czwartek, 27 listopada 2014

Stephen King "Przebudzenie" - Recenzja

Od dłuższego już czasu Stephen King wydaje kolejne powieści z regularnością godną szwajcarskiego zegarka. Fani pisarza muszą być z tego faktu więcej niż zadowoleni. Pewność, że praktycznie co roku czeka ich kolejne spotkanie z prozą ulubionego autora, musi być świetnym uczuciem. Także jesień 2014 roku nie jest pod tym względem wyjątkiem. Premierę miała właśnie najnowsza powieść Kinga, „Przebudzenie”. Jeszcze przed jej ukazaniem się reklamy były nader obiecujące, a w zapowiedziach pojawiały się naprawdę duże słowa. Sam autor mówił o niej jako o „kwintesencji horroru” i radził czytelnikom przygotować się na najlepsze. Jednak w rzeczywistości aż tak kolorowo nie jest. A przynajmniej nie przez całą, nieco ponad pięćset stronicową objętość.

Głównym bohaterem jest Jamie Morton, którego poznajemy już w czasach jego wczesnego dzieciństwa. Chłopiec, będący zarazem narratorem, mieszka wraz z liczną rodziną w małej amerykańskiej mieścinie, Harlow. Do pobliskiej parafii metodystycznej trafia nowy pastor, Charles Jacobs. Duchowny sprowadza się do miasteczka wraz z żoną i małym synkiem. Swoim otwartym i życzliwym podejściem do świata i ludzi, cała trójka szybko zjednuje sobie przychylność parafian. Sielanka zostaje jednak brutalnie przerwana, gdy bliscy Jacobsa giną w wypadku samochodowym, a on sam odrzuca wiarę i wyjeżdża z Harlow. To jednak nie koniec relacji duchownego z Jamiem, przyszłość, jak się okazuje, ma przynieść im kolejne spotkania, obfitujące w nieoczekiwane konsekwencje. 

Ostatnimi powieściami King przyzwyczaił czytelnika do lekkiej zmiany formuły swoich powieści. Od jakiegoś czasu coraz więcej można znaleźć w nich wątków obyczajowych. Nie to, żeby wcześniej ich nie było, ale od jakiegoś czasu zdają się dominować nad całą resztą. Nie inaczej jest i w Przebudzeniu - fantastyka i horror to tutaj zaledwie dodatek. Największy nacisk położony jest na relacje między bohaterami, pokazanie jakimi darzą się nawzajem uczuciami, co ich motywuje i jakie wydarzenia ich ukształtowały. W tym momencie musimy zadać sobie pytanie czy w takim razie wątki fantastyczne mają w ogóle rację bytu? Otóż… niekoniecznie. Są tu fragmenty, gdy wydaje się wręcz, że powieści wyszłoby na dobre, gdyby te motywy całkowicie usunięto. 

Bez dwóch zdań, jedną z mocniejszych stron Przebudzenia jest fakt, że napisał ją właśnie King. Po tylu dekadach pracy ze słowem styl autora dopracowany został do perfekcji. Warsztatowo jest to rzecz przynajmniej bardzo dobra. I to nie tylko językowo. Autor zawsze miał lekko gawędziarski styl, a kolejne powieści tylko tę manierę pogłębiają, dzięki czemu przez fabułę nie trzeba się przedzierać. Ona płynie. Czy opisywane są relacje w rodzinie Mortonów, czy narkotyczne epizody Jamiego, czy też próba rozgryzienia Charlesa Jacobsa, o każdej z tych rzeczy czytać będziemy z jednakową przyjemnością. Pod tym względem King jest jak wino, z każdą kolejną powieścią coraz lepszy. 

Razić może nieco sposób, w jaki przedstawiony zostaje główny bohater. Nie mam tu zarzutów natury technicznej, brońcie bogowie, życie Jamiego Mortona przedstawione jest nader przekonująco, chodzi raczej o pewną wtórność. Owszem, manewr jest fabularnie uzasadniony, ale znowu mamy do czynienia z człowiekiem walczącym z nałogiem (przynajmniej na pewnym etapie fabuły), który dzięki własnej sile, lub przy pomocy innych, musi pokonać słabości, by zająć się sprawami ważniejszymi. Zapewne sporo ma tu do rzeczy fakt ciągłego rozliczania się samego autora z własną przeszłością, ale prawdą jest także, że czytelnik może być już tym tematem odrobinę znudzony. 

Zapowiadany przez samego Kinga horror pojawia się w Przebudzeniu dopiero w końcówce, ale gdy już ten moment nadchodzi, to zaprawdę z wielkim przytupem. Jakkolwiek często słyszy się narzekania, że autor nie radzi sobie z zakończeniami swoich powieści, tak tym razem nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek mógł na ten element narzekać. Końcowe sceny poprowadzone są w sposób mistrzowski i niejako usprawiedliwiają te momenty, w których można było zacząć się zastanawiać dokąd to wszystko zmierza. Gdy dodamy do tego kilka interesujących smaczków, nawiązujących tak do twórczości samego Kinga, jak i innych tuzów horroru, całość jawi się już dużo lepiej.

