Cykl „Koło czasu” należy bez wątpienia do najbardziej rozpoznawalnych serii fantasy. To czternaście obszernych tomów i tysiące stron lektury, które nie bez powodu pokochali fani na całym świecie. Barwni bohaterowie, dobrze zarysowane relacje między nimi, działająca na wyobraźnię magia, polityka i wspaniałe lokacje – to wszystko sprawia, że mamy do czynienia z zasłużonym klasykiem fantastyki. Choć saga miała na późniejszym etapie pewne problemy, jej drugi tom, „Wielkie polowanie”, pozostaje świetną lekturą.
Po starciu pod Okiem Świata Rand i jego towarzysze udają się do Fal Dara, gdzie muszą przemyśleć swoją strategię. Ich dalsze kroki zostają jednak zdeterminowane w momencie, kiedy z miasta skradziony zostaje legendarny artefakt, Róg Valere, który ma poprowadzić legiony zmarłych przed wiekami bohaterów w Ostatniej Bitwie z Czarnym. Grupa poszukiwawcza rusza śladem Sprzymierzeńców Ciemności, dowodzonych przez Padana Faina – człowieka, który próbuje zerwać pęta nałożone na niego przez Ba’alzamona. Losy wszystkich stron konfliktu splotą się w nieoczekiwanym miejscu w obliczu nowego, potężnego zagrożenia.
„Wielkie polowanie” zauważalnie różni się od „Oka świata”. To nadal jest przygodowa fantasy z widocznym momentami lekko młodzieżowym sznytem (uspokajam – naprawdę lekko – to nie jest young adults), ale seria wyraźnie nabiera powagi. Co jednak najistotniejsze – Jordan ewidentnie przestaje czerpać tak dużo z Tolkiena, jak robił to w pierwszym tomie. To naprawdę świetna wiadomość, bo własna tożsamość okazuje się jednym z czynników, które windują „Wielkie polowanie” ponad status zgrabnie napisanej powieści inspirowanej cudzymi wzorcami i stawiają je wyżej od książki otwierającej tę wspaniałą podróż.
Robert Jordan rozwinął świat przedstawiony i bohaterów w bardzo ciekawym kierunku. Już poprzedni tom przyniósł czytelnikom bardzo wyraźne tropy co do tego, kim może być dla świata Rand al’Thor. Tutaj Jordan idzie dalej w tym kierunku i właśnie na Randzie najbardziej koncentruje uwagę. Nasz bohater zaczyna dojrzewać do myśli, że może w istocie jest Smokiem Odrodzonym – kimś, kto ma poprowadzić ludzkość do decydującej bitwy z odwiecznym adwersarzem, i kto według proroctw ma spowodować kolejne pęknięcie świata. Trudne odkrywanie własnego przeznaczenia jest świetnie nakreślone – Rand ma masę wątpliwości, zachowuje też pokorę względem wyroków losu. On nie chce być wybrańcem, ale okoliczności nieustannie pchają go w tym kierunku, co powoli, acz nieubłaganie, kruszy mur jego oporu. Autor daje nam pod rozwagę myśl, że właśnie ktoś taki najlepiej nadaje się do podobnie podniosłej roli – postać pełna pokory, która nie tylko nie łaknie władzy nad innymi ludźmi, ale chętnie oddałaby wszystkie bogactwa za to, by móc żyć spokojnie ze swoją rodziną gdzieś na krańcu świata.
Na kartach „Wielkiego polowania” pojawia się jednak znacznie więcej interesujących bohaterów. Tym razem mniejszą rolę odgrywa Moiraine Sedai, której przybycie do Pola Emonda wprawiło rzeczy w ruch. Początkowo taki stan rzeczy może dziwić, lecz gdy nasza uwaga skupia się na innych postaciach, łatwo przechodzimy nad tym do porządku dziennego. Bo Robert Jordan nieustannie rozwija innych bohaterów. Wielu z nich ulega swego rodzaju przemianie, dojrzewa. Można to powiedzieć chociażby o Perrinie, który godzi się powoli z myślą, że posiada nader niecodzienne zdolności i zaczyna uczyć się, jak z nich korzystać w taki sposób, by nie narazić się na ostracyzm ze strony innych ludzi. Dobre wrażenie robią też postaci kobiece, ze szczególnym wskazaniem na Egwene. Bohaterka przekonuje się na własnej skórze, że nie warto być zbyt łatwowierną, bo osoby o rzekomo dobrych intencjach mogą mieć ukryte motywacje. Bohaterowie przestają być przesadnie czarno-biali, co jeszcze bardziej pozwala czytelnikowi przejąć się ich losami.
Robert Jordan nie zapomina o świecie, w którym toczy się akcja „Wielkiego polowania” i konsekwentnie rozbudowuje jego obraz. Tym razem jednym z najciekawszych elementów okazuje się powracająca zza oceanu Aryth armia potomków Artura Jastrzębie Skrzydło. Niezwykle interesująco prezentują się przede wszystkim ich umiejętności „radzenia sobie” z kobietami posiadającymi predyspozycje do przenoszenia Jedynej Mocy. Ten wątek pojawia się w dalszej części powieści i z tego względu wolałbym uniknąć szczegółów, ale w niczym nie zaszkodzi powiedzieć, że Jordan wykreował zagrożenie, którego potencjał wydaje się nieograniczony i może mieć istotny wpływ na losy świata. Czy tak się rzeczywiście stanie, pokażą kolejne tomy.
Sposób pisania Roberta Jordana jest charakterystyczny i jeśli gdzieś upatrywałbym jakichś mankamentów, to właśnie na tym polu. Autor lubi opisy – czasami poświęca sporo miejsca nakreśleniu tego, jak dany bohater jest ubrany, albo w jakim miejscu się znalazł. Na szczęście nie jest to doprowadzone do przesady, choć momentami widać, że jeśli autor nie chwyci swojej weny na smycz (jak Seanchanie swoje damane), to kolejne części cyklu mogą cierpieć na syndrom przegadania. Autorowi nigdzie się nie spieszy, co widać zwłaszcza w środkowej części powieści. Początek i zakończenie są bardzo dynamiczne, jednak w „Wielkim polowaniu” znajdziemy też fragmenty naprawdę powolne. W moim odczuciu nie jest to poważna wada – rozbudowuje obraz świata przedstawionego – ale dla niektórych czytelników rzecz może być odczuwalna i irytująca.
Druga część „Koła czasu” to bardzo dobra powieść, w moim odczuciu stojąca wyżej aniżeli i tak już bardzo solidne „Oko świata”. Dzięki ograniczeniu zbyt widocznych inspiracji Tolkienem i pogłębieniu rysu psychologicznego bohaterów, snuta przez Roberta Jordana opowieść stała się jeszcze bardziej angażująca i stanowi ogromną zachętę do dalszego poznawania tego monumentalnego cyklu.
Autor: Robert Jordan
Tytuł: Wielkie polowanie
Tytuł oryginału: The Great Hunt
Tłumaczenie: Katarzyna Karłowska
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: październik 2025
Liczba stron: 884
ISBN: 978-83-8335-740-9




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz