Na polskim rynku komiksowym działa spora liczba wydawców (zwłaszcza w porównaniu z sytuacją sprzed kilkunastu lat) – każdy z nich ma własną linię wydawniczą, ale większość stara się konsekwentnie budować swoją tożsamość poprzez odważne, a jednocześnie przemyślane wybory. W tym gronie wyróżnia się Non Stop Comics – oficyna, która zamiast sięgać wyłącznie po sprawdzone hity czy bezpieczne gatunkowo tytuły regularnie proponuje czytelnikom rzeczy mniej oczywiste. Ich katalog pełen jest historii wymykających się prostym klasyfikacjom, często poruszających tematy dalekie od mainstreamowej rozrywki. W tę strategię doskonale wpisuje się „Sangoma” – komiks, który na pierwszy rzut oka może wyglądać jak klasyczny kryminał, ale szybko okazuje się być znacznie bardziej złożoną opowieścią.
Na terenie jednej z winnic w okolicach Kapsztadu, należącej do wpływowej rodziny Afrykanerów, dochodzi do brutalnego morderstwa czarnoskórego pracownika. Sprawa początkowo wygląda jak kolejny akt przemocy na tle społecznym, ale szybko zaczyna się komplikować. Śledztwo prowadzi do ujawnienia napięć między białymi właścicielami ziemskimi a lokalną społecznością, a także do sekretów skrywanych przez ludzi funkcjonujących na styku różnych światów.
Osadzenie historii w Republice Południowej Afryki po apartheidzie okazało się nietuzinkowym manewrem. To bardzo interesujące realia historyczne, raczej mało znane szeregowemu czytelnikowi. Autor pokazuje kraj, w którym formalna równość nie zlikwidowała napięć rasowych i ekonomicznych – te cały czas występują i wpływają na życie zarówno czarnych obywateli, jak i Afrykanerów. Na kolejnych kartach doskonale widać, że scenarzysta zachowuje dużą dbałość o realia, starając się odwzorować ducha epoki i specyfikę regionu. Jako laikowi w tym temacie wszystko wydaje mi się niezwykle prawdopodobne, a chyba o to chodziło.
Fabuła jest dobrze skonstruowana. Caryl Ferey przedstawia wydarzenia w taki sposób, że utrzymuje uwagę czytelnika właściwie od samego początku. To nie tylko otoczka historyczna, ale także (a może przede wszystkim) bohaterowie, którzy są starannie nakreśleni i wyraziści. Relacje między nimi pełne są napięcia, ale i emocji, dzięki czemu mamy wrażenie obcowania z postaciami z krwi i kości. W miarę rozwoju fabuły na wierzch wychodzą sekrety rodzinne, pojawiają się wątki konfliktów politycznych, przemocy gangów czy w końcu rytuałów związanych z sangomami (to swego rodzaju szamani). Jak na stupięćdziesięciostronicowy komiks trochę tego dużo i choć mi podobało się namnożenie wątków, to może to być element, który niektórym odbiorcom lekko zazgrzyta, bo takie przeładowanie tematami (rasizm, magia, przestępczość, polityka) potrafi sprawić wrażenie swoistej mieszanki wszystkiego naraz.
Nie sposób nie pochwalić sposobu, w jaki autorzy oddają atmosferę Republiki Południowej Afryki. Historia rozgrywa się m.in. w okolicach Cape Town i w regionach słynących z winnic, co pozwala pokazać kontrast między malowniczym krajobrazem a brutalnością wydarzeń. Obok tego pojawiają się również bardziej surowe przestrzenie, takie jak biedniejsze dzielnice, miejsca działalności gangów czy obszary związane z przestępczością. Obaj autorzy unikają turystycznego spojrzenia na RPA. Zamiast idealizować miejsce akcji, starają się pokazać jego złożoność. W tym ujęciu jest to kraj pełen piękna, ale również przemocy, nierówności i historycznych traum. Warto też zaznaczyć, że „Sangoma” to nie tylko interesujące realia, ale także wciągająca opowieść kryminalna. Została pieczołowicie skonstruowana i rozwija się w ciekawy sposób, aż do poruszającej konkluzji – bez tego nawet najbardziej fascynująca sceneria nie wystarczyłaby do wykrzesania z czytelnika zainteresowania.
Jednym z elementów, który podnosi wartość komiksu, jest jego strona wizualna. Prace Corentina Rouge’a charakteryzują się przede wszystkim realistycznym stylem i dużą dbałością o szczegóły. Rysownik często wykorzystuje szerokie kadry pokazujące krajobrazy południowoafrykańskich winnic czy miejskie panoramy Cape Town, co nadaje historii filmowego charakteru. Jednocześnie nieźle radzi sobie z dynamiką scen przemocy oraz napięciem w scenach dialogowych; dobre wrażenie robi żywa mimika postaci, co pomaga budować atmosferę opowieści. Rysunki nie są tu jedynie ilustracją scenariusza, lecz istotnym elementem budującym klimat historii – zdecydowanie jest na czym zawiesić oko.
„Sangoma” to kolejny udany strzał Non Stop Comics. Album jest nieoczywisty i angażujący – właśnie dzięki temu wygrywa. Swoje dokłada także wciągająca, wielowarstwowa opowieść oraz sugestywna warstwa graficzna, które wspólnie budują gęsty, niepokojący klimat. To komiks, który potrafi zainteresować samą intrygą, ale zostaje w głowie przede wszystkim dzięki temu, co kryje się pod jej powierzchnią – społecznemu kontekstowi i emocjonalnemu ciężarowi opowieści. Warto.
Tytuł: Sangoma. Przeklęci z Kapsztadu
Scenariusz: Caryl Ferey
Rysunki: Corentin Rouge
Tłumaczenie: Paweł Łapiński
Tytuł oryginału: Sangoma, les damnés de Cape Town
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Glénat
Data wydania: styczeń 2026
Liczba stron: 152
Oprawa: twarda
Format: 235 x 310
ISBN: 978-83-68542-16-5
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 14. 04. 2026).











