piątek, 25 grudnia 2015

Batman: Mroczny Rycerz Tom 3: Szalony - Recenzja

Dwa pierwsze wydania zbiorcze Mrocznego Rycerza nie pozostawiły po sobie najlepszego wrażenia. Zawodził zwłaszcza tom pierwszy, który postawił wyłącznie na akcję, zupełnie zapominając o wszystkich innych elementach, za które kochamy Batmana. Ten napakowany testosteronem styl został nieco stonowany w drugiej odsłonie nowej edycji tytułu, Spirali Przemocy. Zmieniono scenarzystę, co przyniosło wymierne efekty. Efekty pracy Grega Hurwitza co prawda wciąż nie były w pełni zadowalające, lecz rokowały całkiem dobrze na przyszłość. Szalony to trzecia odsłona cyklu i to w niej wszystko miało ostatecznie wrócić na właściwe tory. Okazuje się jednak, że to wcale nie jest takie łatwe, jak mogłoby się wydawać.

Mroczny Rycerz jest tytułem, który nacisk kładzie na nieco inne elementy niż wydawane równolegle tytuły z Nietoperzem w roli głównej. Tutaj uwaga twórców miała skupiać się bardziej na złoczyńcach i mrocznym klimacie całości. W pierwszym tomie, zbierającym w całość poszczególne zeszyty, głównym przeciwnikiem Batmana był Bane, drugi skupił się na postaci Jonathana Crane’a, a tym razem na scenę wkracza Szalony Kapelusznik. Jak to często z tym konkretnym złoczyńcą bywa, chce on uzyskać kontrolę nad umysłami ludzi, w tym też celu wprowadza w życie plan, porywa ludzi i przygotowuje grunt do wielkiego, szalonego występu. Powstrzymać może go tylko jeden człowiek. Zgadnijcie który…

Scenarzystą po raz kolejny jest Gregg Hurwitz. Najwidoczniej osoby odpowiedzialne za kierunek rozwoju Mrocznego Rycerza zadecydowały, że w Spirali Przemocy wykonał on na tyle dobrą robotę, że warto postawić na niego jeszcze raz. Na tapetę wzięty został kolejny złoczyńca z niezwykle w te indywidua bogatego świata Batmana – Szalony Kapelusznik. Po raz kolejny także zaserwowany nam został origin danego łotra. W przypadku Scarecrow’a nie wyszło to specjalnie przekonująco, a tym razem jest tylko trochę lepiej. Mad Hatter zawsze był kimś budzącym na poły politowanie, na poły strach, Hurwitz zaś zrobił z niego zabijającego z błahych powodów psychopatę. I choć nie wydaje się, by był to krok trafiony, to jednak można znaleźć tu elementy udane, jak np. kwestię zmiany osobowości młodego Tetcha spowodowaną medykamentami. Bohater musi zadecydować, czy warto ryzykować i podjąć ryzykowną kurację farmaceutyczną, która może ingerować w osobowość, czy pozostać na zawsze niskim, budzącym zażenowanie, sfrustrowanym człowieczkiem.

Niestety, trzecia odsłona Mrocznego Rycerza zawodzi przede wszystkim na płaszczyźnie fabularnej. Przedstawiona historia jest wyjątkowo banalna, akcja zmierza do finału w mocno przewidywalny sposób, zbyt łatwo i szybko też nadchodzi konkluzja. Na kartach Szalonego możemy tez śledzić historię miłości Bruce’a do pewnej kobiety. Podobne wątki bardzo rzadko wychodzą poza schemat, ta zaprezentowana czytelnikowi tym razem, niestety, nie jest wyjątkiem. Zmierza do konkretnego finału i toczy się w taki sposób, w jaki przewidzi to większość czytelników, zwłaszcza tych, dla których kontakt z dziełem Hurwitza nie będzie jedną z pierwszych wizyt w Gotham. 

Warstwą ilustracyjną Szalonego zajmowali się dwaj rysownicy. Prace do większej części tomu wykonał Ethan van Sciver, a w dwóch numerach zastąpił go Szymon Kudrański. Sytuacja, trzeba przyznać, raczej nietypowa – po kilku albumach rysowanych przez tego pierwszego artystę, Kudrański ilustrował jeden zeszyt, bezpośrednio poprzedzający finał, a później kolejny, już niepowiązany z główną historią. Van Sciver prawdopodobnie nie wyrobił się z terminami, co może budzić pewne zaskoczenie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak uporządkowany musi być harmonogram komiksowego ilustratora. Przechodząc jednak do sedna – ilustracje van Scivera to bardzo dobra, rzemieślnicza robota, postacie rysowane są ze sporą dbałością o szczegóły, ponadto kolejne sceny są także umiarkowane kolorystycznie, raczej stonowane i bez większych ekstrawagancji, co pasuje do fabuły. Uwagę zwracają jednak sceny, w których artysta popisał się świetnym kadrowaniem. Pierwsza wykorzystuje motyw klawiszy fortepianowych, by świetnie wizualnie przedstawić moment rozstania Bruce’a z jego ukochaną, druga ilustruje decyzję Jervisa Tetcha o tym, czy zacząć brać medykamenty –  tutaj uwagę zwraca spory ładunek emocjonalny, uczłowieczający tego konkretnego złoczyńcę. 

Trzecia zbiorcza odsłona Mrocznego Rycerza, mimo pewnego potencjału, w znacznej mierze zawodzi. Cała seria zresztą, od samego jej początku, nie spełnia pokładanych w niej nadziei. Dużo ciekawiej, co było dosyć łatwe do przewidzenia, prezentuje się Batman, w którym wciąż trwa run Scotta Snydera. To tam widać jakość i świeżość, której zabrakło najpierw Davidowi Finchowi, a teraz Greggowi Hurwitzowi. Nie zmienia to wszystko faktu, że dobrze mieć wybór, a fani Nietoperza i tak postawią Szalonego na półce. Na mojej stoi tuż obok Nocnej Trwogi i Spirali Przemocy

5/10

Tytuł: Batman Mroczny Rycerz Tom 3: Szalony
Tytuł oryginału: Batman The Dark Knight Volume 3: Mad
Autorzy: Gregg Hurwitz (scenariusz), Ethan van Sciver, Szymon Kudrański (rysunki)
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont
Data wydania: listopad 2015
Liczba stron: 176
ISBN: 978-83-281-1602-3

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://szortal.com i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

14 komentarzy:

  1. A co to? Nawet w święta nie próżnujesz? Niestety, Batman to też nie moja bajka, ale recenzja ładna. Wesołych Świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wedle ostatniej tradycji piątek to recenzja. Nie mogłem przegapić. Kiedyś pewnie jeszcze będzie czas posuchy, ale póki jest co wrzucać, wrzucam. :)
      Również i Tobie wszystkiego dobrego świątecznie!

      Usuń
  2. Marku, dzisiaj tradycja dała w łeb. Nie ma recenzji. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku, dużo przeczytanych książek, obejrzanych filmów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, przegapiłem jakoś rano (choć nie z powodu sylwestrowych szaleństw, bo wczoraj siedziałem w domu z żoną i dzieckiem, mam na to świadków! :) ). Może jutro się uda? Jedna rzecz jest do wrzucenia na pewno...

      Takoż i Tobie - wszystkiego dobrego noworocznie! Żeby wybierane rzeczy do przeczytania i obejrzenia jak najczęściej trafiały w gusta.

      Usuń
  3. Wybacz, że spamuję, ale otagowałam Cię w LBA na moim blogu
    http://dywagacjenadherbata.blogspot.com/2016/01/lba.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Obejrzyj ,,Dziecko Rosemary",Agnieszki Holland, bo jestem ciekawa twojej opinii. A może już oglądałeś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, jeszcze nie oglądałem. I chwilę może mi to, powiem szczerze, zająć. Pierwsza ekranizacja powieści Levina to jeden z moich ulubionych horrorów, obawiam się, że druga może nie sprostać moim oczekiwaniom. A obawy rosną, gdy widzę średnią ocenę tego mini-serialu na portalach filmowych...

      Usuń
  5. Rzeczywiście pierwsza wersja jest niepowtarzalna, nie ukrywam, że niesamowicie dobra. Nie wiem, o jakim miniserialu myślisz, bo ja obejrzałam film, wersja bardzo współczesna, ocena średnia, nie powala na kolana. Bardziej kojarzy mi się z Adwokatem Diabła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi mi o ten tytuł - http://www.imdb.com/title/tt3087752/?ref_=nv_sr_4

      Usuń
  6. To ja mam ekspertowi mówić, gdzie szukać filmu? wpisz cda dziecko rosemary. i skasuj, proszę, ten komentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wyznacznikiem tego czy film istnieje jest imdb, a wedle nich "Dziecko Rosemary" jest dostępne w dwóch wersjach: starej i tej zlinkowanej powyżej. ;)

      Usuń
  7. Miłego oglądania; wybacz, ale, jestem w tym taka bystra, że nie wiem o czym piszesz. tylko się ze mnie nie śmiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że tak czy siak, chodzi nam o ten sam tytuł. ;)

      Usuń