środa, 14 października 2026

Batman. Tom 6: Umierające miasto - Recenzja

Chip Zdarsky wszedł do serii „Batman” z hukiem. „Failsafe” to w mojej opinii jeden z najlepszych komiksów z Nietoperzem wydanych w ostatnich latach. Po tak mocnym otwarciu apetyt na kolejne historie był ogromny. Z czasem poziom odrobinę spadł, ale nadal mieliśmy do czynienia z angażującymi story-arcami. „Umierające miasto" stanowi zwieńczenie dotychczasowej kadencji scenarzysty w serii. To zatem album, który miał nie tylko opowiedzieć kolejną historię, ale również odpowiednio podsumować blisko trzy lata pracy nad przygodami Batmana. Nic więc dziwnego, że od finału takiego runu oczekuje się czegoś wyjątkowego. Ale czy Zdarsky rzeczywiście dowozi?

Bruce Wayne pragnie, by Gotham City w końcu stało się bezpiecznym miejscem. W tym celu uruchamia szereg dużych inicjatyw społecznych, które mają realnie wpłynąć na poprawę jakości życia mieszkańców. Ktoś jednak zrobi wszystko, by pokrzyżować jego plany. Początkowo nieliczni protestujący, najwyraźniej sterowani przez tajemniczą siłę, z czasem stają się coraz liczniejsi i coraz bardziej agresywni. Jednocześnie do gry powraca Riddler, który przekonuje, że porzucił przestępczą działalność i stał się przykładnym obywatelem. Jego firma planuje fuzję z Wayne Enterprises, jednak za tą pozornie korzystną transakcją kryje się znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.

Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas lektury, to powrót do najbardziej klasycznego oblicza Batmana – detektywa. To zdecydowane (i dość niespodziewane) odejście od wielkich wydarzeń, alternatywnych rzeczywistości, Failsafe’a czy Zur-En-Arrha i powrót do fundamentów serii: śledztwa oraz więzi Batmana z Gotham. Historia ma wyraźnie kryminalny charakter, co daje Nietoperzowi okazję do pokazania swoich niemałych detektywistycznych zdolności. To dobry kierunek, zwłaszcza że dzięki bardziej kameralnej skali wydarzeń Zdarsky może poświęcić więcej miejsca samemu śledztwu i budowaniu napięcia, zamiast nieustannie eskalować stawkę, co ważne, umiejętnie myli tropy i prawie do samego końca skutecznie podsyca ciekawość czytelnika.

Dlaczego napisałem „prawie”? No właśnie – „Umierające miasto” to komiks jakościowy, ale ma też wady. Jedną z nich jest nierówne tempo akcji. Choć to jeden z nielicznych elementów, do których można się przyczepić, to im bliżej końca, tym problem staje się coraz mocniej zauważalny. Początkowe zeszyty to świetnie prowadzona historia i angażująca zagadka – Zdarsky poświęca sporo miejsca na zbudowanie intrygi i stopniowo odsłania kolejne tropy, pozwalając czytelnikowi (wspólnie z Batmanem, rzecz jasna) składać te puzzle. To działa bardzo dobrze przez większą część albumu, jednak im bliżej finału, tym wyraźniej czuć, że scenarzysta musi domknąć zbyt wiele wątków na ograniczonej liczbie stron. Niektóre wydarzenia następują po sobie bardzo szybko, a rozwiązania części konfliktów nie wybrzmiewają z taką siłą, na jaką wcześniej zapracowały. Nie jest to zakończenie rozczarowujące, ale można odnieść wrażenie, że historia zyskałaby na odrobinę głębszym oddechu.

Obok kryminalnej intrygi Zdarsky przemyca kilka zaskakująco aktualnych tematów. Porusza między innymi kwestię dezinformacji, mówi o wpływie mediów społecznościowych na postrzeganie rzeczywistości, pochyla się nad manipulacją opinią publiczną, skorumpowaniem elit oraz odpowiedzialnością ludzi posiadających władzę. Dzięki temu opowieść nabiera większego ciężaru i wykracza poza schemat klasycznej historii o superbohaterach. Gotham staje się odbiciem problemów współczesnego świata. Zdarsky pokazuje, że miasta nie niszczą wyłącznie superzłoczyńcy, ale również fake newsy, propaganda i cyniczne wykorzystywanie technologii. To jeden z tych elementów, które sprawiają, że „Umierające miasto" zostaje w głowie na dłużej niż typowa historia o Batmanie. Co istotne, scenarzysta nie podaje gotowych odpowiedzi ani nie wygłasza moralizatorskich tez – pokazuje raczej, jak łatwo można wpłynąć na społeczne nastroje.

Wysokiemu poziomowi scenariusza dorównuje warstwa graficzna. Pięć zeszytów, na które rozpisana jest tytułowa opowieść, to co prawda dzieło czterech różnych artystów, ale całość zachowuje zaskakująco spójny charakter. Jasne, różnice w stylach graficznych są wychwytywalne, ale nie wybijają z lektury. Rysunki wypadają bardzo dobrze. Artyści świetnie radzą sobie zarówno ze scenami akcji, które pozostają dynamiczne, czytelne i nie giną pod natłokiem detali, jak i z bardziej kameralnymi fragmentami poświęconymi śledztwu. W tych drugich szczegóły architektury, mimika postaci oraz gra światłem tworzą odpowiedni nastrój. Duża w tym zasługa kolorysty – Tomeu Morey doskonale wie, jak budować klimat. Szczególnie dobrze wypadają nocne kadry, w których chłodna paleta barw podkreśla mroczny charakter Gotham.

Run Chipa Zdarsky’ego jako scenarzysty „Batmana” zaczął się bardzo dobrze i kończy się równie udanie. „Umierające miasto” zapada w pamięć i potrafi zrobić wrażenie. To udane zwieńczenie kilkuletniej pracy autora nad serią, a zarazem przypomnienie, że największą siłą Nietoperza nie są widowiskowe starcia z kolejnymi superłotrami, lecz jego detektywistyczny instynkt i nierozerwalna więź z Gotham. Myślę, że docenią go zarówno nowi czytelnicy, jak i fani, którzy zjedli zęby na kolejnych „Batmanach”.

Tytuł: Umierające miasto
Seria: Batman
Tom: 6
Scenariusz: Chip Zdarsky
Rysunki: Jorge Jimenez, Tony S. Daniel i inni
Kolory: Tomeu Morey
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Batman Vol. 5: The Dying City
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: lipiec 2026
Liczba stron: 180
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-7355-2

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 02. 09. 2026).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz