czwartek, 2 kwietnia 2026

Star Wars. Mace Windu. Jedi Republiki - Recenzja

 

Zło potrafi być niezwykle atrakcyjne – nader często niesamowicie hipnotyzuje i intryguje. Widać to w fascynacji popkultury postaciami złoczyńców. Dzieje się tak także w „Gwiezdnych wojnach”, bo to Sithowie przyciągają najwięcej uwagi fanów. Ale franczyza opiera się przede wszystkim na Rycerzach Jedi, a jednym z najbardziej interesujących jest bez wątpienia Mace Windu. Nie miał on do tej pory szczególnego szczęścia do solowych serii komiksowych (przynajmniej tych wydanych w Polsce), ale teraz na księgarskie półki trafia „Jedi Republiki”, który ma szansę tę lukę wypełnić.

Mace Windu zostaje wyznaczony na dowódcę niewielkiej grupy Jedi mającej zbadać podejrzaną aktywność na jednej z planet Zewnętrznych Rubieży. Na miejscu oddział trafia na placówkę Separatystów. Kluczowe będzie ustalenie, co armia Dooku i Grievousa robi w miejscu tak niepozornym i oddalonym od pierwszej linii frontu. Mistrz Windu będzie musiał rozwiązać tę zagadkę, a także zmierzyć się z innym, niespodziewanym zagrożeniem.

Jeśli ktoś szukałby w „Jedi Republiki” skomplikowanej, wielowątkowej fabuły, to jej nie znajdzie. Ten komiks jest czymś o wiele prostszym. To w zasadzie jednowątkowa opowieść, podporządkowana przede wszystkim rozrywce. Szczerze mówiąc, wygląda to trochę jak dobrze znany z Expanded Universe szablon, polegający na tym, że zmieniają się po prostu okoliczności i bohaterowie, ale szkielet pozostaje taki sam. Kilkoro (tu: czworo) bohaterów, zazwyczaj Jedi, zostaje wysłanych na misję, podczas której pojawiają się komplikacje. I tak właśnie skonstruowano ten komiks.

Czy autor rozwija powyższy szablon? Początkowo wydaje się, że nie, że celem nadrzędnym było po prostu pójście po linii najmniejszego oporu i szybkie zamknięcie opowieści, odhaczając przy okazji wszystkie fabularne checkpointy. Tak jest mniej więcej do połowy albumu – później robi się ciekawiej, a to z tego względu, że Owens zdecydował się pokazać konflikt wewnątrz grupy wysłanych na misję Jedi. To okazało się dobrym wyborem, bo stworzyło okazję do nakreślenia napięć między bohaterami i uwidoczniło odcienie szarości wewnątrz Zakonu Jedi, odzierając go niejako z jego pozornej jednolitości. To intrygujący obraz.

Na pierwszym planie stoi, rzecz jasna, Mace Windu, choć scenarzysta nie oparł tej opowieści tylko na nim. Istotni są także inni Jedi towarzyszący czarnoskóremu mistrzowi – każdy z nich jest dość dobrze nakreślony, a bywa nawet, że jakaś postać potrafi zaskoczyć kierunkiem, w jakim się rozwija. Nieco gorzej sytuacja przedstawia się, jeśli chodzi o antagonistów, bo są to droidy, a te rzadko potrafią być na tyle charyzmatyczne, by przyciągnąć uwagę na dłużej.

Jakkolwiek sama historia robi umiarkowanie pozytywne wrażenie, to o ilustracjach niestety nie sposób powiedzieć, żeby były ozdobą tego albumu. Grafiki bardzo często sprawiają wrażenie zrobionych na „odwal się”. Przejawia się to chociażby w fatalnie narysowanych twarzach (im dalsza perspektywa, tym gorzej, a czasami twarzy w ogóle nie ma) oraz w potraktowanych wybitnie po macoszemu, maźniętych jednolicie tłach. Niezbyt dobrze prezentują się też sceny akcji (a tych trochę tu jest), które są rozmazane i często kompletnie nieprzejrzyste. Nie wygląda to zbyt dobrze.

Pierwszy tegoroczny komiks z cyklu „Star Wars” to album najwyżej przyzwoity. Jakkolwiek prawdopodobnie nikt nie będzie go wspominał jako jednego z najlepszych w historii franczyzy, to przynosi on kilka chwil całkiem zajmującej rozrywki. Podczas lektury bawiłem się dość dobrze, choć byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie kiepskie ilustracje, ale cóż – najwidoczniej nie zawsze oba te elementy komiksowego rzemiosła mogą iść w parze.

Seria: Star Wars
Tytuł: Mace Windu. Rycerz Republiki
Scenariusz: Matt Owens
Rysunki: Denys Cowan, Edgar Salazar
Kolory: GURU-eFX
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Tytuł oryginału: Star Wars: Jedi of the Republic - Mace Windu
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: styczeń 2026
Liczba stron: 120
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 165 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-6318-8

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 10. 03. 2026).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz