środa, 22 kwietnia 2026

Star Wars. Darth Vader. Tom 3: Wojna łowców nagród - Recenzja

 

Cztery lata temu komiksowymi „Gwiezdnymi wojnami” wstrząsnęła „Wojna łowców nagród”. Wielki crossover przedstawiał wydarzenia toczące się we wszystkich czterech regularnych seriach i miał naprawdę imponującą skalę. Wszystko zaczęło się od osobnego albumu zatytułowanego „Wojna łowców nagród”, a kolejne tomy dopowiadały zaprezentowane tam wydarzenia. Ostatnio na tapet wziąłem „Star Wars”, tym razem przyszedł czas, by sprawdzić, jak w ten event wpasował się „Darth Vader”.

Po nieudanym buncie przeciwko Imperatorowi Darth Vader przeżywa bolesną odbudowę w zbiornikach regeneracyjnych. Wkrótce po jej ukończeniu do Mrocznego Lorda Sithów docierają pogłoski o wystawieniu na licytację zamrożonego w karbonicie Hana Solo. Przemytnik może być kluczem do uległości Luke’a Skywalkera, z którym Vader wiąże wielkie plany.

Nie ukrywam, że nie jestem wielkim fanem dwóch pierwszych tomów przedstawiających przygody Mrocznego Lorda. Zabrakło mi w nich lepszego zbalansowania mroku wylewającego się nieustannie z kolejnych kadrów. Czy tym razem jest inaczej? Po części owszem. Dzieje się tak za sprawą Vaderowego „przydupasa”. To niejaki Ochi z Bestoona. Czym się charakteryzuje? Otóż służący Sithom zabójca i łowca artefaktów dużo gada i jest bardzo pewny siebie. Poprzednim razem była to postać, która przez te cechy tylko irytowała, ale w tym albumie wypada znacznie lepiej. Okazuje się, że jest to ktoś, kto w sensowny sposób równoważy małomówność tytułowego bohatera. Może to kwestia „dotarcia się”, ale tym razem wyraźnie czuć lepszą chemię między Sithem a służącym mu najemnikiem.

Podoba mi się, że Pack położył tym razem nieco większy nacisk na pokazanie mechanizmów władzy w Imperium. Jak można się było spodziewać, zaplecze polityczne najpotężniejszej instytucji w Galaktyce jest dość toksyczne. Widzimy toczące się zakulisowe gierki mające na celu zdyskredytowanie, a w najlepszym wypadku, trwałe usunięcie przeciwników ze sceny wydarzeń. Tak – jest to obraz wyolbrzymiony, ale zarazem bardzo trafny, bo polityka – mimo nieustannego chwalenia się szlachetnymi ideałami – z czasem zawsze staje się bagnem i korumpuje kolejne osoby.

Połączenie fabuły „Dartha Vadera” i eventu „Wojna łowców nagród” wypada przyzwoicie. Greg Pack kluczy i lawiruje, aby połączyć wydarzenia, dać czytelnikom kontekst i pokazać, dlaczego dzieje się akurat to, co widzimy na kolejnych kadrach. Bywa, że gubi rytm, ale na znacznej przestrzeni całego albumu jego próby są przekonujące. Pewnym problemem dla niektórych czytelników może być to, że historia nie działa samodzielnie, ale bądźmy szczerzy – czy na etapie trzeciego albumu serii, będącego częścią dużego crossovera, trafia tu jeszcze jakiś przypadkowy czytelnik? 

Strona graficzna albumu to efekt pracy dwóch artystów. Pierwszy zeszyt w tomie to dzieło Guiu Vilanovy, pozostałe są efektem pracy dotychczasowego rysownika, Raffaele Ienco. Obaj wykonali swoją pracę dobrze, choć jest jeden element, do którego można się przyczepić. Chodzi o twarze bohaterów. Oczywiście nie mówię ani o Vaderze, ani o postaciach nowych, ale o tych, które znamy z filmów. Luke i Han miewają dziwną mimikę i nie do końca przypominają swoje filmowe odpowiedniki. Na szczęście obaj pojawiają się jedynie przelotnie, tym niemniej nad tym elementem artyści mogliby jeszcze popracować. Do reszty nie mam już żadnych zastrzeżeń – jest efektownie i przejrzyście, dzięki czemu całość czyta się i ogląda z przyjemnością.

Trzecia odsłona serii traktującej o Vaderze stoi wyżej niż dwa wcześniejsze tomy. Greg Pack zaczął lepiej ogarniać temat, dzięki czemu lektura bardziej angażuje. Choć jest częścią eventu, a co za tym idzie trudno uznać ją za autonomiczną, to dla fana marki „Star Wars” powinna być satysfakcjonującym doświadczeniem. Mam nadzieję, że ta forma zwyżkowa znajdzie swoje odzwierciedlenie w kolejnych tomach cyklu.

Seria: Star Wars. Darth Vader
Tom: 3
Tytuł: Wojna łowców nagród
Scenariusz: Greg Pack
Rysunki: Guiu Vilanova, Raffaele Ienco
Kolory: Jason Keith i inni
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: Star Wars: Darth Vader by Greg Pack Vol. 3 - War of the Bounty Hunters
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2022
Liczba stron: 136
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 165 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-5544-2

niedziela, 19 kwietnia 2026

Star Wars. Tom 3: Wojna łowców nagród - Recenzja

 

Pierwszy wielki crossover w obecnej inkarnacji komiksowych „Gwiezdnych wojen” rozpoczął się albumem „Wojna łowców nagród” – lekką, przyjemną rozrywką. To wydarzenie, które po raz pierwszy na taką skalę łączy wszystkie główne serie i nadaje im wspólny kierunek. W jego skład wchodzą wszystkie regularne serie z Odległej Galaktyki, dorzucające swoje „trzy grosze” do wydarzeń z albumu-matki.

Trwają poszukiwania Hana Solo. Leia Organa, Luke Skywalker, Lando Calrissian i inni nie ustają w próbach odnalezienia zamrożonego w karbonicie przyjaciela. Co i rusz pojawiają się nowe tropy, ale każdy okazuje się ślepym zaułkiem. Kiedy w końcu wychodzi na jaw, że słynny przemytnik stanie się przedmiotem licytacji dla galaktycznych zbirów, Rebelianci ruszają do akcji.

W trzecim tomie „Star Wars” zamieszczono siedem rozdziałów nawiązujących do „Wojny łowców nagród”. Warto mieć to na uwadze – ten komiks nie jest samodzielną historią. Co więcej, niektóre zeszyty odnoszą się do wydarzeń z poprzednich tomów, przez co całość staje się jeszcze bardziej hermetyczna. Kolejne rozdziały skupiają się na różnych bohaterach – raz na pierwszym planie stoi Leia, innym razem Lando i Chewbacca, zdarza się też, że na czoło wysuwa się Luke. Nie ukrywajmy – takie poszatkowanie nie sprzyja pełnemu wniknięciu w świat przedstawiony, przez co fabuła angażuje słabiej niż powinna.

Choć problemem jest odbiór komiksu jako jednej, spójnej opowieści, poszczególne zeszyty stoją w znacznej mierze na dobrym poziomie. Podobać może się na przykład pierwszy segment, w którym Kes Dameron i Leia wspominają przeszłość i wpływ, jaki na ich życie miały ukochane osoby. Lubię pisarstwo Soule’a w takich kameralnych momentach, bo wtedy najbardziej czuć, jak dobrą rękę ma do bohaterów. Amerykanin potrafi ich świetnie prowadzić i wydobywać elementy zazwyczaj ukryte w kolejnych tytułach ze świata „Star Wars” pod kilkoma warstwami akcji.

No właśnie – akcja. Kiedy przyspiesza, jest dobrze – prawie tak jak w bardziej kameralnych scenach. Soule umie zachować odpowiedni balans między tymi dwoma obliczami serii. Problemem jest jednak to, że scenarzysta otrzymał wytyczne, by wpasować prowadzoną przez siebie opowieść w ramy crossovera. Część wydarzeń rozgrywa się tu, część w głównym albumie, a pozostałe w kolejnych trzech cyklach. W toku lektury jest to niestety odczuwalne.

Prace Ramona Rosanasa bardzo dobrze ilustrują ten tom. Grafiki są szczegółowe i dopracowane – dobrze sprawdzają się zarówno w scenach bardziej refleksyjnych, jak i tych, w których do głosu dochodzi akcja. Nie tracą jakości ani ostrości, a co najważniejsze, Rosanas dobrze rysuje twarze – postacie są wierne swoim filmowym odpowiednikom, co w komiksie pomyślanym jako rozszerzenie filmowej franczyzy jest niezwykle istotne.

Trzeci tom „Star Wars” to komiks, który z jednej strony sprawia wrażenie poszatkowanego, ale z drugiej – jako część wielkiego crossovera – prezentuje się na tyle przyzwoicie, że nie sposób mówić o zapchajdziurze. Znajdziemy w nim elementy, które sprawiają, że tej lektury nie sposób uznać za nieudaną. Czy jest to jeden z highlightów komiksowej wersji „Gwiezdnych Wojen”? Nie. Ale gdy padnie pytanie, czy da się przy nim dobrze bawić, odpowiedź jest twierdząca. I to w gruncie rzeczy w zupełności wystarcza.

Seria: Star Wars
Tom: 3
Tytuł: Wojna łowców nagród
Scenariusz: Charles Soule
Rysunki: Ramon Rosanas
Kolory: Rachelle Rosenberg
Tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
Tytuł oryginału: Star Wars
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: sierpień 2022
Liczba stron: 172
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 165 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-5525-1

piątek, 17 kwietnia 2026

Mity Kościanego Sadu. Przejście - Recezja

 

Kiedyś miałem ogromny kredyt zaufania wobec pisarstwa Jeffa Lemire’a. Kanadyjczyk idealnie trafiał w moje gusta, a takie tytuły jak „Łasuch”, „Twardziel” czy „Czarny Młot” (ten ostatni tylko w początkowej fazie) potrafiły poruszyć struny mojej duszy. Później było słabiej, zwłaszcza gdy Lemire wszedł w trykociarską pańszczyznę. Niestety, także jego autorskie projekty na pewnym etapie przestały ekscytować tak jak wcześniej. Teraz nie wypatruję jego kolejnych komiksów z tamtą niecierpliwością, ale nadal chętnie w ich stronę zerkam. Jeden z nowszych – „Przejście” – to pierwsza część nowej serii, zatytułowanej „Mity Kościanego Sadu”. Czy to powrót w glorii i chwale?

John Reed, geolog, przybywa na pewną skalistą wyspę, by zbadać osobliwe znalezisko – coś w rodzaju powstałej w niewiadomy sposób studni, a może po prostu dziury w ziemi. Przewodnikiem młodego naukowca zostaje starsza kobieta opiekująca się tutejszą latarnią. Czy uda im się odkryć naturę tego dziwnego zjawiska?

„Mity Kościanego Sadu” to inicjatywa penetrująca rejony, które najtrafniej określić jako weird fiction. Ten wyrosły z horroru gatunek robi się coraz bardziej popularny wśród miłośników fantastyki. Czym się charakteryzuje? No tak – dziwnością. Ale właśnie taki jest ten komiks. Nieokreślony, niedopowiedziany, nieoczywisty. Pozostawia pole do własnej interpretacji przedstawionych zdarzeń. Tu nic nie jest podane na tacy – jakkolwiek Lemire serwuje nam pewne tropy fabularne, to ich znaczenie może być naprawdę dowolne. Lubicie taki styl? Ja tak – o ile nie jest zbyt przesadzony. W „Przejściu” scenarzysta jedzie jednak mocno po abstrakcyjnej bandzie.

Jednego nie można Lemire’owi odmówić – udało mu się na kartach tego komiksu wytworzyć naprawdę niesamowity klimat. Odludzie, latarnia morska, sugestia obłędu – wszystkie te elementy są jednocześnie na pierwszym planie i gdzieś w tle. Paradoks? Nie do końca, bo różne składowe płynnie się przenikają. I to może się podobać. Sęk w tym, że to właściwie tylko hipnotyzujące obrazy, które owszem, osobno robią duże wrażenie, ale zebrane w całość nie pchają fabuły w żadnym ciekawym kierunku.

No właśnie… fabuła. Czy w przypadku „Przejścia” można w ogóle mówić o jakiejkolwiek fabule? Jakiś fabularny szkielet oczywiście dostajemy, ale opowieść wydaje się jedynie pozorna, pretekstowa – prawdziwym celem twórców pozostaje coś innego. Jako recenzent tej powieści graficznej powinienem zapewne określić czym to właściwie jest, ale prawda jest taka, że nie mam bladego pojęcia. Można powiedzieć, że komiks traktuje o stracie i traumie, ale w obliczu nawału dziwności taka interpretacja byłaby chyba zbyt prosta. Można szukać dalej, można próbować wejść głębiej, ale nie jestem przekonany, czy kolejne podejścia do tego komiksu dałyby więcej odpowiedzi.

Lubię prace Andrei Sorrentino, zwłaszcza sposób, w jaki Włoch bawi się kadrami i modyfikuje je zależnie od potrzeb danej sceny. Ilustracje są realistyczne w scenach przyziemnych, a odjechane w tych bardziej weirdowych. Czerpią wiele z estetyki horroru, ale podążają też innymi, zupełnie nieoczywistymi tropami. Tutaj akurat trudno się do czegokolwiek przyczepić.

Pierwsza odsłona „Mitów Kościanego Sadu” to komiks złożony z pięknych i stylowych elementów, które nie tworzą jednak przekonującej całości. Ta opowieść niestety nie jest satysfakcjonująca, a jej nadmierna enigmatyczność sprawia, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż obcujemy jedynie z fasadą sugerującą coś głębszego, podczas gdy autorzy próbują zaprezentować nam coś, czego w istocie w tej historii nie ma. Na tę chwilę seria jawi się jako podręcznikowy przykład przerostu formy nad treścią. Czy kolejne tomy zatrą to wrażenie? Taką mam nadzieję.

Tytuł: Mity Kościanego Sadu. Przejście
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Andrea Sorrentino
Kolory: David Stewart
Tłumaczenie: Maria Lengren
Tytuł oryginału: Bone Orchard Mythos: The Passageway
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: kwiecień 2025
Liczba stron: 96
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 180 x 275
Wydanie: I
ISBN: 978-83-67571-52-4