czwartek, 31 maja 2012

Orson Scott Card "Zaginione Wrota" - Recenzja


Mimo, że nie czytałem wielu książek Carda, to te które do tej pory poznałem, sprawiły, że zacząłem darzyć autora sporym uznaniem. Sposób w jaki prowadzi on akcję i bohaterów w swoich powieściach jest dla mnie... ekscytujący. Tak, to dobre słowo. Bo mimo, że czytam dosyć dużo, to jednak rzadko która powieść potrafi tak dobrze trafić w moje gusta, jak dzieła tego konkretnego autora. Dlatego, gdy w ofercie Prószyńskiego pojawiły się „Zaginione Wrota”, wiedziałem, że na pewno będę chciał sprawdzić, czy w dalszym ciągu Card potrafi wywołać we mnie tę specyficzną satysfakcję, którą daje tylko znakomita lektura.

Główny bohater „Zaginionych Wrót” - 12-letni Danny North, mieszka wraz ze swoją rodziną w odciętej od świata osadzie w Wirginii. Myliłby się jednak ten, kto uważa, że to zwykli ludzie, tylko nieco bardziej stroniący od towarzystwa innych. Bowiem prawie wszyscy członkowie rodziny Northów opanowali pewne specyficzne umiejętności. I tak, niektórzy z nich w dziwny sposób władają prądami powietrza, inni potrafią rozmawiać z drzewami. Innymi słowy, są kimś, kogo można by nazwać magami. Jednak Danny'emu nie żyje się dobrze w otoczeniu rzesz wujków, ciotek i kuzynostwa. Czuje się niepożądany w osadzie, gdyż sam nie wykazuje najmniejszych talentów magicznych. Sytuacja diametralnie zmienia się, gdy do osady Northów przybywa z wizytą pewna grecka rodzina magów. Okazuje się wówczas, że Danny nie tylko posiada magiczny talent, ale jest to przy okazji jedna z najrzadszych zdolności na świecie – umiejętność tworzenia „wrót” i przenoszenia się z miejsca w miejsce. Szkopuł w tym, że według ustaleń wszystkich magicznych rodzin na świecie, ten który posiada tę zdolność, musi zostać zabity. Danny nie ma ochoty rozstawać się z życiem, ucieka więc z rodzinnej posiadłości, zaczynając pełne przygód życie podróżnika.

Bardzo mnie ucieszyło, że Card głównym bohaterem swojej nowej powieści uczynił 12-letniego chłopaka. Jak już miałem okazję się przekonać, prowadzenie i kształtowanie młodych postaci, to jedna z najmocniejszych stron jego pisarstwa. Tym razem nie jest inaczej. Danny to dziecko inteligentne, ale też psotliwe. Jego umiejętności pozwalają mu płatać innym psikusy, których opisy nieraz rozśmieszą czytelnika. Co najważniejsze jednak, najbardziej interesujący jest rozwój młodego Northa. Card ukazuje jak rozwija się jego osobowość w obliczu uzyskiwania coraz większej ilości informacji o swoim talencie i możliwościach jego wykorzystania. Niektórych może razić, że tak młoda osoba jest już tak oczytana i posiada bardzo solidną wiedzę merytoryczną, ja jednak nie widzę tu żadnych sprzeczności, bowiem autor całkiem dobrze wyjaśnił tę kwestię, gdy opisywał życie Danny'ego w osadzie. Poza samym chłopakiem, także postaci drugoplanowe przyciągają uwagę czytelnika, tworząc między sobą odkrywane wraz z kolejnymi stronami relacje.

Na solidną pochwałę zasługuje sposób w jaki Card połączył wszystkie światowe religie i wierzenia i wykorzystał je w powieści. Sprowadził je do wspólnego mianownika, wykorzystując opisywane magiczne rodziny jako niegdysiejszych bogów, czczonych przez dawne cywilizacje, a które obecnie straciły swój status w wyniku zamknięcia wrót do ich ojczystego świata, w którym mogłyby się „podładować” i pozostać władcami ludzkości. Takie powiązanie ze sobą globalnych wierzeń mogło się z początku wydawać dosyć karkołomne, jednak w praktyce wypada to bardzo interesująco. Zamysł ten jest naprawdę przekonujący, czytelnik nie odczuwa, że jest to tylko wymysł autora, ale ma wrażenie, że rzeczy faktycznie mogłyby wyglądać tak, jak opisuje to Card. Te pozory realności sprawiają, że „Zaginione Wrota” czyta się z jeszcze większą przyjemnością.

Najważniejszą sprawą jest jednak fabuła. Gdyby opowiadana historia nie miała mocy oczarowania czytelnika i była po prostu nudna, na nic zdałoby się doskonałe tło i dobra kreacja bohaterów. Jednak i na tym polu Card staje na wysokości zadania. O losach młodego Maga Wrót czytamy z nieustającym zainteresowaniem, a kolejne sceny tylko podsycają to uczucie. Co więcej, dobrym zamysłem autora było dodanie rozdziałów dziejących się w zaginionym dla ziemskich magów świecie. Wydarzenia z obu planów, najpierw zupełnie oddzielne, z czasem coraz bardziej się przenikają, by połączyć się w finale w jedną, spójną całość. Taki zabieg sprawia, że powieść czyta się jeszcze sprawniej.

Orson Scott Card po raz kolejny opowiedział bardzo dobrą historię. Ponownie także świetnie poprowadził młodego bohatera, sprawiając, że niemożliwym jest mówienie o powielaniu własnych schametów. Pozostaje mieć nadzieję, że taki stan rzeczy utrzyma się długo, a autor udowodni nam, że ta cecha jego pisarstwa, która czyni go kimś naprawdę charakterystycznym i wyjątkowym, długo będzie świeciła zasłużonym blaskiem.

8/10

Autor: Orson Scott Card
Tytuł: Zaginione Wrota
Tytuł oryginału: The Lost Gate
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 15. 05. 2012
Liczba stron: 443
ISBN: 978-83-7839-151-7

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://szortal.com/, na nim też pierwotnie publikowana - http://szortal.com/node/1599 )

7 komentarzy:

  1. Dzisiaj się dorwałam do internetu, więc zamiast konstruktywnego komentarza zapraszam do siebie - wrzuciłam recenzję "Uczty Dusz" :)
    A jutro na spokojnie poczytam Twoje "myśli ujęte w słowa" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Po przeczytaniu recenzji uznałem, że Orson Scott Card musiał mocno inspirować się "Jumperem" i "SG-1" ;)
    Twoja recenzja, pomimo tego skojarzenia, skłoniła mnie do dopisania "Zaginionych Wrót" do listy książek wartych przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. ;)

      Usuń
  3. Książkę czytałam już jakiś czas temu i było to moje pierwsze spotkanie z prozą Carda. Muszę powiedzieć jedno - nie na darmo nazywają go mistrzem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Na cztery książki autora, jakie czytałem, żadna nie zeszła poniżej pułapu dobry/bardzo dobry. Patrząc statystycznie, wychodzi na to, że to jeden z moich ulubionych autorów. :)

      Usuń
    2. Za mało go czytałam, żeby od razu nazwać go ulubionym, ale jest na dobrej drodze :) A "Tropiciela" czytałeś? Na tę książkę teraz poluję.

      Usuń
    3. Też miałem okazję i też bardzo dobra. Mniej "młodzieżowa" niż "Zaginine Wrota", bardziej zakręcona, zwłaszcza w okolicach zakończenia.
      Zresztą znajdziesz tu recenzję także "Tropiciela", zapraszam. ;)

      Usuń