niedziela, 7 sierpnia 2016

Batman: Mroczny Rycerz Kontratakuje - Recenzja

Zadanie od samego początku było dosyć karkołomne. Z czym bowiem mamy do czynienia? Z kontynuacją Powrotu Mrocznego Rycerza, powieści graficznej, która wraz ze Strażnikami zatrzęsła popkulturą, wchodząc z miejsca do kanonu komiksu. Czy jest w ogóle sens ruszać temat, ryzykując tym samym szarganie świętości? Frank Miller uznał, że tak i 15 lat po premierze części pierwszej, ukazała się jej kontynuacja. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że najczęstszą reakcją na Mroczny Rycerz Kontratakuje od samego początku była miażdżąca krytyka. Czy uzasadniona? Prawda jak zawsze leży pośrodku – są w tym komiksie elementy, które mają prawo drażnić, ale znajdziemy tu także kilka znaczących zalet. 

Mijają trzy lata od zainscenizowanej śmierci Batmana. Świat stał się w tym czasie wyjątkowo nieprzyjaznym miejscem – do władzy doszli niegodziwcy, a mająca na celu przypudrowanie rzeczywistości medialna papka, dociera wszędzie, kształtując otaczający świat i ogłupiając masy. Superbohaterowie zostali zmuszeni do zawieszenia działalności. Niektórzy są zastraszeni, inni trafili do niewoli. Ich dziedzictwo zostało praktycznie zapomniane, a spora część ludzi traktuje opowieści o nich jak legendy. Ostatnim aktywnym herosem wydaje się być Bruce Wayne, który powoli dojrzewa do decyzji o powtórnym wkroczeniu na scenę. Świat wyraźnie potrzebuje kogoś, kto skieruje go ponownie na właściwe tory. 

Najmocniejsza strona omawianego tytułu to prawdopodobnie scenariusz autorstwa Franka Millera. Oczywiście, w konfrontacji z DKR nie jest on już tak orzeźwiający jak powinien, tym niemniej wciąż widać tu całą masę dobrych pomysłów. Na pierwszy ogień weźmy ponowne wykorzystanie idei z przerywnikami stylizowanymi na środki masowego przekazu. Wejście do tej samej rzeki przyniosło nadspodziewanie dobre efekty – tym razem w scenkach z mediami, zgodnie z regułą sequeli, znaleźć można jeszcze więcej degrengolady i dziwnych pomysłów, które na pierwszy rzut oka wydają się być absolutnie nierealne (choćby „Nagie Wieści”), ale w konfrontacji z faktycznym obrazem mediów, skłaniają czytelnika do zastanowienia się, czy to całe przerysowanie jest aż takie dalekie od prawdy, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Szczera odpowiedź może być nieco niepokojąca. 

Główną osią fabuły jest planowana przez Batmana rewolucja superbohaterów. W pomyśle drzemał niemały potencjał i trzeba przyznać, że został on w dużej mierze wykorzystany. Przedstawiona historia jest wielowątkowa, niebanalna i interesująca. Akcja praktycznie cały czas prze do przodu, a intensywność zdarzeń jest bardzo duża. Miller w żadnym razie nie zatracił umiejętności pisania, kolejne sceny potrafią przyciągnąć uwagę odbiorcy nietuzinkowymi pomysłami i ciekawą interpretacją klasycznych postaci.

Miller skupia się na różnych bohaterach, co daje zarazem możliwość szerszego wglądu w świat przedstawiony. Pojawia się tu cała plejada herosów. Kogóż tu nie ma? Green Arrow, Hal Jordan, Ray Palmer, Barry Allen. A to jeszcze nie wszyscy. Po raz kolejny pojawia się też Superman, i podobnie jak miało to miejsce w Powrocie Mrocznego Rycerza, musi on stanąć naprzeciwko Batmana. Czytelnik szybko dowiaduje się jakie okoliczności zmusiły Człowieka ze Stali do biernego wykonywania poleceń władz. W interpretacji Millera jest to bohater tragiczny, który musi działać, biorąc pod uwagę, że każdy jego krok jest analizowany i może stać się pretekstem do eksterminacji milionów istnień. Życie z podobnym ciężarem nie jest łatwe, zmusza też Kal-Ela do tego, do czego nie przywykł – lawirowania i wyboru mniejszego zła.

Nieco zaskakującym jest fakt, że jak na tytuł o Batmanie, tak mało tu samego Batmana. Zazwyczaj steruje on wydarzeniami z tylnego siedzenia, posyłając do boju młodych pomocników, samemu pozostając w cieniu. Z jednej strony nie ma w tym nic dziwnego, wszak jest to już postać w sile wieku i niebędąca w pełni sił fizycznych, jednak z drugiej, jest to zabieg lekko rozczarowujący. W natłoku bohaterów zabrakło poświęcenia większej uwagi temu najistotniejszemu. Warto jednak zaznaczyć, że ten manewr pozwolił też na klarowne wyjaśnienie tego, gdzie podziali się inni trykociarze. A ci, gdy już odzyskali swobodę działania, skutecznie przykuli uwagę scenarzysty, i co za tym idzie, także czytelników. 

Najbardziej kontrowersyjny element komiksu Mroczny Rycerz Kontratakuje to rzecz jasna rysunki i kolorystyka. Frank Miller poszedł tu po całości, serwując odbiorcom ilustracje, do których bardzo pasuje określenie „karykaturalne”. Postacie są kanciaste, mają dziwne proporcje, sprawiają też wrażenie narysowanych wyjątkowo niechlujnie. Co kierowało artystą przy tworzeniu tych prac? Ciężko powiedzieć. Być może była to chęć przeprowadzenia śmiałego eksperymentu, dzięki któremu Miller mógłby być ponownie okrzyknięty jako wizjoner. Mogła to również być chęć udowodnienia, że nie odcina kuponów od własnej twórczości i próbuje iść nowymi ścieżkami. Nie da się jednak zaprzeczyć, że efekt końcowy jest wyjątkowo pokraczny. Niektóre z ilustracji się bronią, mają pewien urok, ale jest ich zdecydowana mniejszość. W skali całego albumu, warstwa graficzna męczy oczy i odciąga uwagę czytelnika od interesującej historii. 

Mroczny Rycerz Kontratakuje jawi się w ostatecznym rozrachunku jako tytuł bardzo niedoceniony, przytłoczony fatalną warstwą graficzną. Gdyby rysunki były bardziej konwencjonalne, tytuł prawdopodobnie zebrałby o wiele mniej miażdżących recenzji. W przypadku powieści graficznej ważne jest jednak odpowiednie zbilansowanie wszystkich tworzących całość elementów – tutaj tego zabrakło, a równowaga została ewidentnie zachwiana. Jestem jednak zdania, że wciąż jest to tytuł przynajmniej dobry i na pewno warto mu dać szansę. Opłaca się przedrzeć przez graficzne wybryki Millera, bo sama opowieść może przynieść czytelnikowi sporo frajdy. 

7/10

Autor: Frank Miller
Tytuł: Batman - Mroczny Rycerz Kontratakuje
Tytuł oryginału: Batman - The Dark Knight Strikes Again
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Data wydania: lipiec 2016
Liczba stron: 256
ISBN: 978-83-281-1803-4

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz