czwartek, 17 kwietnia 2014

Orson Scott Card "Złodziej Wrót" - Recenzja



Z czego Card jest najbardziej znany, wie każdy. Jednak flagowy cykl autora, to nie jedyna rzecz warta uwagi w jego bogatej bibliografii. Ostatnimi czasy chociażby, mieliśmy okazję zetknąć się z ciekawym miksem sci-fi i fantasy, pod postacią „Tropiciela” i kontynuujących je „Ruin”; ponadto w ręce czytelnika wpadły błyskotliwe „Zaginione Wrota”, rzecz nieco bardziej młodzieżowa, śmiało jednak flirtująca z poważniejszą tematyką. Z lekkim poślizgiem, gdyż prace nad powieścią się nieco wydłużyły, otrzymujemy oto jej kontynuację. 

Danny North należy do prastarej rodziny magów. Jego moc to tworzenie wrót, dzięki którym może nie tylko błyskawicznie przemieszczać się z miejsca na miejsce, ale także przejść na Westil, świat, z którego pochodzą ziemscy magowie. Po walce, jaką Danny stoczył z westilańskim magiem wrót, chłopak stara się być bardziej ostrożny. Wiedząc, że stał się obiektem polowania ze strony rodzin magów, rozpoczyna naukę w szkole, zyskując tym samym dobry kamuflaż. Tam znajduje także przyjaciół, których wtajemnicza w sytuację. Ta jednak znacząco się komplikuje, gdy na jaw wychodzi, że obu światom zagraża niebezpieczeństwo znacznie starsze i bardziej złowrogie, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrażać.

Jak to najczęściej w przypadku Carda bywa, jednym z największych atutów książki jest umiejętne prowadzenie bohaterów dziecięcych. Danny North to w końcu nastolatek i ma typowe dla tego wieku problemy. Autor przedstawił je w taki sposób, jakby sam je aktualnie przeżywał. Borykającego się ze swoją „boskością” bohatera wyzwania czekają nie tylko na arenie międzyświatowej, ale też na uczuciowej. Ta nastolatka, czy inna? To jest dylemat… Zabieg ten jest o tyle dobry, że uwiarygodnia postać Northa i stawia ją naprzeciwko tej samej codzienności, z którą muszą się borykać adresaci powieści.

Oprócz Danny’ego jest tu jednak więcej bohaterów, na których warto zwrócić uwagę. Ponownie, jako wyjątkowo ciekawa postać, jawi się Klucha, mag wrót z Westilu. Jego głównym atutem jest niejednoznaczność. Niby popełniał w przeszłości podłe czyny, ale nie można go też określić jako postaci negatywnej. Na kartach powieści widzimy go, starającego się naprawić niektóre ze swoich błędów, jednak tym razem nie możemy ocenić go tylko pozytywnie. Drzemie w nim pierwiastek podłości, który rzutuje na obraz całości. Świetnie rozpisana postać.

Bohaterowie zostali tym razem wrzuceni w środek sytuacji nieco bardziej skomplikowanej niż poprzednio. Nie dosyć bowiem, że rodziny magów rywalizują ze sobą o to, która z nich pierwsza stawi się na Westilu i uzyska przewagę nad pozostałymi, to pojawiło się nowe zagrożenie - tzw. magowie Bela, przybywający z jeszcze innego świata antagoniści, prowadzeni przez najgorszego z nich. Trudno się oprzeć wrażeniu, że Card w tym momencie nieco przedobrzył. Chcąc prawdopodobnie uatrakcyjnić fabułę i zwiększyć stopień jej skomplikowania, zagmatwał opowiadaną przez siebie historię. Wątek wydaje się być bardzo wydumany i wrzucony w powieść na siłę. Już sama historia zderzenia dwóch światów, choć w żaden sposób nie jest ona nowatorska, stanowiła jeden z większych atutów powieści, niestety wrażenie to zostało kompletnie rozmyte przez to nowe zagrożenie.

Pozostaje żałować, że autor nie rozwinął wątku walki o władzę w wykonaniu rodzin. Przedstawienie konfliktu na skalę światową, intrygi, wojna. I jednoczesne zajęcie się sytuacją na Westilu, przygotowanie gruntu pod końcową konfrontację. Ten kierunek, mnie przynajmniej, wydawał się być bardziej odpowiedni. Cóż, to nie ja jestem jednak bestsellerowym autorem.

„Złodziej Wrót” to w ostatecznym rozrachunku powieść, do której jak ulał pasuje określenie „Lepsze wrogiem dobrego”. Kosztem uatrakcyjnienia fabuły, Card stracił lekki i młodzieżowy klimat pierwszego tomu. Mimo wszystko jednak, nie jest to powieść zła. Czyta się ją bardzo płynnie, a i wciąż można się w niej natknąć na kilka interesujących refleksji, np. na temat odpowiedzialności za swoje czyny. Warto po nią sięgnąć, jednak trzeba mieć na uwadze, że spod pióra Orsona Scotta Carda wychodziły już dużo lepsze książki.

6/10

Autor: Orson Scott Card
Tytuł: Złodziej Wrót
Tytuł oryginału: The Gate Thief
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 20. 03. 2014
Liczba stron: 437
ISBN: 978-83-7839-723-6

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem http://szortal.com/ i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK )

4 komentarze:

  1. Niestety nie zainteresowała mnie ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie tez podeszła mniej niż poprzedni tom. W końcu trafiłem na nieco gorszego Carda, ale co tu się dziwić. Każdy autor ma gorsze i lepsze fragmenty w swojej karierze.

      Usuń
  2. Liczyłem na inne zakończenie. Ostatnie rozdziały masakrują całą serię :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Liczyłem na inne zakończenie. Ostatnie rozdziały masakrują całą serię :(

    OdpowiedzUsuń