Wznowienia klasycznych powieści to świetna sprawa, bo dzięki nim nowe pokolenia dostają możliwość zapoznania się z książkami, które weszły do kanonu literatury. Jeśli chodzi o pisarstwo Iry Levina, jego najsłynniejszym dziełem jest oczywiście „Dziecko Rosemary”, ale „Żony ze Stepford” nie stoją daleko w tyle. Odświeżenie tej pozycji to znakomity ruch, także ze względu na poruszaną tematykę, która dziś wydaje się wyjątkowo aktualna.
Joanna Eberhart wraz z mężem i dziećmi wprowadza się do małego miasteczka Stepford. Miejsce wydaje się wręcz wyjęte z amerykańskiego snu – jest spokojne, malownicze i schludne. Szybko okazuje się jednak, że ten obraz ma w sobie nutkę fałszu. Tutejsze kobiety to prawdziwe, nierzeczywiste wręcz ideały. Czy za tą fasadą perfekcji kryje się coś mroczniejszego? Joanna będzie musiała się tego dowiedzieć, jeśli chce zachować zdrowe zmysły.
Kim są kobiety w oczach mężczyzn? Czy powinny dostosowywać się do oczekiwań swoich partnerów? To jedna z istotniejszych kwestii poruszanych na kartach „Żon ze Stepford”. Levin podchodzi do tego zagadnienia w sposób przewrotny. Nie mówi niczego wprost, ale pokazuje wykrzywiony obraz rzeczywistości, w którym panowie za zamkniętymi drzwiami Stowarzyszenia Mężczyzn snują podłe, przebiegłe plany. Nietrudno się domyślić, jaka jest ich istota, zwłaszcza jeśli spojrzymy na obraz „idealnego” Stepford, w którym kobiety dbają o dom i o swoich mężów, nie wykazując przy tym żadnych innych ambicji.
Na kartach „Żon ze Stepford” Levin sugeruje, że jest to obraz, jaki chce widzieć w swoich domach większość głów rodzin – żony jako ładne, posłuszne laleczki, które nie tylko utrzymają porządek, ale i bez marudzenia zaspokoją wszystkie potrzeby seksualne swoich partnerów. Czy to prawda? Czy właśnie tak większość mężczyzn postrzega kobiety? Mimo że powieść na pewno trafiła w swoje czasy (bo w latach siedemdziesiątych XX wieku kwestia równouprawnienia kobiet nadal była niezwykle istotna i było o co walczyć), to wydaje się, że jest to wizja, która jednak za bardzo generalizuje. Na pewno efektowniej jest sprzedawać patologiczny obraz jako główną cechę charakteryzującą daną grupę, ale warto pamiętać, że świat po prostu nigdy nie wygląda aż tak czarno-biało.
„Żony ze Stepford” czyta się bardzo szybko. Levin prowadzi fabułę od punktu A do punktu B, nie zbaczając nigdzie po drodze. Taki zabieg dynamizuje tę statyczną w gruncie rzeczy opowieść i pomaga w utrzymaniu uwagi czytelnika. Pod względem konstrukcyjnym powieść wydaje się podobna do starszego o pięć lat „Dziecka Rosemary”. Jesteśmy świadkami rosnącego powoli niepokoju bohaterki i czujemy coraz bardziej zagęszczającą się atmosferę. Powstaje pytanie, czy coś jest nie tak z otaczającym panią Eberhart światem, czy może to ona powoli traci zdrowe zmysły? W bardzo podobnych okolicznościach żyła Rosemary Woodhouse. Mimo to nie sposób mówić o wtórności, bo zabieg po prostu działa – buduje napięcie, atmosferę i poczucie zagrożenia, a są to elementy niezwykle istotne w tej opowieści.
Kilka słów należy się jakości nowego wydania tej klasycznej powieści. Po wzięciu książki do ręki uwagę zwraca przede wszystkim starannie wykonana, stylowa okładka. Jest minimalistyczna, ale zapada w pamięć. Czy zdradza zbyt wiele? Być może, choć wydaje mi się, że i tak większość z czytelników doskonale wie, co znajdzie w środku. Książka mogłaby się co prawda obyć bez Kingowskiej polecajki, ale już trudno – widocznie część osób chętniej po nią sięgnie, jeśli zarekomenduje ją literacka osobistość tak wielkiego kalibru. W środku znajdziemy z kolei czcionkę sensownej wielkości (to plus zwłaszcza dla czytelników po czterdziestce, do których się zresztą zaliczam) i dobrze ustawione interlinie, co sprawia, że czyta się ją bez zmęczenia oczu. Wrażeniu schludności sprzyjają także twarda oprawa, niezbyt duży format oraz lekko chropowata okładka – książka bardzo dobrze leży w dłoni. Tylko tak wydane tytuły mają szansę odciągnąć mnie na dłużej od czytnika e-booków.
Prawie pięćdziesiąt pięć lat po premierze „Żony ze Stepford” nadal mają sporą siłę rażenia. Powieść Iry Levina nie tylko nie trąci myszką, ale nadal prowokuje do dyskusji o konflikcie płci i cenie niezależności. Choć ubrana w szaty literatury rozrywkowej, ma sporo do zaoferowania i jest warta kolejnych wydań, bo także dzisiaj pozostaje po prostu na czasie.
Autor: Ira Levin
Tytuł: Żony ze Stepford
Tytuł oryginału: The Stepford Wives
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Wydawca: Albatros
Data wydania: maj 2026
Liczba stron: 192
ISBN: 978-83-8361-798-5
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 18. 05. 2026).



