wszystkich trzech powieści została bardzo mocno zakotwiczona w technice, jednak takie zagęszczenie specyficznego języka w żaden sposób nie pomaga czytelnikowi. Co więcej, może spowodować jego spore zagubienie - odbiorca zamiast zainteresować się postępem fabuły, próbuje zrozumieć, o co tu właściwie chodzi…

Autorowi niestety niespecjalnie wychodzi łączenie opisów świata przedstawionego z prowadzeniem fabuły. W momentach, gdy akcja powinna iść do przodu bardziej dynamicznie, Gibson grzęźnie w opisach. Nie każdy potrafi tworzyć dobrą, sensacyjną fabułę. Można odnieść wrażenie, że w Trylogii Ciągu jest sporo momentów, w których akcji towarzyszy za duży chaos. Zapewne niektórzy będą zdania, że o to właśnie chodzi, że istotą cyberpunku jest właśnie kontrolowany chaos, a do takiej literatury podobny styl narracji pasuje idealnie, jednak jeśli potraktujemy rzecz w ten sposób, musimy też przyjąć, że Trylogia Ciągu to sztuka dla konkretnego, specyficznego odbiorcy. Pisząc krótkie, szybko po sobie następujące akapity, autor prawdopodobnie miał na celu zdynamizowanie akcji, przeskoki z lokacji w lokację miały nie pozwolić czytelnikowi na złapanie oddechu. Moim zdaniem, niestety, nie wyszło.

Większemu zaangażowaniu uwagi nie sprzyja kreacja bohaterów. Właściwie wszyscy, których napotykamy na kartach kolejnych powieści wchodzących w skład tej trylogii, to antybohaterowie. Bardzo trudno się z nimi zżyć i identyfikować. Nie jestem w żadnym razie zdania, że bohaterowie muszą być sympatyczni, by przykuć uwagę odbiorcy, jednak sytuacja, gdy kolejne ich perypetie nie trącają żadnych strun w duszy czytelnika, również nie jest optymalna.

Kilka słów uznania należy się wydawnictwu MAG. Godnym pochwały manewrem jest wydanie całej Trylogii Ciągu w jednym woluminie. Ten zabieg znacznie ułatwi zadanie temu czytelnikowi, który chce zapoznać się ze wszystkimi składowymi tej znanej serii od razu, bez oglądania się na dostępność kolejnych tomów. Warto także podkreślić to, o czym wspominałem na wstępie tej recenzji – Artefakty, czyli cykl, w ramach którego trylogia Gibsona ponownie zawitała na polski rynek, to niezwykła okazja do zapoznania się z kamieniami milowymi światowej fantastyki, często niedostępnymi do tej pory w naszym kraju. Taką inicjatywę zawsze należy popierać i głośno chwalić, tym bardziej, że MAG przyłożył się także do formy wydania. Twarda oprawa, szyte kartki, wbudowana zakładka. Piękna rzecz. Tak wydaną książkę można z dumą postawić na półce. Muszę jednak do tej beczki miodu dodać jedną maleńką łyżkę dziegciu. Otóż na grzbiecie książki widnieje numer „2”. Jakkolwiek z jednej strony rozumiem, że wydawnictwo chce ponumerować serię, tak z drugiej wydawać się może, że jest to sprytny sposób na kolekcjonerów. „Nie interesuje Cię dany tytuł? Ok… Ale spójrz, są numerki… Jak taka luka będzie wyglądała na półce…?”

Trylogia Ciągu jest pozycją, którą niewątpliwie warto poznać. Przede wszystkim dlatego, że otwierający ją Neuromancer zgarnął swego czasu całą pulę fantastycznych nagród (w tym Hugo i Nebulę). Na pewno i w dzisiejszych czasach znajdzie swoich fanów, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że grupa docelowa tych powieści jest mocno zawężona. Wielu odbiorcom niełatwo będzie przebrnąć przez skumulowany techniczny żargon, który zamiast dobrze zobrazować społeczeństwo wtłoczone w ramy skomputeryzowanego świata, zwyczajnie przytłacza i zniechęca.

Autor: William Gibson
Tytuł: Trylogia Ciągu
Tytuł oryginału: Sprawl Trilogy
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawca: MAG
Data wydania: 22. 04. 2015
Liczba stron: 784
ISBN: 978-83-7480-540-7

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://fantasta.pl/ i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK )

3 komentarze:

  1. Świetna recenzja, pokrywająca się z moimi odczuciami i refleksjami na temat "Trylogii..."
    A wydawnictwu faktycznie należą się brawa. Mam wszystkie trzy tomy artefaktów i sądzę, że kolejnych również nie przepuszczę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej zalosna recenzja, jaka w zyciu czytalam. Moze powinienes sie skupic na Harlekinie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zauważyć trzeba że recenzja dotyczy książki z 1984 roku. To tak jakby pisać o dzisiaj o Lemie i mówić że nie wprowadza nic nowego. Szkoda że recenzent tego nie rozumie... i pisze.

    OdpowiedzUsuń