„Batman”, jak rzadko która superbohaterska seria, sporo czerpie z opowieści grozy. Na przestrzeni lat twórcy wielokrotnie korzystali z horrorowego anturażu, a kilka z tych tytułów do dzisiaj uchodzi za klasyczne. Jestem wielkim fanem opowieści z dreszczykiem, także w komiksowym wydaniu, dlatego po „Pełni” spodziewałem się naprawdę wiele. Ale wszyscy dobrze wiemy, jak łatwo potrafi wykoleić się „hype train”. Sprawdźmy, czy końcowy efekt pracy twórców sprostał oczekiwaniom.
Podczas pełni księżyca Gotham staje twarzą w twarz ze śmiertelnym zagrożeniem. W mieście pojawia się wilkołak, a krwawe konsekwencje jego comiesięcznej przemiany szybko rzucają się w oczy. Do walki z wrogiem staje rzecz jasna Batman, ale w momencie, kiedy klątwa spada na niego samego, sytuacja bardzo się komplikuje. Nietoperzowi z pomocą przychodzą Zatanna i John Constantine, jednak trapiące obrońcę Gotham łaknienie krwi może okazać się niemożliwe do opanowania.
„Pełnia” to komiks pisany absolutnie na serio. To w mojej opinii doskonały wybór, zwłaszcza że mamy do czynienia z horrorem. A ten, kiedy jest pełnokrwisty (swoją drogą – tutaj ten zwrot pasuje idealnie) i pozbawiony „śmieszków”, może mieć sporą siłę rażenia. I tak właśnie rzecz ma się z tym albumem. To opowieść mocno osadzona w klasycznych motywach grozy – na tapet został wzięty motyw likantropii. Wilkołactwo pozbawiono jakiegokolwiek romantyzmu – nie ma w nim niczego atrakcyjnego – to nieustanny zew krwi, brudna, wszechogarniająca obsesja, która wykrzywia umysł, a gdy mija, pozostawia po sobie wstyd i wyrzuty sumienia. To dojmujący, pesymistyczny obraz, który robi spore wrażenie i buduje fantastyczny klimat – siłę napędową i największą zaletę tego albumu.
Autor w bardzo ciekawy sposób nakreślił postać Batmana, który początkowo wydaje się traktować zagrożenie z pewnym lekceważeniem, może nawet arogancją. Mroczny Rycerz nie wierzy w nadprzyrodzone stwory i jest zdania, że poradzi sobie z wrogiem, korzystając ze standardowego arsenału. Szybko okazuje się jednak, że tym razem potrzebne będzie więcej, zwłaszcza wtedy, gdy do zagrożenia zewnętrznego dochodzi to natury wewnętrznej. O tym, czy klątwa jest prawdziwa, Batman przekonuje się na własnej skórze. To rozwiązanie niespodziewane, ale zarazem niezwykle ciekawe – zderzenie racjonalizmu z folklorem jest brutalne i działa z pełną mocą, dodając opowieści ciężaru. Znakomity obraz głównego bohatera trochę się rozmywa w zestawieniu z jedną z postaci drugoplanowych. John Constantine jest tu wyjątkowo irytujący – nie tylko sprawia wrażenie piątego koła u wozu, ale zachowuje się wyjątkowo dziecinnie. To jednak na szczęście tylko mała łyżka dziegciu, bo poza tym w materii kreacji protagonistów trudno mieć do Barnesa jakieś większe zastrzeżenia.
„Pełnia” jest zamkniętą opowieścią, która nie potrzebuje żadnego dopowiedzenia w postaci sequela. To jej ogromna siła, zwłaszcza w dobie wielkich, rozwleczonych eventów. Dostajemy pełną historię z jasno nakreślonym zakończeniem (choć akurat akt finałowy, za sprawą skrótowości zaprezentowanej konfrontacji, delikatnie rozczarowuje), a napięcie nie rozmywa się w nadmiarze wątków. Nic tu nie odrywa czytelnika od sedna fabuły. Komiks nie jest przy okazji pozbawiony zaskoczeń – pojawiające się co jakiś czas zwroty akcji są przemyślane i tylko podsycają zainteresowanie płynące z odkrywania kolejnych elementów świata przedstawionego. Tempo opowieści jest dobrze wyważone, dzięki czemu nie mamy wrażenia gnania na oślep do przodu, byle poznać konkluzję. Widać, że Rodney Barnes poświęcił wiele czasu na precyzyjne skonstruowanie scenariusza i za to należą mu się słowa uznania.
„Pełnia” nie robiłaby tak dużego wrażenia, gdyby nie ilustracje. Stevan Subić rysuje bardzo „brudno”. Kolejne kadry wręcz ociekają mrokiem i niepokojącym naturalizmem. To świetnie pasuje do tak klasycznego horroru, jaki dostaliśmy. Swego rodzaju wykrzywienie wielu rysunków tylko potęguje nastrój niesamowitości, jaki nieustannie unosi się nad tą opowieścią. Trzeba przyznać – to grafiki dość specyficzne, ale jeśli zaakceptujemy ten styl, warstwa graficzna idealnie uzupełni się z fabułą.
Najnowsza propozycja z nieustannie rozwijającego się DC Black Label to komiks bardzo dobry. „Pełnia” nie jest może albumem szczególnie odkrywczym, ale wcale nie musi takowym być. Fabularne karty, jakimi operuje Barnes, są bowiem zgrywane z taką precyzją, że można mówić o dziele świetnie wyważonym i przy okazji mocno angażującym. Właśnie takie opowieści – dojrzałe, świadome i pozbawione infantylizmu – chcę czytać w ramach tego imprintu DC Comics.
Tytuł: Batman. Pełnia
Seria: DC Black Label
Scenariusz: Rodney Barnes
Rysunki i kolory: Stevan Subić
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Batman: Full Moon
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: grudzień 2025
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-7708-6
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 14. 01. 2026),











