Filmowe podejścia do przedstawienia postaci
Supermana kończyły się różnie. Najsłynniejszy z tych obrazów, „Superman”
z 1978 roku, zyskał miano filmu kultowego, co więcej wciąż ma w sobie
wiele uroku, jednak trzeba też przyznać, że dzisiejszemu widzowi może
się wydawać już nieco anachroniczny. Na fali jego popularności powstały
kolejne trzy odsłony serii, poza częścią drugą raczej mniej niż bardziej
udane, lecz w ogólnym rozrachunku, coraz gorsze artystycznie.
Odrodzenie miało nastąpić w 2006 roku, kiedy opromieniony nakręceniem
błyskotliwych „X-menów”, Bryan Singer, zainteresował się tematem. Sprawa
zakończyła się jednak co najwyżej przeciętnie. Reżyser nie powtórzył
sukcesu swoich poprzednich komiksowych adaptacji, dając widzowi film
płaski, przegadany i zwyczajnie nudny. Przy kolejnym podejściu
postanowiono sięgnąć po twórcę młodego, jednak posiadającego już pewną
renomę. Postawiono na Zacka Syndera.
Przy „Człowieku ze Stali” założenia były
takie, żeby bohatera uczłowieczyć. Nadać wiarygodności tej raczej
nieprawdopodobnej postaci. Zrobić coś na kształt tego, co osiągnął
Christopher Nolan w swojej trylogii o Batmanie: dać znanemu bohaterowi
nowe życie i pokazać je w taki sposób, by do kina przyciągnąć zarówno
fanów komiksów, jak i tych widzów, którzy spodziewają się rozrywki na
nieco głębszym poziomie. Niestety na chęciach się skończyło.
Już początkowe sceny nie nastrajają zbyt optymistycznie. Oczywiście,
zdaję sobie sprawę, że skoro miało to być ponowne narodzenie legendy, to
trzeba było pokazać jej korzenie, tym niemniej nie da się ukryć, że
taki zabieg raczej nie wyszedł filmowi na korzyść. Sceny dziejące się na
ojczystej planecie naszego bohatera dosyć mocno kontrastują z tymi,
które rozgrywają się na Ziemi. Ponadto mieszkańców Kryptona ubrano w
debilne stroje, przypominające zbroję Xeny, skutecznie utrudniając
widzom odpowiednie wczucie się w historię. Już na wstępie mój zapał
został nieco ostudzony.
Dalej jest gorzej. Jedną z największych wad „Człowieka ze
Stali” jest jego sztampowość. Snyder zapomniał zdaje się, że to
ekranizacja komiksu, a nie tani melodramat. Kelvin Costner, w roli
przybranego ojca Kal-Ela, przebija nawet wujka Bena ze „Spider-Mana”
Sama Raimiego. Niestety nie chodzi tu o aktorski kunszt, lecz o masę
frazesów, które włożono mu do ust. Znowu słyszymy o odpowiedzialności,
gotowości do poświęceń i dojrzałości. Wszystko jest strasznie męczące i
skutecznie zabija zainteresowanie widza.
Niespecjalnie udała się twórcom także sama główna postać. Owszem,
odtwarzający ją Henry Cavill wyjątkowo do roli pasuje, jednak mało może
zdziałać, gdy ogranicza go scenariusz. Masa retrospekcji,
dokumentujących dorastanie Clarka Kenta vel Kal-Ela, miała zapewne w
zamierzeniu pokazać ewolucję bohatera do takiej postaci, jaką chciał ją
widzieć Jonathan Kent, czyli altruistycznego człowieka-bohatera,
niewybijającego się z tłumu i nieepatującego swoimi nadprzyrodzonymi
zdolnościami. Jednak efekt jest odwrotny, spowalnia akcję i nieudolnie
próbuje nadać obrazowi głębię, co się niestety nie udaje, gdyż zamiast
zainteresowania, wzbudza jedynie irytację stopniem łopatologii.
Żeby nie być nieuczciwym, przyznać
trzeba, że sceny akcji poprowadzone i zrealizowane są w sposób
perfekcyjny. W tych momentach naprawdę można wstrzymać oddech i cieszyć
się kunsztem twórców i speców od efektów specjalnych. Jednak gdy w
dwuipółgodzinnym filmie jest ich ledwie parę, nie sposób by przesłoniły
mało udaną pozostałą część całości. A szkoda.
Nadzieje, z którymi udawałem się na ten konkretny seans, zostały
niestety brutalnie spacyfikowane. To co otrzymałem, nie wyróżnia się od
masy innych blockbusterów i jest jedną z mniej ciekawych komiksowych
adaptacji, jakie ostatnimi czasy udało mi się obejrzeć. Manewr, który
tak skutecznie zadziałał przy próbie odświeżeniu filmowego wizerunku
innego giganta ze stajni DC, Batmana, tym razem nieco zawiódł.
Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: David S. Goyer
Zdjęcia: Amir Mokri
Czas trwania: 2 godz. 23 min.
Data premiery: 21 czerwca 2013 (Polska), 10 czerwca 2013 (świat)
(Recenzja dostępna jest także w serwisie Po Przecinku )