Przebudzenie dosyć ciężko jest jednoznacznie ocenić. Przez większą część tej powieści można odnieść wrażenie, że King, nawet jeśli nie zjada, to lekko nadgryza swój ogon. Powielanie wątków, konstrukcja głównego bohatera, małomiasteczkowy klimat – nawet jeśli te elementy przedstawione są z niezwykłą starannością, to są także motywami, które pojawiały się w twórczości amerykańskiego pisarza niejednokrotnie. I gdy myślimy, że nie zdarzy się już nic ciekawego, następuje końcówka, będąca mocnym kontrastem do poprzedzających ją fragmentów. Który element przeważa, gdy idzie o znaczenie dla całej fabuły? Jak dla mnie, będzie to jednak wspomniane mocne zakończenie, które sprawia, że Przebudzenie jawi się ostatecznie jako powieść udana.

7/10

Autor: Stephen King
Tytuł: Przebudzenie
Tytuł oryginału: Revival
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 13. 11. 2014
Liczba stron: 536
ISBN: 978-83-7961-070-9

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://szortal.com/ i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

8 komentarzy:

  1. Ta książka to przede wszystkim hołd oddany inspiratorom Kinga wymienionym w dedykacji. Najwięcej nawiązań odnalazłam tutaj do Lovecrafta, Blocha, Machena i Shelley. Tylko początek powieści jest utrzymany w duchu prozy Kinga, później to taka wariacja różnych światów, stworzonych przez innych pisarzy w kultowych powieściach i opowiadaniach. Książka jest miłym poworotem Kinga do literatury grozy, choć jeszcze daleko jej do jego wczesnej twórczości. Ale oprócz nudnawego środka byłam w gruncie rzeczy zadowolona;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez w sumie byłem zadowolony, ale szczerze mówiąc, to głównie zasługa zakończenia. ;)
      Marzy mi się powrót Kinga do horroru, ale taki porządny, a nie nieco pozorowany, jak tutaj.

      Usuń
  2. A na 2015 rok już zapowiedziano kolejne dwie nowe książki Kinga, w tym zbiór opowiadań. Przebudzenie to pozytywna niesodzianka. Pogłoski o wypaleniu Kinga okazały się bezpodstawne :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taśma się, widać, nie zacina. :)
      Kontynuację "Pana Mercedesa" (bo to zdaje się jedna z tych dwóch) nie powiem, chętnie przeczytam.

      Usuń
  3. A mnie zakończenie książki rozczarowało.SPOILER ( zrobienie z Jacobsa szaleńca wskrzeszającego umarłych ? Moim zdaniem nie wyszło ) Gdy zacząłem czytać "Przebudzenie" po kilku rozdziałach pomyślałem "prawie tak dobra jak Dallas 63" a tu muszę nadmienić że dla mnie Dallas 63 jest jedną z najgenialniejszych książek jaką King napisał i dlatego "Przebudzenie" na początku tak mnie wciągneło.Bardzo pozytywne zaskoczenie po cieniutkim "Joyland" Niestety zakończenie zaniża końcową ocenę książki na minus chociaż nie powiem że kiedyś chętnie do niej wrócę ;) Teraz chyba się zabiorę za "Pana Mercedesa" bom ciekawy a nie czytałem jeszcze :) Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, to zakończenie jest mocno specyficzne, kompletnie odstające w klimacie od całości powieści. Doskonale jestem w stanie wyobrazić sobie, że komuś może nie odpowiadać. Kwestia oczekiwań. Ja akurat jestem fanem Lovecrafta i taki, a nie inny finał, był niczym cios prosto w twarz. Taki motyw po całości treści mocno obyczajowej! Zdaję sobie jednak sprawę, że taki manewr to broń obosieczna, czego przykładem jest właśnie Twój wpis. :)
      "Dallas" nie miałem jeszcze okazji czytać, szczerze mówiąc lekko mnie odstrasza tematyka, ale opinie takie jak ta, że to książka genialna, mocno mnie nakłaniają, by jednak po nią sięgnąć...
      "Pana Mercedesa" osobiście bym polecił, aczkolwiek skoro gusta mamy, jak widać, trochę różne, nie mogę zagwarantować, że to będzie dobry wybór. ;)
      Również pozdrawiam.

      Usuń
  4. Tematyka "Dallas" też mnie na początku odstraszała :) Długo nie mogłem się do niej zabrać ale z pewną nieśmiałością usiadłem żeby przeczytać chociaż kilka stron to wciągneło niemalże od pierwszej strony :) Moim zdaniem jest żywsza od "Przebudzenia" przed głównym wątkiem jest kilka wątków pobocznych i jest ona jak dobry film wg wg Hitchcock-a "Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć" Moim zdaniem tak właśnie jest w tej powieści :) Ale wybór pozostawiam Tobie :)
    Wracając jeszcze do 'Przebudzenia" to tak jak powiedziałem ogólnie nie jest zła ale właśnie zakończenie trochę zaniżyło moją ocenę.po pierwsze za to co autor zrobił z postacią Jacobsa po drugie wizja zaświatów jakoś mnie nie przekonała ( a muszę się przyznać że nie jestem fanem Lovecrafta ) aczkolwiek jest bardzo barwna i intrygująca. Co do kolejnej pozycji z bogatej bibliografii Kinga to się zastanawiam jest kilka tytułów po które chętnie sięgne :) Może właśnie ten Pan Mercedes :) Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  5. Wlasnie skonczylam ja czytac.. Zdecydowanie jestem fanką kryminałów ale nie absolutnie nie żałuję przeczytania tej książki. Pierwsze strony szly opornie, ale tak ostatecznie jestem na prawde zadowolona z calej ksiazki. Ostatnie 100 stron jest zwieńczeniem poporzednich 250-300 kartek. Polecam ta książkę jak najbardziej na zimne wieczory przy herbatce :-).

    OdpowiedzUsuń