sobota, 30 listopada 2013

Neil Gaiman "Ocean na końcu drogi" - Recenzja



Czy jest sens pisania recenzji powieści autora, za którego twórczością się raczej nie przepada? Istnieje pewne ryzyko, że wyniesione z poprzednich lektur uprzedzenia będą rzutować na ocenę jego kolejnego dzieła, myślę jednak, że czasami warto dać szansę, sprawdzić na własnej skórze, czy może już przyszedł czas, by na pewne rzeczy spojrzeć inaczej. Dla mnie „Ocean na końcu drogi” po części jest właśnie taką próbą.

Na cztery książki Gaimana, z którymi miałem styczność, spodobała mi się zaledwie jedna. Przeznaczona głównie dla młodszego czytelnika „Koralina”. O dziwo nie podeszły z kolei te, dosyć powszechnie uznawane przez fanów za bardzo dobre. Niestety, mimo moich szczerych chęci zrozumienia fenomenu Gaimana, nie zostawiły za wiele po sobie i dziś zarysy fabularne pamiętam mocno szczątkowo. Z kolei króciutka „Koralina” była niczym objawienie. Niesamowite połączenie opowieści dla dzieci z niepokojącymi elementami rodem z horrorów i mrocznych baśni. W to mi graj. Nowa powieść, wedle zasłyszanych głosów, miała być do niej w pewien sposób podobna...

„Ocean na końcu drogi” opowiada o mężczyźnie, który przybywa do miejsca, gdzie spędził kilka lat swojego dzieciństwa. Okazja przyjazdu jest nieważna, to zaledwie pretekst do powrotu do przeszłości. Przed oczami bohatera stają tajemnicze i pełne niesamowitości wydarzenia, których był uczestnikiem przed wielu laty, i które odbiły się na jego późniejszym życiu. W towarzystwie trzech kobiet z farmy Hempstocków, młody chłopiec zetknął się wówczas ze światem pełnym dziwów i magii. Niekoniecznie tej dobrej...

Niezależnie od tego, czy jest się idealnym odbiorcą uprawianej przez Gaimana gałęzi fantastyki, przyznać trzeba, że autor ma niezwykłą lekkość pióra. „Ocean na końcu drogi” dosłownie się połyka. Co więcej, serwowane czytelnikowi opisy są niezwykle sugestywne. To, o czym czytamy na kolejnych stronach, momentalnie staje nam przed oczami, sprawiając, że można doskonale wczuć się w klimat opowieści.

W odbiorze bezdyskusyjnie pomaga kreacja świata przedstawionego. Baśniowość, plastyczność - to najważniejsze cechy nowej powieści Gaimana. Miejsca, w których dzieje się akcja to na dobrą sprawę pospolite lokacje, do których umiejętnie wtłoczono nadprzyrodzone elementy. Dom nie jest już twierdzą, gdy zamieszkał w nim potężny stwór, przyobleczony w ciało człowieka. Magia jest tu przedstawiona w zasadzie w dosyć subtelny sposób. Mimo to, jest wszechobecna, a czasami potrafi nawet ukazać cały swój majestat. Niewidzialna dla dorosłych, dostrzegana jest jedynie przez obdarzonego dużą wyobraźnią chłopca.

Skoro już jesteśmy przy chłopcu, to trzeba zaznaczyć, że bohaterowie wyszli Gaimanowi naprawdę interesujący. I nie mówię tu tylko o tym głównym. Pomagające młodemu chłopakowi w walce z nadprzyrodzonymi siłami kobiety kradną większość show. Tego kim są w istocie autor nie mówi wprost, możemy jedynie snuć domysły. Trzy panie Hempstock, najmłodsza o parę lat starsza od głównego bohatera, jej matka i babcia, zdają się doskonale wiedzieć co dzieje się dookoła i mieć swoje tajemnicze sposoby na rozprawianie się z nieprzyjemnymi stworami, którym podpadł chłopiec.

