wtorek, 31 marca 2026

Superman. Ostatnie dni Lexa Luthora - Recenzja

 

Inicjatywa DC Black Label nabiera rozpędu. Od 2018 roku w jej ramach ukazują się nowe komiksy, które w założeniu mają być poważniejszym spojrzeniem na tematykę okołosuperbohaterską. Z ich jakością bywa różnie, ale jak dotąd otrzymaliśmy kilka tytułów mocno wybijających się na tle trykociarskiej szarzyzny. Już na etapie zapowiedzi uwagę wielu fanów przykuł „Superman. Ostatnie dni Lexa Luthora”, jawiący się jako album dość… ostateczny. Dzisiaj jesteśmy już po premierze, możemy więc spojrzeć na niego chłodnym okiem i ocenić, czy warto było czekać.

Lex Luthor umiera. Trawi go choroba, której pochodzenie pozostaje nieokreślone. Człowiek ze Stali nie zastanawia się długo i rusza na poszukiwanie lekarstwa, które mogłoby ocalić jego wroga. Na dalszy plan schodzi trudna wspólna historia z Luthorem, a najważniejsze staje się uratowanie ludzkiego życia. Każda kolejna opcja okazuje się jednak niewystarczająca. Czy w tym wyścigu z czasem da się w ogóle wygrać?

Czego spodziewamy się po komiksie z Supermanem w roli głównej? Myślę, że odpowiedź na to pytanie dla większości z nas będzie taka, że chodzi przede wszystkim o altruistyczny wydźwięk opowieści i angażujące, atrakcyjne przygody, okraszone szczyptą refleksji na uniwersalne tematy. Człowiek ze Stali to bohater niosący nadzieję, dlatego trudno oczekiwać od jego przygód dominującego mroku. No dobrze, czasami ten element stanowi interesujący dodatek, ale całościowo w perypetiach Kal-Ela chodzi jednak o coś innego. To, najoględniej mówiąc, podniesienie morale czytelnika poprzez pokazanie, że nawet znajdując się w najtrudniejszej sytuacji, można znaleźć wyjście. Właśnie na tej zasadzie opierają się także „Ostatnie dni Lexa Luthora”.

Starcie charakterów to zawsze niezwykle atrakcyjny element komiksu, zwłaszcza jeśli mamy do czynienia z silnymi osobowościami. A właśnie tacy są bohaterowie tego albumu. Superman, czyli ktoś znany z niezachwianego kompasu moralnego, zostaje postawiony przed bardzo trudnym wyborem. Jak nietrudno się domyślić, nie nagina swoich zasad, nie oznacza to jednak, że nie towarzyszą mu wątpliwości co do ratowania Luthora przed śmiercią. To właśnie te dylematy mocno przybliżają go do człowieczeństwa i wiążą z ludźmi, czyli tymi, których najmocniej podziwia i których chce chronić. Ten komiks stanowi wręcz podręcznikowe przedstawienie postaci Supermana – jest tu wszystko, co go charakteryzuje i za co go kochamy, a mimo tego ani przez moment nie czuć wtórności. To godne pochwały, bo taki efekt na pewno nie był łatwy do osiągnięcia.

Bardzo ciekawie prezentuje się także Luthor. Niby dobrze wiemy, że jest wrogiem Supermana, mimo tego trudno nazwać go jednowymiarowym villainem. To postać niezwykle ambitna i znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Na przestrzeni lat Luthor był portretowany w różny sposób, a Waid stara się wyciągnąć najlepsze z istniejących wizji, dodając przy okazji sporo od siebie. Widzimy Luthora zarozumiałego, ale nie całkowicie zepsutego. To człowiek pożerany przez chęć dorównania Supermanowi, któremu trudno sobie poradzić z własnymi emocjami i z osądem innych. Choć stara się ukryć swoje słabe strony, one gdzieś tam są i rzutują na całe jego życie. Czy w swoich ostatnich chwilach Luthor wykrzesa z siebie coś więcej? Czy zechce ocieplić swój wizerunek? Te pytania przewijają się gdzieś w tle opowieści, na marginesie, ale ostatecznie mają kluczowe znaczenie dla jej wydźwięku.

Opowieść skonstruowano w dość standardowy sposób – jesteśmy świadkami podróży bohaterów przez różne scenerie i obserwujemy, jak szukają lekarstwa na chorobę toczącą Luthora. Dwa zeszyty to wizyty w kolejnych miejscach, w których Superman ma nadzieję znaleźć pomoc, trzeci zaś to ujawnienie zagrożenia i powodu całego ambarasu. Czy jest to coś wyjątkowego fabularnie? Najoględniej mówiąc (żeby uniknąć spoilerów), powiem tylko tyle, że nie, ale nie jest to w zasadzie żadna wada, bo fabuła angażuje na tyle, że czytelnik przełknie standardowe wytłumaczenie. Dodam jeszcze (po raz kolejny – bez wchodzenia w szczegóły), że ciężar komiksu podbija bardzo udane zakończenie.

Ilustracje to niewątpliwie ozdoba albumu. Bryan Hitch to świadomy artysta, który nie idzie na skróty. Tym razem czaruje szczegółami i rozmachem, nie tracąc przy tym jakże potrzebnej głębi. Jest przejrzyście, nawet w scenach konfrontacyjnych, które nie są przeładowane detalami. Całość robi duże wrażenie, podbijając wartość artystyczną całego przedsięwzięcia.

Jakkolwiek „Ostatnie dni Lexa Luthora” nie osiągną zapewne statusu klasyka, to niewątpliwie jest to komiks dobry. Najlepiej działa na płaszczyźnie konfliktu charakterów, ale ma coś do zaoferowania także na innych polach. To „Superman” w nieco poważniejszym wydaniu, który nie zapomina jednak o najważniejszych przesłaniach cyklu. Warto zasiąść do tej lektury, bo przynosi sporo czytelniczej satysfakcji.

Tytuł: Superman. Ostatnie dni Lexa Luthora
Seria: DC Black Label
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Bryan Hitch
Kolory: David Baron
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Superman: The Last Days of Lex Luthor 
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: grudzień 2025
Liczba stron: 168
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 216 x 276
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-7312-5

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 20. 01. 2026).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz