środa, 16 stycznia 2019

Royal City. Tom 1: Krewni - Recenzja

Jeff Lemire awansował ostatnimi czasy do grona moich ulubionych scenarzystów komiksowych. Kiedy biorę się za coś, co napisał, okazuje się, że jest to rzecz przynajmniej bardzo dobra. Kto wie, może kiedyś ta passa się zakończy (w sumie raczej na pewno – nic, co dobre, nie trwa wszak wiecznie), na razie jednak lektura komiksów Lemire'a to dla mnie wielka frajda. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku „Royal City”, który trafił do Polski dzięki Non Stop Comics (swoją drogą – chwała im za tak dużą eksplorację oferty Image Comics). Jest to co prawda opowieść specyficzna, ale tych czytelników, którzy się w nią wkręcą, oczaruje bez reszty.

Pogrążony w kryzysie twórczym pisarz powraca do rodzinnego miasteczka. Okazja do ponownego spotkania z rodziną nie jest jednak zbyt wesoła – ojciec twórcy przeszedł zawał serca i przebywa w śpiączce w miejscowym szpitalu. Ta smutna okoliczność staje się pretekstem do ponownego spotkania całej rodziny. Jej członkom niełatwo wykrzesać z siebie pozytywne uczucia – każdy jest przytłoczony własnymi problemami, co sprawia, że szybko odżywają stare spory, otwierają się tylko pozornie zabliźnione rany. Ponadto nad rodziną wciąż unosi się widmo dawnej tragedii – kilkanaście lat temu jedno z rodzeństwa zginęło w wypadku i od tego czasu nikt tak naprawdę sobie z tą sytuacją nie poradził.

Mimo że „Royal City” w znacznej mierze jest dramatem obyczajowym, nie da się powiedzieć, by było to komiks w jakimkolwiek stopniu ciężki. Wręcz przeciwnie – mimo fabuły bardzo mocno naznaczonej motywem straty lektura jest zaskakująco lekka i przyjemna. Owa lekkość wcale nie wynika z jakichś prób przedstawienia poważnych zagadnień z przymrużeniem oka, w sposób komediowy. Nie, nie jest to trywializowanie prozy życia poprzez śmiech, po prostu Lemire pisze o wszystkim tak naturalnie, płynnie i z dużym wyczuciem, że nawet w najdziwniejszych bądź najsmutniejszych scenach w tym komiksie znajdziemy coś, czasem mały szczegół, który potrafi zbudować, podnieść na duchu i dać ukojenie (głównie bohaterom, ale co za tym idzie – także czytelnikom).

Podstawową zaletą komiksów Lemire'a (mowa o pisarskiej części jego pracy przy historiach obrazkowych) jest bez dwóch zdań świetne prowadzenie bohaterów. Nader często kolejni protagoniści to ludzie z krwi i kości, których dramaty, rozterki i przeżycia są ze wszech miar wiarygodne i chwytają za serce. A w gruncie rzeczy to o to w tym wszystkim chodzi, czyż nie? Zainteresowanie czytelnika losami wymyślonych postaci to absolutna podstawa i jeden z podstawowych wymogów, by o danym dziele mówić w pozytywach. Amerykanin zaś robi to (przynajmniej w autorskich seriach) doprawdy znakomicie – karty „Royal City” zaludniają bohaterowie na pozór zwyczajni, przytłoczeni życiem i kolejnymi przeciwnościami losu, ale każdy z nich jest ze wszach miar warty uwagi.

Choć „Royal City” jest w znacznej mierze opowieścią obyczajową, znalazło się tu miejsce także dla elementu fantastycznego. Nie mam do takiego zabiegu zbyt wielu zastrzeżeń, jednak mieszanie gatunków, zwłaszcza gdy wydaje się, że całość powinna być jednolita stylistycznie, psuje ogólne wrażenie. A jak ma się rzecz w przypadku dzieła Lemire'a? Nadprzyrodzony motyw jest na szczęście integralną częścią historii – motyw ducha (bez obaw, to nie spoiler) stanowi spoiwo dla wątków poszczególnych członków rodziny Pike'ów, dając im wspólny mianownik i pozwalając na dokonanie porównania wyborów kolejnych bohaterów. Ponadto ten, wydawałoby się niepasujący, element doskonale uzupełnia ogólny obraz tego komiksu, sprawiając, że staje się po prostu bardziej kompletny.

Ilustracje to także dzieło samego Lemire'a, który stanął tu na wysokości zadania. Jeśli macie ogólne pojęcie na temat tego, w jaki sposób Kanadyjczyk rysuje, nie będziecie specjalnie zaskoczeni zaprezentowanym tu stylem. To po prostu typowy Lemire – jest prosto, miło dla oka, bez większego realizmu, ale też bez męczących wycieczek w umowność. Rysunki często są nieco rozmyte (szczególnie tła – czyżby akwarele?) i przynoszą, mimo dość przyziemnego charakteru scenariusza, lekki oniryzm. To naprawdę ciekawe połączenie, dzięki czemu całość ogląda się z dużą przyjemnością.

Jak zatem prezentuje się nowa na polskim rynku seria Jeffa Lemire'a? Najlepszym słowem ją opisującym będzie z pewnością „wyborna”. Autorowi udało się stworzyć niezwykle emocjonalną fabułę, która potrafi zaangażować czytelnika od samego początku i nie zrazić go żadnymi banalnymi rozwiązaniami ani uproszczeniami. Mimo poruszania się w dość ogranej, małomiasteczkowej scenerii Lemire wykrzesał z tej, na pozór prościutkiej, opowieści naprawdę wiele. Z niecierpliwością czekam na kontynuację tego nietuzinkowego komiksu, bo na tę chwile jest to bez wątpienia jedna z najlepszych serii, które miałem okazję czytać w 2018 roku.

Tytuł: Krewni
Seria: Royal City
Tom: 1
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Jeff Lemire
Tłumaczenie: Bartosz Sztybor
Tytuł oryginału: Royal City Vol. 1 – Next of Kin
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: grudzień 2018
Liczba stron: 160
Oprawa: miękka
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-8110-638-2

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza