poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Mroczny Rycerz Powstaje (reż. Christopher Nolan) - Recenzja


Obok „Prometeusza” nowy „Batman” to bez wątpienia jedna z najbardziej oczekiwanych premier ostatnich miesięcy (lat?). Poprzeczka stała bardzo wysoko, wszak „Mroczny Rycerz” prawie wszędzie zbierał pochwały, dodam, że całkowicie zasłużone. Na ostatnią część swojej trylogii o Człowieku Nietoperzu, Christopher Nolan kazał czekać dosyć długo, bo całe 4 lata. Odwrócenie od projektu uwagi mediów i fanów nie wchodziło jednak w rachubę, seria dorobiła się już pozycji prawie że kultowej i obrosła uwielbieniem wielu fanów. Przyznam, że sam byłem niezmiernie ciekawy jak reżyserowi wyszło zamknięcie tematu. Myślę, że teraz, miesiąc po premierze, mogę go już ocenić bez emocji.


Osiem lat po wydarzeniach opisanych w „Mrocznym Rycerzu”, Gotham po raz kolejny potrzebuje interwencji Batmana. Bohater jednak nie ma po swojej stronie przychylności społeczeństwa. Fakt, iż wziął na siebie winy Harveya Denta zdecydowanie zabrał mu sporo popularności wśród mieszkańców miasta. Teraz, w obliczu próby przejęcia władzy przez tajemniczego Bane'a, mroczne alter ego Bruce'a Wayne'a musi spróbować zrehabilitować swoje imię i po raz kolejny stanąć w obronie zagrożonych cywilów. Niebezpieczeństwo jest jednak większe niż kiedykolwiek.

Na wstępie wypada zaznaczyć, że najnowszy film Nolana to dzieło, które najlepiej się ogląda ze znajomością poprzednich części. Przypuszczam, że widzowie nie znający tematu, tak czy siak bawiliby się podczas seansu całkiem dobrze, mimo to jednak pełni przyjemności widz zazna, gdy zna obrazy „Batman Początek” i „Mroczny Rycerz”. Reżyser umieścił bowiem w swojej produkcji parę interesujących smaczków, które widoczne będą zwłaszcza dla tych, którzy znają te filmy.

Jak pewnie każdy pamięta, poprzednio Batman mierzył się z psychopatycznym Jokerem. Ta postać, brawurowo zagrana przez Heatha Ledgera, prawdopodobnie na stałe wpisze się do kanonu kreacji czarnych charakterów. Tym razem Nolan sięgnął po kolejnego kultowego złoczyńcę z uniwersum Mrocznego Rycerza, po Bane'a - człowieka niezwykle inteligentnego, który za cel postawił sobie nie tylko zniszczenie Gotham, ale także złamanie jego obrońcy. Wybór aktora do tej roli był dla wielu osób sporym zaskoczeniem. Tom Hardy nie należy w końcu ani do wielkoludów, ani do atletów. Mimo to jednak, bardzo dobrze wcielił się w rolę „Zguby Nietoperza”. Taki stan rzeczy został osiągnięty m.in. dzięki umiejętnemu kadrowaniu. Bane w filmie wygląda na wysokiego człowieka, większego, niż aktor w istocie jest. Spece od zdjęć bardzo dobrze spełnili swoje zadanie. Jednak to nie tylko kwestia kadrowania sprawia, że Bane jest godny uwagi. Hardy przekonująco pokazał (anty)bohatera, który wygrywa dzięki precyzji i planowaniu. Inteligencja połączona z bezwzględnością. Wypada także wspomnieć o świetnym, jowialnym głosie, wydobywającym się zza maski. W połączeniu z brutalnością Bane'a, sprawia to piorunujące wrażenie.

Parę ciepłych słów można też powiedzieć o Catwoman, w którą wciela się Anne Hathaway. W jej interpretacji ta bohaterka jest w końcu bliska komiksowemu oryginałowi sprzed dziesiątek lat. Seksowna włamywaczka, czarująca widza (i Batmana) lekką nutką perwersji. Obraz tej bohaterki (a właściwie jej pupy) na motorze, do dzisiaj stoi mi przed oczami. To zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów obsady. Z kolei reszta stawki spisała się poprawnie. Bale po raz kolejny pokazuje nam ponurego milionera i jego chrapliwe alter ego, Oldman, z właściwą sobie klasą utrwala przed naszymi oczami obraz dzielnego Jima Gordona, a Freeman powtarza swoją niezłą kreację wynalazcy, Luciusa Foxa. Wszyscy grają dobrze, ale bez specjalnych fajerwerków. Jest to po prostu poziom, do którego przyzwyczaili nas w poprzednich odsłonach.

Wiadomo w jakiej konwencji Nolan kręci swoje „Batmany”, jednak nawet mając to na względzie, i wiedząc, że możemy spodziewać się kolejnej próby urealnienia tego komiksu, zaskakuje jak dużo w tej produkcji patosu. Wszystko toczy się na niemożliwie nadmuchanej płaszczyźnie, a bohaterowie wygłaszają patetyczne i wielkie słowa. Wszystko to kończy się na tym, że właściwie nie ma tu miejsca na żaden luz. Ja przynajmniej nie odnotowałem scen rozładowujących nieco tę poważną atmosferę. Nawet Alfred, wprowadzający zazwyczaj odrobinę humoru, tym razem jest niezmiernie poważny i sentymentalny. Właściwie każda scena, w której się pojawia, kończy się na łzach. Po pewnym czasie, taki stan rzeczy zaczyna zwyczajnie przytłaczać.

