piątek, 9 stycznia 2026

Anthony Ryan "Trylogia Kruczy Cień. Tom 1: Pieśń krwi" - Recenzja

 

Wcale nie jest tak łatwo napisać dobrą powieść fantasy. Fabuł osadzonych w wymyślonych światach jest ogromna ilość, podobnie jak opisywanych w nich przeróżnych systemów magii, więc powiedzenie czegoś nowego w tym gatunku graniczy wręcz z niemożliwością. Podejrzewam, że jest jeszcze trudniej, kiedy jest się debiutantem, bez wyrobionego nazwiska. A kimś takim był Anthony Ryan, kiedy pisał „Pieśń krwi”. W moje ręce trafiło drugie polskie wydanie tej powieści. Pomyślałem sobie, że jeśli po książkę sięga kolejny wydawca, musi to znaczyć, że jest w niej coś więcej niż gatunkowa odtwórczość. Czy faktycznie?

Vaelin Al Sorna zostaje podrzucony przez ojca pod bramę Szóstego Zakonu. Tam ma się szkolić na wojownika Wiary – niezłomnego rycerza, którego zadaniem będzie wykonywanie misji służących zarówno Wierze, jak i Królestwu. Młodzieniec rozpoczyna mordercze szkolenie, walcząc jednocześnie z uczuciem rozczarowania decyzją ojca. Bo co może kierować człowiekiem, żeby porzucił własne dziecko w obcym miejscu? Vaelin z każdym rokiem nabiera doświadczenia, a po zakończeniu szkolenia wyrusza w końcu w świat, w którym czekają go niebezpieczeństwa, o których istnieniu nie miał dotąd pojęcia.

Przez bardzo długi czas „Pieśń krwi” jest standardowo skonstruowaną powieścią fantasy. Autor korzysta ze schematu, zakładającego opis szkolenia bohatera i nabywania przez niego doświadczenia. I generalnie trudno jest uczynić z tego faktu zarzut. Vaelin po prostu musiał nabrać doświadczenia – jego charakter musiał wyewoluować, a on sam dojrzeć. Tę podróż Anthony Ryan kreśli rzetelnie. Początkowo nieco raziło mnie, że bohater jest nad wyraz poważny i wcale nie wydaje się dziesięciolatkiem (w takim wieku go poznajemy), ale potem przypomniało mi się,  że jest to ktoś porzucony przez rodzica w obcym miejscu. Prawdopodobnie sam bym w takiej sytuacji zatracił dziecięcą niewinność. 

Z każdą kolejną stroną Al Sorna nabiera charakteru i się rozwija – to bohater zasadniczo pozytywny, ale niepozbawiony mrocznych stron. Wraz z rozwojem fabuły coraz lepiej poznaje sam siebie, swoje ograniczenia i silne strony. Nie ma tu niczego nowatorskiego, ale Ryan porusza się na polu kreacji charakterologicznej bardzo rzetelnie. Na kartach „Pieśni krwi” jest miejsce także dla wielu postaci drugoplanowych, które wcale nie stanowią jedynie wypełnienia tej powieści – każdy ma swoją rolę do odegrania i stanowi istotny element całości.

Anthony Ryan umiejętnie ukrywa niektóre cechy bohaterów i fabularne szczegóły, by w odpowiedniej chwili wyciągnąć na wierzch elementy, których się nie spodziewaliśmy, a które wzbogacają obraz świata przedstawionego i wzmagają zainteresowanie odbiorcy. Dzieje się tak szczególnie w końcowej fazie opowieści, a wraz z tym idzie coś, co uznaję za wadę tej książki – wcześniej zdarzały się momenty, w których „Pieśń krwi” była nieco zbyt monotonna. Ryan nie zawsze potrafił dobrze wyczuć, w jakim tempie prowadzić tę opowieść, żeby pozostała ekscytująca. Nie jest to wielka wada, choć da się ją zauważyć; mam jednak nadzieję, że ta cecha zniknie w kolejnych tomach „Kruczego cienia”

Przez większą część „Pieśń krwi” pozostaje fantasy z gatunku tych bardzo przyziemnych. Pierwsze skrzypce odgrywają tu szkolenie bohatera, polityka i zbrojne konflikty. Magia? Jest, ale raczej przewija się w tle, nie jest też tak wprost nazywana. Dopiero później ten element świata przedstawionego dochodzi do głosu, choć wydaje się, że raczej stanowi zapowiedź kierunku, w jakim Ryan pójdzie w dwóch kolejnych tomach. Ta zmiana kierunku jawi się jako naprawdę ekscytująca – autor dobrze podbudowuje ją fabularnie, dzięki czemu z jeszcze większym zainteresowaniem śledzimy rozwój opowieści.

Nie zawsze czytało mi się „Pieśń krwi” tak samo dobrze. Były w tej lekturze momenty, kiedy mówiłem sobie, że na tym tomie kończę i nie będę czytał dalej, ale później Ryan włączał wyższe obroty i ostatecznie sprawił, że po przeczytaniu całości po prostu chcę się dowiedzieć, jak wszystko potoczy się dalej. To powieść, która początkowo jest dość leniwa i miewa problemy ze złapaniem właściwego tempa, a także nie jest szczególnie odkrywcza, ale w ostatecznym rozrachunku okazuje się jednak naprawdę interesująca i warta uwagi.

Autor: Anthony Ryan
Tytuł: Pieśń krwi
Tytuł oryginału: Blood Song
Tłumaczenie: Marcin Kiszela
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: czerwiec 2024 (drugie polskie wydanie)
Liczba stron: 768
ISBN: 978-83-8375-023-1


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz