niedziela, 8 grudnia 2013

Brian Herbert, Kevin J. Anderson "Diuna. Ród Corrinów" - Recenzja



Poznański Dom Wydawniczy Rebis kontynuuje chwalebne dzieło wypuszczania na rynek kolejnych powieści z cyklu „Diuna”. Nieważne, że te, które dostajemy obecnie, to jedynie dopiski, przez wielu uważane za profanację oryginalnego cyklu. Ważnym jest fakt, że raz zaczęty projekt nie został porzucony w połowie, tylko wciąż trwa. A warto te książki, z tych czy innych względów, kupować.

Wydany w końcówce 2013 roku „Ród Corrinów” to zamknięcie trylogii „rodowej”. Poprzednie tomy traktowały teoretycznie o Atrydach i Harkonnenach, jednak ich tytuły należy traktować bardzo luźno, tematyka obu powieści była dosyć szeroka i ciężko tu mówić o jakimś motywie przewodnim. Losy wszystkich trzech są ze sobą dosyć mocno wymieszane. „Ród Corrinów” kontynuuje rozpoczęte wcześniej wątki. I tak, będziemy mogli śledzić chociażby dalsze losy projektu Amal, którego celem jest wyprodukowanie syntetycznej przyprawy, autorzy pokażą nam też w jaki sposób rozwija się sytuacja antagonistycznie do siebie nastawionych rodów Atrydów i Harkonnenów, oraz przybliży nieco kulisy panowania imperatora Szaddama Corrino. Wszystko w lekkim i przystępnym stylu.

„Ród Corrinów” jest ewidentnie zamknięciem trylogii. Czytanie tej powieści w oderwaniu od poprzednich części jest wysoce niewskazane. Wszystkie prowadzone w niej wątki są bowiem kontynuacją tych przedstawionych wcześniej. Ale to chyba jasne, nie przypuszczam, by po tę powieść sięgnęli czytelnicy przypadkowi.

Wracając do kwestii lekkiego stylu, ta cecha może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem książki. Dlaczego? Odpowiedź jest banalnie prosta i dobrze przedstawiająca obraz całej trylogii. Wszystko zależy od oczekiwań. Dzieła Herberta i Andersona są bowiem czystą rozrywką, literaturą diametralnie różną od sześcioksięgu Franka Herberta. To space opera, z wszystkimi jej wadami i zaletami. Jest zatem nastawienie na wartką akcję, są różne egzotyczne światy, technologie i konflikty zbrojne, jest jednak także brak głębszego rysu psychologicznego bohaterów i zero refleksji. No, może nie zero absolutne, ale jednak ślizganie się po ważniejszych tematach bez ich pogłębienia, jest wyraźnie odczuwalne.

Są w „Rodzie Corrinów” wątki, które mogą przynieść nieco satysfakcji. Jednym z nich jest ten, traktujący o urzędującym Imperatorze Tysiąca Planet. Szaddam ewoluował, choć może nie jest to w tym przypadku odpowiednie słowo, od całkiem sprytnego intryganta, do owładniętego żądzą coraz większej władzy despoty. Obrazki jego interwencji na kolejnych planetach są bardzo sugestywne, w ciekawy sposób ukazują zwłaszcza deprawację klasy rządzącej.

Jednak Szaddam Corrino nie jest głównym bohaterem powieści. Na dobrą sprawę, ciężko jest określić, czy jakiś główny bohater w ogóle tu występuje. Między poszczególnymi wątkami utrzymana jest bowiem dobrze wyważona równowaga, która sprawia, że większą uwagę skupiamy nie na bohaterach, lecz na samej akcji. Gdy dodamy do tego bardzo krótkie, skaczące z tematu na temat rozdziały, uczucie intensywności będzie jeszcze wyraźniejsze.

Warto zwrócić także uwagę na pewne kwestie techniczne. Powieść dostępna już była na polskim rynku wcześniej, lecz znajdowała się w ofercie innego wydawnictwa. W porównaniu do tamtej edycji, zmieniono tłumacza, co wyszło jej bezsprzecznie na dobre. Zrezygnowano m.in. z kontrowersyjnych „piaskali” czy też „Wolan”, co musiało znaleźć uznanie w oczach fanów uniwersum.

Zawsze będę też chwalił piękne wydania kolejnych „Diun”. Twarda oprawa, jednolite obwoluty, solidne szycie, no i „last but not least”, znakomite, sugestywne ilustracje Wojciecha Siudmaka. Takie bibliofilskie smaczki sprawiają, że czytelnik czuje się doceniony i ma pewność, że w jego ręce trafia produkt najwyższej, przynajmniej pod względem wykonania, jakości.

Zamknięcie trylogii preludiów do „Diuny” to przepięknie opakowana przyjemna powieść rozrywkowa. Nie będzie miała nigdy takiej reputacji, jaką zasłużenie posiada oryginalna „Diuna”, ale autorzy nie mieli też takich ambicji. Chcieli dostarczyć dobry produkt, nie aspirujący nawet do miana „sztuki” i ta, nomen omen, sztuka, im się doskonale udała.

6/10

Autor: Brian Herbert, Kevin J. Anderson
Tytuł: Diuna. Ród Corrinów
Tytuł oryginału: Dune. House Corrino
Tłumaczenie: Marek Michowski
Wydawca: Rebis
Data wydania: 29. 10. 2013
Liczba stron: 645
ISBN: 978-83-7510-664-0

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://poprzecinku.pl i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz