piątek, 19 lipca 2013

Człowiek ze Stali (reż. Zack Snyder) - Recenzja



Filmowe podejścia do przedstawienia postaci Supermana kończyły się różnie. Najsłynniejszy z tych obrazów, „Superman” z 1978 roku, zyskał miano filmu kultowego, co więcej wciąż ma w sobie wiele uroku, jednak trzeba też przyznać, że dzisiejszemu widzowi może się wydawać już nieco anachroniczny. Na fali jego popularności powstały kolejne trzy odsłony serii, poza częścią drugą raczej mniej niż bardziej udane, lecz w ogólnym rozrachunku, coraz gorsze artystycznie. Odrodzenie miało nastąpić w 2006 roku, kiedy opromieniony nakręceniem błyskotliwych „X-menów”, Bryan Singer, zainteresował się tematem. Sprawa zakończyła się jednak co najwyżej przeciętnie. Reżyser nie powtórzył sukcesu swoich poprzednich komiksowych adaptacji, dając widzowi film płaski, przegadany i zwyczajnie nudny. Przy kolejnym podejściu postanowiono sięgnąć po twórcę młodego, jednak posiadającego już pewną renomę. Postawiono na Zacka Syndera. 

Przy „Człowieku ze Stali” założenia były takie, żeby bohatera uczłowieczyć. Nadać wiarygodności tej raczej nieprawdopodobnej postaci. Zrobić coś na kształt tego, co osiągnął Christopher Nolan w swojej trylogii o Batmanie: dać znanemu bohaterowi nowe życie i pokazać je w taki sposób, by do kina przyciągnąć zarówno fanów komiksów, jak i tych widzów, którzy spodziewają się rozrywki na nieco głębszym poziomie. Niestety na chęciach się skończyło.

Już początkowe sceny nie nastrajają zbyt optymistycznie. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że skoro miało to być ponowne narodzenie legendy, to trzeba było pokazać jej korzenie, tym niemniej nie da się ukryć, że taki zabieg raczej nie wyszedł filmowi na korzyść. Sceny dziejące się na ojczystej planecie naszego bohatera dosyć mocno kontrastują z tymi, które rozgrywają się na Ziemi. Ponadto mieszkańców Kryptona ubrano w debilne stroje, przypominające zbroję Xeny, skutecznie utrudniając widzom odpowiednie wczucie się w historię. Już na wstępie mój zapał został nieco ostudzony.


 Co gorsza im dalej w las, tym paradoksalnie coraz mniej drzew. Jedną z największych wad „Człowieka ze Stali” jest jego sztampowość. Snyder zapomniał zdaje się, że to ekranizacja komiksu, a nie tani melodramat. Kelvin Costner, w roli przybranego ojca Kal-Ela, przebija nawet wujka Bena ze „Spider-Mana” Sama Raimiego. Niestety nie chodzi tu o aktorski kunszt, lecz o masę frazesów, które włożono mu do ust. Znowu słyszymy o odpowiedzialności, gotowości do poświęceń i dojrzałości. Wszystko jest strasznie męczące i skutecznie zabija zainteresowanie widza.

Niespecjalnie udała się twórcom także sama główna postać. Owszem, odtwarzający ją Henry Cavill wyjątkowo do roli pasuje, jednak mało może zdziałać, gdy ogranicza go scenariusz. Masa retrospekcji, dokumentujących dorastanie Clarka Kenta vel Kal-Ela, miała zapewne w zamierzeniu pokazać ewolucję bohatera do takiej postaci, jaką chciał ją widzieć Jonathan Kent, czyli altruistycznego człowieka-bohatera, niewybijającego się z tłumu i nieepatującego swoimi nadprzyrodzonymi zdolnościami. Jednak efekt jest odwrotny, spowalnia akcję i nieudolnie próbuje nadać obrazowi głębię, co się niestety nie udaje, gdyż zamiast zainteresowania, wzbudza jedynie irytację stopniem łopatologii.

Żeby nie być nieuczciwym, przyznać trzeba, że sceny akcji poprowadzone i zrealizowane są w sposób perfekcyjny. W tych momentach naprawdę można wstrzymać oddech i cieszyć się kunsztem twórców i speców od efektów specjalnych. Jednak gdy w dwuipółgodzinnym filmie jest ich ledwie parę, nie sposób by przesłoniły mało udaną pozostałą część całości. A szkoda.

Nadzieje, z którymi udawałem się na ten konkretny seans, zostały niestety brutalnie spacyfikowane. To co otrzymałem, nie wyróżnia się od masy innych blockbusterów i jest jedną z mniej ciekawych komiksowych adaptacji, jakie ostatnimi czasy udało mi się obejrzeć. Manewr, który tak skutecznie zadziałał przy próbie odświeżeniu filmowego wizerunku innego giganta ze stajni DC, Batmana, tym razem zawiódł.

4/10

Reżyseria: Zack Snyder
Scenariusz: David S. Goyer
Zdjęcia: Amir Mokri
Czas trwania: 2 godz. 23 min.
Data premiery: 21 czerwca 2013 (Polska), 10 czerwca 2013 (świat)

(Recenzja dostępna jest także w serwisie Po Przecinku )



16 komentarzy:

  1. Oj słabo, ale tego właśnie się spodziewałam. Tym razem kino słusznie darowane, ale już niedługo "Wolverine" i oby tym razem było warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Też ostrzę zęby na "Wolverine'a", tylko troszkę mnie niepokoi ta Japonia. Nie przepadam za dalekowschodnimi klimatami. Choć Rosomak rozpierduchę zrobić potrafi wszędzie, więc może obawy okażą się jednak nieuzasadnione. ;)

      Usuń
  2. jeśli japonia to pewnie bedzie wariacja na temat wolverina z anime bo w tej serii wolverine ląduje w japonii nie będę spoilerował jak ktoś ciekawy to znajdzie to bez problemu w sieci pozdr.ps a co do supermena błąd jest w samym założeniu uczłowiecznia tej postaci pytam się po co??po kiego grzyba skoro on miał być takim posągowym paramesjaszem czego zresztą autor tej postaci nie ukrywał od początku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać to pociąga dzisiejszego widza... Myślę też, że skoro patent sprawdził się z Nietoperzem, to chcieli pojechać na nim dalej.

      Usuń
  3. Supermana tak czy siak nie zamierzałam oglądać, bo mnie ta postać zwyczajnie nie kręci, taka w 100% biała, dobra do szpiku kości, czyli w sumie niejaka. Poza tym jakiś patetyczny smrodek ciągnie się za tym bohaterem.
    Na Wolverine'a czekają wszyscy ^^ Choć ja tam wciąż czekam, aż wezmą się w końcu za Gambita, kurczę, jak ja chcę go zobaczyć na dużym ekrnie :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Zresztą za moich młodych lat, gdy czasy świetności przeżywało TM-Semic, bardziej pociągał mnie Batman. Supermana czytywałem od czasu do czasu, głównie jak któryś z kolegów kupił. ;)

      Usuń
    2. Skoro Cie nie kreci Superman, po co ta cała recenzja ? Trzeba było zostawić to komuś innemu. Pewnie się bałeś że nikt nie będzie w stanie przedstawić filmu w tak kiepski i krytykujący sposób jak Ty! Po prostu chamstwo w państwie !!! Wiesz co, faktycznie, zajmij się Batmanem. Supermana zostaw wiarygodnym ludziom !!! I nie wbijaj swoich upodobań na siłę innym, bo nie każdy ma taki gust jak Twój !!! A on z pewnością nie jest idealny!!! Na koniec pytanko, czemu dopiero teraz wyskakujesz z recenzją jak film już dawno był ? Ośmieszasz się tylko!!! Już dawno Ci co mieli być w kinie to byli !!! Więc guzik zyskasz tym gównem !!! Przy okazji, te Twoje teksty w ogóle nie chwytają, hehe;) Zwyczajna paplanina i puste słowa !!! W sumie, weź się może lepiej za coś innego, bo na filmach z tego co widać guzik się znasz !!! Serio. Pozdrawiam ;)

      Usuń
    3. Miałem zamiar skasować to trollowanie pana(i) Anonimowego, ale chyba zrobię tym razem wyjątek, bo komentarz wybitnie debilny, choć na swój sposób "uroczy". :)

      Usuń
  4. To jest przeciez siwetny film z bardzo ciekawym scenariuszem i swietna muzyka.Henry Cavill to swietny aktor i doskonale pasuje do tej roli.Bardzo dobrze zagral.Retrospekcje byly swietnym pomyslem. ,,debilne stroje,, albo ,,postac zwyczajnie nie kreci,taka w 100% biala,dobra do szpiku kosci,czyli w sumie nijaka,, albo ,,tym razem kino slusznie darowane,,Czy naprawde tak myslicie czy lubicie prowokowac dla samej prowokacji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie prowokuję w kwestii filmów. Myślę tak, jak napisałem w recenzji.

      Usuń
    2. Moim zdaniem Jesteś niekonsekwentny, i podajesz niespójne informacje jeśli ok 50 minut 100% akcji wypakowanej efektami specjalnymi to tylko kilka scen - to chyba oglądaliśmy różne filmy. Siedząc z moimi znajomymi w kinie zostaliśmy wdeptani w fotele. Nawet Avengers nie miał tak długich i efektownych scen. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. @Up, być może mam nielogiczny gust, trudno. Jeśli przesadziłem, to nieco. Zresztą kiedyś obejrzę jeszcze raz, z zegarkiem w ręku, wtedy się ustosunkuję do tych 50 minut.

      Każdego wdeptuje co innego. Ja np. do dziś żałuję, że na "Avengersów" nie poszedłem do kina, tylko czekałem na dvd. Na dużym ekranie by mnie wdeptał totalnie.

      Usuń
  5. Ja nie darowalabym sobie,gdybym nie poszla na ten film chociaz raz.Bylam na ,,Man of Steel,,kilka razy.Zawsze tez ide najpierw na film,a potem czytam jakiekolwiek recenzje.Wystarczy mi zwiastun,chociaz niekoniecznie.Jestem poniekad zmuszona go obeirzec zwyczajnie w kinie.A zwiastun polski nr 3 byl rewelacyjny i podkrecil mnie bardzo.Wiedzialam,ze na ten film pojde i juz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieczytanie recenzji przed seansem to jedyny sensowny ruch, zgadzam się.
      Za to z kolei ja nie oglądam trailerów. ;)

      Usuń
  6. No nie rozumiem jak mozna tak slabo ocenic ten film.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o SR to się nie zgadzam, film był genialny pod względem fabuły, dialogów i metafor, np. będąc z Lois nad ziemią i "słyszę wszystko...", tak ni z gruchy ni z pietruchy... to film z pewnością niedoceniony przez małą ilość akcji, która w gruncie rzeczy ma więcej podstaw i fundamentów niż bezsensowne mordobicie Es'a z Zod'em, czy też zabicie zod'a, tutaj nic nie ma powodu, Es mógł podejść od tak do Faory i skręcić jej kark... mógł, bo tutaj nie trzeba celu, ani powodu, to się dzieje od tak, pocałunki, bycie reporterem, cywile na misjach wojskowych.

    Noż to takie głębokie... takie artystyczne... aż nie dowierzam iż miliony się na to nabrało...

    OdpowiedzUsuń