Wspomniane stwory to z kolei przykład na niezwykle bujną wyobraźnię autora. Niby są złe, ale jednak nie możemy ich jednoznacznie jako takich określać. Ich motywy, mimo że leżą w sprzeczności z zamiarami głównego bohatera i wydają się rujnować jego życie, także mają swój sens. Ta niejednoznaczność okazuje się to być naprawdę udanym zabiegiem.

Na plus omawianej powieści zapisać zapisać także fakt, że autor pozostawia odbiorcy spore pole do interpretacji całej historii. Czy to, o czym czytaliśmy, wydarzyło się naprawdę, czy było tylko wytworem wyobraźni wrażliwego dziecka? Do końca nie wiadomo i tutaj każdy czytelnik będzie mógł postawić swoją własną diagnozę. Taka nieokreśloność nie zawsze jest dobrym posunięciem, jednak w tym przypadku sprawdza się doskonale. Pasuje do subtelnego charakteru całości.

„Ocean na końcu drogi”, mimo że nie jest tak błyskotliwy i czarujący jak niezapomniana „Koralina”, okazał się jednak być zaskakująco dobrą powieścią. Jej lektura sprawiła, że Gaiman otrzyma u mnie jeszcze kiedyś kolejną szansę. Piszę to z pełną świadomością jak groteskowo to brzmi, autor w końcu nigdy się nie dowie o tej opinii anonimowego blogowego recenzenta, jednak może nawet jeden uratowany dla twórczości czytelnik może być w jakiś sposób ważny? W każdym razie, utwierdziłem się w przekonaniu że Gaimanowi najlepiej wychodzi pisanie historii ulokowanych na granicy powieści dla dzieci z czymś nieco mroczniejszym i poważniejszym.

7/10

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Ocean na końcu drogi
Tytuł oryginału: The Ocean at the end of the Lane
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: MAG
Data wydania: październik 2013
Liczba stron: 216
ISBN: 978-83-7480-386-1

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://szortal.com i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK )

5 komentarzy:

  1. Gaiman faktycznie jest mistrzem w tworzeniu 'dwutorowej' treści, seanse "Koraliny" podczas której dzieci bawią się świetnie, a starszych widzów zżera niepokój to coś pięknego.
    Już miałam się wstrzymać z "Oceanem", przedświąteczne zakupy zabiły mój budżet, tymczasem co recenzja, tym większa ochota żeby przeczytać terazjużzaraz ^^
    I skąd ta wcześniejsza niechęć do Gaimana?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu niespecjalnie do mnie trafiły, ciężko wyjaśnić o co dokładnie chodzi. Nie jest to po prostu "moja" fantastyka. Taki "Gwiezdny Pył", zamiast zachwycać baśniowością, zwyczajnie mnie nudził, akcja nie porwała. Inna sprawa, że pamiętam z niej bardzo mało, wyparowała z pamięci błyskawicznie po jej przeczytaniu. To dosyć dobitnie świadczy o nie byciu "targetem". Nie odmawiam jej klasy, ale nie jest to książka dla mnie. :) Podobnie było z "Nigdziebądź" i "Amerykańskimi Bogami" (tej drugiej nie doczytałem, ale ze względu na reputację, prawdopodobnie do niej kiedyś powrócę...)

      Usuń
  2. Książka zdecydowanie warta przeczytania! Nie miałem wcześniej jakieś większej styczności z autorem, ale "Ocean..." zdecydowanie zachęcił mnie do sięgnięcia po więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Koralina jest bardzo mroczna i to chyba zadecydowało, że autor przypadł mi do gustu. Ciekawa jestem innych jego książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dobrą sprawę, "Koralina" jest jedyną książką Gaimana, która podeszła mi bez żadnych właściwie zastrzeżeń. Inna sprawa, że czytałem ją dawno temu... Trzeba chyba powoli pomyśleć.o odświeżeniu...

      Usuń