Reżyser nie ustrzegł się też kilku wpadek. Liczył pewnie, że widz, wciągnięty w fabularne zawiłości, nie dostrzeże idiotyzmu w motywie zamknięcia na parę miesięcy grupy policjantów pod ziemią. A także, że poważnie poraniony Wayne, do formy dochodzi dzięki paru pompkom i kilku innym ćwiczeniom, w dodatku w dosyć krótkim czasie. Nie przepadam za robieniem z widza idioty, a tutaj parę razy odniosłem wrażenie, że za takowego bierze mnie reżyser.

Przy tym wszystkim nowy „Mroczny Rycerz” jest jednak filmem dobrym. Nawet mimo faktu, że jak na film o Batmanie, bardzo mało w nim samego Batmana, to trzeba przyznać, że jest na co popatrzeć i nawet czym się poemocjonować. Historia jest całkiem wciągająca i parę razy potrafi widza nieźle zaskoczyć. Sceny akcji nakręcone są bardzo sprawnie, a pierwszy pojedynek Bane'a i Nietoperza to istny majstersztyk. To w ogóle idealne podsumowanie całego filmu: całkiem dobry, z paroma wyśmienitymi scenami.

Zdecydowanie nie jest to najlepszy film Nolana. Co więcej, nie jest to nawet najlepszy film o Batmanie. Mimo wszystko jednak warto ten obraz obejrzeć, bo „Mroczny Rycerz Powstaje” nie jest także filmem słabym. Po prostu tym razem nie udało się osiągnąć tak wysokiego poziomu, jak ostatnim razem. Jednak te dwie godziny z hakiem cały czas wypełnione są rozrywką na naprawdę dobrym poziomie. I mimo, że jest to obraz gorszy od poprzednich odsłon, to i tak myślę, iż wielu twórców dużo by dało, by się do tego poziomu zbliżyć.

6/10

Reżyseria: Christopher Nolan
Scenariusz: Jonathan Nolan, Christpher Nolan
Zdjęcia: Wally Pfister
Czas trwania: 2 godz. 45 min.
Data premiery: 27 lipca 2012 (Polska); 18 lipca 2012 (świat)

(Recenzja powstała we współpracy z serwisem http://poprzecinku.pl/, a bezpośrednio dostępna jest pod tym linkiem - http://poprzecinku.pl/art/mroczny-rycerz-powstaje-rez-christopher-nolan/56 )

13 komentarzy:

  1. Batman to Batman, nawet robienie z widza idioty, to w Batmanie Nolana tylko "skróty myślowe".
    Mam tylko nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł zrobienia "Robin początek":D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też liczę, że nie dostaniemy historii o Robinie. ;) Jak dla mnie, chyba już wystarczy tej konwencji. Pora na reboot. :)

      A co do skrótów... No niby tak, ale tym razem mnie irytowały, bo były dosyć widoczne.

      Usuń
    2. Ale w Prometeuszu cc to było jawne przegięcie:)

      Usuń
    3. W "Prometeuszu" to w ogóle parę ładnych rzeczy było jawnym przegięciem... ;p

      Usuń
  2. Film ogląda się fajnie, chociaż szkoda, że Batmana w Batmanie jest mało. Ale to wszystko jest w końcu jakoś uzasadnione... Ale ci policjanci pod ziemią i w ogóle bezradność reszty świata wobec terrorystów w Gotham - jakieś takie podejrzane i naciągane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Nie wszystkich widzów na tyle pochłonęła fabuła, by tego nie odnotować. Chwała za to.
      Przy tym wszystkim jednak, jest tak jak piszesz - film ogląda się fajnie i w ostatecznym rozrachunku jest dobry. Ale z trylogii mimo wszystko chyba najsłabszy.

      Usuń
  3. Nie przepadam za Batmanem, ale po tym jak oglądałam zwiastun (wiem, wiem to tylko "chwyt marketingowy") muszę obejrzeć ten film ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Pupa Catwoman na motorze? Mrrrr muszę zobaczyć :D
    A poważnie - nie miałam jeszcze okazji (ach, ta robota), ale jestem wielbicielka Batmana w każdej formie, więc z przyjemnością nadgonię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dla fana (sam nim jestem :) ) jest to pozycja obowiązkowa. A nadrobić polecam jeszcze w kinie. Warto zobaczyć ten film na dużym ekranie.

      Usuń
  5. Na pewno nie obejrzę. Nie moja bajka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co kto lubi. ;) Ja akurat darzę Batmana sympatią od dzieciństwa.

      Usuń
    2. Taa komiksy o superbohaterach zdobyły serca wielu młodocianych, a sentyment pozostał. Ja byłam w dzieciństwie w kwestii komiksów trochę bardziej dziecinna - uwielbiałam Kaczora Donalda i resztę spółki:) Superbohaterów nie lubię, ale rozumiem, że mogą się podobać.

      Usuń