piątek, 24 maja 2019

Outcast. Opętanie. Tom 5: Inwazja - Recenzja

Choć „Outcast. Opętanie” nie dorobił się takiego statusu jak inny komiks Roberta Kirkmana, „Żywe Trupy”, to i tak był to do tej pory tytuł warty uwagi. Amerykanin zaprezentował w nim nieszablonowe spojrzenie na temat demonicznego opętania, które okazało się nie do końca tym, czego można się było spodziewać. W czterech poprzednich częściach dostaliśmy sporo pytań, ale stosunkowo mało odpowiedzi. Te zaczynamy poznawać teraz, wraz z premierą kolejnego, podwójnego tomu serii. Czy są satysfakcjonujące? Wydaje się, że tak, ale jak na Kirkmana przystało, nic nie jest do końca przejrzyste.

Kyle, ponownie zjednoczony ze swoją rodziną, musi znaleźć miejsce, w którym wszyscy będą bezpieczni przed coraz tłumniej przybywającymi do Rome demonami. Po długich poszukiwaniach cała grupa osiada na pewnej opuszczonej farmie. Miejsce ich pobytu próbują zlokalizować wrogowie, którzy na szczęście nie dysponują jeszcze na tyle dużymi siłami, by przyspieszyć ten proces. A czas jest istotny – nadchodzi, wciąż dość enigmatyczne, „Wielkie Scalenie”, do którego za wszelką scenę dążą antagoniści. Mimo nieznanej natury tego wydarzenia Kyle czuje, że zapobieżenie mu będzie kluczowe dla dalszego życia jego rodziny i przyjaciół.

Jedną z najciekawszych postaci poprzednich tomów był główny antagonista, niejaki Sidney. Jego zniknięcie z areny wydarzeń wydaje się być dość ryzykownym krokiem ze strony Kirkmana, postać ta zaczęła bowiem zyskiwać drugie oblicze i mimo tego, że nadal była zła, dostrzegało się w niej pewną frapującą niejednoznaczność. W „Inwazji” na jego miejsce zjawia się niejaki Rowland. Nie jest to ktoś równie charyzmatyczny jak Sidney, ale też intryguje. Podobać może się na przykład pokazanie kontrastu widocznego w postawie mężczyzny gdy rozmawia ze swoją rodziną i w momentach, gdy rozstawia po kątach podwładnych. To dwie zupełnie różne twarze, obie wypadają naprawdę przekonująco i wiarygodnie.

Piąty tom „Outcast” wyróżnia się tym, że scenarzysta zdecydował się w końcu udzielić nam bliższych informacji na temat tajemniczych bytów najeżdżających naszą rzeczywistość. Trudno powiedzieć czy są one do końca satysfakcjonujące – Kirkman poszedł dość oczywistym tropem, wedle którego przybysze pochodzą z wymiaru obok, a do naszego przyciąga ich pragnienie cielesności, którego nie mogą doświadczyć u siebie. Dwie energie – pozytywna i negatywna – toczyły tam wyniszczającą wojnę, która obecnie przenosi się powoli na Ziemię. Choć nie brzmi to szczególnie oszałamiająco, to z drugiej strony nie przyprawia też o ból zębów. Ja jestem w stanie przyjąć takie wyjaśnienie i myślę, że większość czytelników także nie będzie miała z tym problemów.

Odsłonięcie kart powoduje automatycznie odarcie fabuły z kilku tajemnic. Była to jednak rzecz nieunikniona. Istotne jest to, czy Kirkman daje nam w to miejsce coś równie interesującego? Wydaje mi się, że Amerykanin nie do końca poradził sobie z tym wyzwaniem, fabuła „Inwazji” jest bowiem dość monotonna i skupia się w znacznej mierze na przygotowaniach do konfrontacji między obiema wrogimi grupami. Po znakomitym zamknięciu poprzedniego tomu tutaj akcja wyraźnie przyhamowała, a nowe wątki są mniej emocjonujące. Gdy jednak przejdziemy nad tym do porządku dziennego, okaże się, że spowolnienie tempa pozwoliło na większe skupienie się na bohaterach, i to akurat stanowi zaletę omawianego tomu. Mamy okazję bliżej przyjrzeć się relacjom panującym między Kyle’em i innymi bohaterami – widać w nich pewne napięcia, co jest nieuniknione, gdy spora grupa osób przebywa na ograniczonej powierzchni. Tutaj autor stanął na wysokości zadania, ale to żadne zaskoczenie – Kirkman potrafi pisać wątki obyczajowe, co wiadomo nie od dzisiaj.

Czy można powiedzieć coś nowego o rysunkach do kolejnego albumu „Outcast. Opętanie”, skoro od samego początku odpowiada za nie ten sam artysta, który w dodatku cały czas utrzymuje równą, wysoką formę? No niespecjalnie. Ograniczę się więc do stwierdzenia, że także w „Inwazji” Paul Azaceta prezentuje powszechnie znane walory – rysuje sugestywnie i mrocznie, a to idealnie pasuje do charakteru literackiej warstwy całości.

Kto nie był przekonany do „Outcast” wcześniej, tego piąty tom z pewnością nie skłoni do zmiany zdania. Klimat pozostał bowiem ten sam – to ponury świat, a bohaterowie muszą walczyć, by móc zobaczyć światełko w tunelu i dać swoim bliskim nadzieję na szczęśliwe życie w przyszłości. A co z czytelnikami, którym seria od początku przypadła do gustu? Oni nie powinni być rozczarowani, bo mimo kosmetycznych zmian w kilku kwestiach dotyczących konstrukcji opowieści, to wciąż ten sam, dość intrygujący komiks.

Tytuł: Inwazja
Seria: Outcast
Tom: 5
Scenariusz: Robert Kirkman
Rysunki: Paul Azaceta
Kolory: Elizabeth Breitweiser
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Outcast Vol. 5 & 6
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: kwiecień 2019
Liczba stron: 248
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-65938-34-3

(recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza