wtorek, 26 stycznia 2021

New X-Men. Tom 3: Bunt w Instytucie Xaviera - Recenzja

 

Kiedy Grant Morrison weźmie się za jakąś komiksową serię, jedno jest pewne – nudno nie będzie. Szkot dał nam między innymi uznawany za jeden z najlepszych albumów superhero w historii „Batman. Azyl Arkham”, czy też dziwaczny i pokręcony, ale również niezwykle hipnotyzujący „Doom Patrol”. Kiedy więc powierzono mu prowadzenie „New X-Men”, można było spodziewać się fajerwerków. Zeszyty zebrane w tomach numer jeden i dwa udowodniły, że decyzja Marvela była dobra – run Morrisona, choć nie rewolucyjny, faktycznie jest godny uwagi.

Nauki Charlesa Xaviera, choć pozornie uniwersalne, nie trafiają do każdego z uczniów. Niektórzy z nich zaczynają kwestionować metody wychowawcze lidera X-Men i szukać własnej ścieżki, w czym nie ma niczego złego, dopóki młodzi mutanci nie stosują przemocy i nie sięgają po narkotyki. W Instytucie Xaviera dochodzi ponadto do morderstwa – podejrzanym jest każdy, a do czasu wykrycia sprawcy nikt nie może opuścić posiadłości. Tymczasem Logan poszukuje odpowiedzi na temat własnej przeszłości, eksplorując w tym celu temat projektu „Broń”.

Uczniowie szkoły prowadzonej przez Profesora X najczęściej byli przedstawiani jako dzieciaki, które są wdzięczne mentorowi za wzięcie ich pod swoje skrzydła. Tymczasem Grant Morrison pokazał ich z zupełnie innej strony, znacząco rozbudowując młodych mutantów pod względem charakterologicznym. Studenci mają w końcu wątpliwości i chcą podążać własną ścieżką, zamiast tylko słuchać nauczycieli. Do buntu predysponuje ich ponadto wiek – okres „burzy i naporu” ma swoje prawa i widać to w poczynaniach protagonistów. Morrisonowi udało się wiarygodnie przedstawić, w jaki sposób w głowie kogoś zdolnego rodzi się idea oporu, jak myśl o złamaniu obowiązujących zasad staje się atrakcyjna, a rzeczy zakazane zaczynają coraz bardziej kusić. To ciekawy motyw i wydaje się w sumie dość dziwne, że jest tak rzadko eksploatowany w tych komiksach spod znaku „X”, których akcja toczy się w Instytucie Xaviera.

Młodzi i mniej znani mutanci to jedno, ale Morrison nie zaniedbuje też starej gwardii. Na uwagę zasługuje zwłaszcza świetne poprowadzenie konfliktu między Jean Grey-Summers a Emmą Frost, który prowadzi zresztą do dość zaskakujących wydarzeń. Autor doskonale rozgrywa napięcie panujące między obiema paniami, którego katalizatorem jest nie kto inny, jak mąż pierwszej z nich, czyli Scott Summers. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać na motyw odrobinę telenowelowy, ale ostatecznie kwestia zdrady niecielesnej jawi się naprawdę interesująco. Bo czy w przypadku telepatii można w ogóle mówić o cudzołóstwie? Kwestia moralności w umysłowych kontaktach nie jest czymś, co dostajemy w komiksach o X-Menach zbyt często, prawda? Dlatego tym bardziej wypada docenić zasygnalizowany przez Morrisona problem, który choć nadal służy w znacznej mierze rozrywce, to prowokuje przy okazji rozmyślania natury etycznej.

Podobać się może to, jak płynnie Grant Morrison porusza się między różnymi konwencjami. W pierwszej części mamy do czynienia z młodzieżowym dramatem egzystencjalnym (nie jest to jednak płytkie „teen drama”), w drugiej do głosu dochodzi klasyczny kryminał, a ostatni akt to już czysta akcja. I właśnie ten najbardziej sensacyjny segment jest przy okazji najsłabszym elementem omawianego albumu. Historia osnuta wokół projektu stworzenia superżołnierzy (vide Wolverine jako Broń X i Fantomex jako Broń XIII) jest zwyczajnie mało angażująca. Opowieść, w której Logan może w końcu poznać własną przeszłość nie niesie z sobą takiego ciężaru, jakiego można się było spodziewać. Brak tu przede wszystkim przytłaczającego klimatu charakterystycznego dla znakomitej miniserii „Broń X”, autorstwa Barry'ego Windsora-Smitha. Szkoda, że nie poszło to w tę stronę. Najwidoczniej nie można mieć wszystkiego.

Pod względem graficznym album prezentuje się w znacznej mierze dobrze. Podobać mogą się na przykład rysunki Franka Quitely'ego. Jego charakterystyczna kreska ciekawie wizualizuje świat przedstawiony, nadając mu ostrości. Jak zwykle w przypadku tego artysty niektórzy będą pewnie mieli problemy z odbiorem twarzy bohaterów – te są specyficzne i często do siebie podobne, momentami można nawet odnieść wrażenie, że wszystkie postaci cierpią na tę samą chorobę genetyczną. Taka jednak jest kreska Szkota – kto ją lubi, temu te rzeczy przeszkadzać nie będą. Co do pozostałych artystów – jeden zeszyt Kerona Granta to po prostu dobra robota, a odcinki rysowane przez Phila Jimeneza także sprawiają wrażenie rzetelnie rozplanowanych i profesjonalnych. Zastrzeżenia mam jedynie do prac Chrisa Bachalo. Te są zwyczajnie niechlujne i chaotyczne – ich oglądanie nie sprawia większej przyjemności, zwłaszcza że czasami trzeba się bardzo uważnie przyjrzeć, by domyślić się, czego dany kadr w ogóle dotyczy.

Całkiem możliwe, że trzeci tom „New X-Men” w interpretacji Granta Morrisona jest najciekawszym z dotychczas wydanych albumów tego runu. Bardzo dobrze widać, że Szkot czuje się jak ryba w wodzie w tak różnorodnej i stwarzającej wiele możliwości serii, ma bowiem okazję dać upust swojej wyobraźni (choć nie w takim stopniu, jak przy okazji „Doom Patrolu”) i rzucić na postaci mutantów z Domu Pomysłów nowe światło. To bez dwóch zdań jedno z najciekawszych podejść do X-Menów, szkoda więc, że powoli zbliżamy się do końca tej inkarnacji „New X-Men” (album zbiorczy numer cztery będzie ostatni), mam jednak nadzieję, że finał okaże się przynajmniej tak dobry, jak tom omówiony powyżej.

Seria: New X-Men
Tom: 3
Scenariusz: Grant Morrison
Rysunki: Frank Quitely i inni
Kolory: Chris Chuckry, Dave McCaig
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: New X-Men #134-145
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: październik 2020
Liczba stron: 304
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 180 x 275
Wydanie: I
ISBN: 978-83-66589-18-6

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, obecnie dostępnym w sieci na profilu facebookowym. Tekst ukazał się 10. 11. 2020). 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza