Pierwszy tom „Malazańskiej Księgi Poległych” jest dla mnie powieścią wyjątkową. Czytałem ją kilka razy i zapewne jeszcze kiedyś do niej wrócę. Nigdy jednak nie doczytałem cyklu do końca, zatrzymałem się przed tomem szóstym. Jakiś czas temu postanowiłem nadrobić tę czytelniczą zaległość. Człowiek nie robi się przecież młodszy, a jeśli pewne rzeczy odkłada się w nieskończoność, można ostatecznie z nimi nie zdążyć. Wiedziony tą myślą sięgnąłem po „Bramy Domu Umarłych”. Choć czytałem już tę powieść wcześniej, ponowna lektura i tak dostarczyła mi ogromu wrażeń.
Imperium Malazańskie znalazło się na krawędzi wojny domowej. Osłabiona wydarzeniami w Darudżystanie potęga musi zmierzyć się z widmem buntu ogarniającego Siedem Miast. Rebelianci gromadzą siły na świętej pustyni Raraku, gdzie Sha'ik formuje armię mającą stanąć na czele od dawna zapowiadanego powstania przeciwko cesarzowej Laseen. W wir tych wydarzeń zostają wciągnięci zwykli ludzie, których losy niejednokrotnie okazują się równie istotne jak decyzje władców i dowódców. To właśnie od ich wyborów i poświęcenia może zależeć bieg historii całego imperium.
Drugi tom „Malazańskiej Księgi Poległych” to nadal ogromna liczba postaci i kilka odrębnych, ale równie ważnych wątków. Z tego względu wciąż nie sposób mówić o jednym głównym bohaterze. Nie stanowi to jednak żadnego problemu, ponieważ autor potrafi zainteresować niemal każdym bohaterem. Oczywiście jedne postaci przypadły mi do gustu bardziej, inne mniej, ale losy każdej z nich okazują się istotne dla pełnego zrozumienia tej opowieści. Co więcej, Erikson sprawia, że nawet bohaterowie początkowo wydający się drugoplanowi z czasem zyskują na znaczeniu i otrzymują momenty, które na długo zapadają w pamięć. Dzięki temu przeskakiwanie między kolejnymi wątkami nie wywołuje znużenia, a wręcz budzi ciekawość, co wydarzy się u pozostałych uczestników tej rozległej historii.
Warto zwrócić szczególną uwagę na konstrukcję całej historii, ponieważ każdy z głównych wątków „Bram Domu Umarłych” znacząco się od siebie różni, prezentując odmienne rodzaje opowieści. Historia Felisin to opowieść o dojrzewaniu, nabieraniu doświadczenia oraz kształtowaniu charakteru i stopniowej przemianie pod wpływem ekstremalnie trudnych doświadczeń. Wątek Sznura Psów to rasowy dramat wojenny, który główny nacisk kładzie na obowiązek, braterstwo i heroizm, nawet w najtrudniejszych momentach. Podróż Kalama przypomina brutalną opowieść przygodową z elementami szpiegowskimi, natomiast sceny z udziałem Mappa i Icariuma tchną swego rodzaju smutkiem, melancholią i tajemnicą. Na tym tle najbardziej kameralne wrażenie sprawiają sceny z udziałem Skrzypka, Crocusa i Apsalar, skupiające się przede wszystkim na relacjach między bohaterami i samej podróży. Całość spaja przy tym wyraźnie wyczuwalny duch powieści drogi, obecny niemal w każdym z opisanych wątków.
Największe znaczenie dla całej powieści ma jednak wątek Sznura Psów. Steven Erikson w znakomity sposób ukazuje obezwładniający bezsens wojny, wzmacniając go motywami bezwzględnej polityki, zadawnionych urazów i zwykłej ludzkiej małostkowości. Od samego początku czytelnik doskonale wie, że misja Coltaine’a, której sednem jest próba uratowania wojennych uchodźców, praktycznie nie może skończyć się dobrze. Mimo to przez całą lekturę towarzyszy nam nadzieja, że bohaterowie w jakiś sposób znajdą ocalenie. Erikson z ogromnym wyczuciem buduje emocjonalny ciężar tej historii, przez co trudno pozostać obojętnym wobec losów uchodźców i chroniących ich żołnierzy.
„Bramy Domu Umarłych” znacząco rozwijają wykreowane przez Eriksona uniwersum, odsłaniając kolejne jego zakątki i tajemnice. Jeden z wątków przybliża zmiennokształtne istoty, które wykorzystując wojenną zawieruchę, próbują odnaleźć drogę do ascendencji. Przy okazji autor stopniowo odsłania kolejne elementy skomplikowanego systemu magicznego, pokazując, jak ogromny wpływ może wywierać magia zarówno na życie zwykłych ludzi, jak i na losy całych państw. Polityka również nie pozostawia złudzeń – Erikson ukazuje ją jako domenę bezwzględności, odwetu i cynicznej kalkulacji. Począwszy od motywowanej zemstą czystki szlachty, a skończywszy na pokazaniu, jak łatwo władza usprawiedliwia przemoc i zmienia ludzi w narzędzia własnych ambicji. Na uznanie zasługuje również sposób prowadzenia narracji. Erikson nie podaje czytelnikowi wszystkiego na tacy, zmuszając go do samodzielnego łączenia faktów, ale jednocześnie robi to na tyle umiejętnie, że z każdą kolejną stroną coraz lepiej rozumiemy zasady rządzące tym światem.
Druga część monumentalnej „Malazańskiej Księgi Poległych” to znakomita lektura – powieść angażująca, wielowątkowa, poruszająca uniwersalną tematykę, a przy tym zachwycająca kreacją świata przedstawionego. W opinii wielu czytelników jest lepsza niż „Ogrody Księżyca” i choć ja akurat do tej grupy się nie zaliczam, również doceniam jej niezaprzeczalną klasę. „Bramy Domu Umarłych” potrafią poruszyć oraz skłonić do refleksji, przypominając, że literatura fantasy potrafi z powodzeniem podejmować tematy równie ambitne i uniwersalne jak uznawana za bardziej prestiżową literatura głównego nurtu.
Autor: Steven Erikson
Tytuł: Bramy Domu Umarłych
Tytuł oryginału: Deadhouse Gates
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawca: MAG
Data wydania: kwiecień 2021 (wznowienie)
Liczba stron: 816
ISBN: 978-83-6671-213-3











