Stało się. DC All In oficjalnie ruszyło w Polsce, a my dostaliśmy odświeżone spojrzenie na superbohaterów ze stajni DC Comics. Teraz już nic nie będzie takie samo, a opowieści o zamaskowanych herosach wchodzą na nowy, wyższy poziom. No dobrze – żarty na bok. Wszelkiej maści restarty i nowe początki nie są przecież w tym gatunku niczym nowym, więc i ten nie okazał się żadną rewolucją. Najważniejsze jest to, czy twórcy mają dobry pomysł na to, by do kolejnych tytułów przyciągnąć czytelników, którzy nurt superhero znają od podszewki. Mają? Sprawdźmy!
Najwięksi superbohaterowie na Ziemi postanawiają zmienić formułę najbardziej znanej drużyny chroniącej Ziemię. Chcą stworzyć formację, która szybko i sprawnie będzie reagować na każde możliwe zagrożenie. W tym celu do współpracy w nowej Lidze Sprawiedliwości zostali zaproszeni bohaterowie, którzy na co dzień operują w zdecydowanie innych warunkach. Nowa, poszerzona Liga staje naprzeciwko przestępców nieznanego pochodzenia. Grupa znana jako Inferno sieje postrach na całym świecie, zmuszając superbohaterów do działania.
Nowa Liga Sprawiedliwości powstała w wyniku wydarzeń opisanych w zakończonym niedawno evencie „Władza absolutna”. Od klasycznej wersji drużyny różni się tym, że należy do niej znacznie więcej osób. Uzasadnienie takiego zabiegu jest proste – chodzi o to, żeby trudniej było „złapać" herosów rozproszonych po świecie i aby mogli szybciej oraz sprawniej reagować na zagrożenia, których jest multum. Ma to sens? Ma. Ale ten medal posiada też drugą stronę. Nagromadzenie bohaterów może szybko zmęczyć i stworzyć wrażenie przesytu. Przez większą część albumu Markowi Waidowi udaje się jednak tego problemu uniknąć, a to przede wszystkim dlatego, że umiejętnie skacze od jednego wątku do drugiego, nieustannie utrzymując wysokie tempo akcji oraz uwagę czytelnika.
Bohaterów faktycznie jest dużo, a co za tym idzie – nie każdy ma szansę na to, żeby w tej opowieści zaistnieć. Nieco zawiedzeni mogą być fani żelaznych członków Ligi Sprawiedliwości – ani Batmana, ani Wonder Woman, ani w końcu Supermana nie ma tu za wiele. Owszem, każde z nich potrafi mieć istotny wpływ na wydarzenia, ale nic nie kręci się bezpośrednio dookoła nich. W moich oczach jest to jednak bardzo odświeżający zabieg, bo daje on pole manewru tym, którzy zazwyczaj stoją w cieniu. I wydaje się, że właśnie takie są założenia całej inicjatywy „Bez granic". Ten manewr podnosi wartość innych bohaterów, bo nie ma już „rezerwowych”, a Liga nie ma zamkniętego składu. To świetnie oddaje ideę jedności, jaką superbohaterowie chcą szerzyć.
Zagrożenie, z jakim mierzą się tym razem bohaterowie, może nieco rozczarowywać. Tajemnicza grupa złoczyńców zwana Infernem to antagoniści wybitnie funkcjonalni. Nie dorównują charyzmą nie tylko Darkseidowi czy Brainiacowi. Nie stoją nawet w drugim szeregu komiksowych czarnych charakterów. Tak to przynajmniej wygląda na tę chwilę, bo może się jeszcze okazać, że scenarzysta ma jakiegoś asa w rękawie, a Inferno pokaże prawdziwe, bardziej złowieszcze oblicze. Na to po cichu liczę. Lepiej niż ta tajemnicza organizacja wypada za to szerszy plan fabularny – wątki wydają się wybiegać poza aktualne wydarzenia, co i rusz natrafiamy na kolejne tajemnice i sugestie. Wszystko to tworzy wrażenie, że w kolejnych tomach czeka na nas znacznie więcej fabularnych niespodzianek, które jeszcze bardziej podniosą stawkę.
Rysunki Dana Mory prezentują się naprawdę dobrze. Pochodzący z Kostaryki artysta często bywa ostatnio angażowany do dużych projektów DC Comics i powoli wyrasta na jednego z najciekawszych grafików wydawnictwa. Nic w tym dziwnego, bo tworzone przez niego ilustracje są po prostu efektowne i dopracowane. Cechuje je spora dynamika i efektowność, a co istotne – artysta nie zapomina też o detalach. Czasami zdarza mu się odrobinę przeładować plansze postaciami, ale w komiksie tego typu jest to rzecz właściwie nie do uniknięcia.
Pierwszy tom „Ligi Sprawiedliwości bez granic” ma być przede wszystkim rozrywkową opowieścią, umiejętnie rozkładającą akcenty na nowej mapie Uniwersum DC. I jako taka sprawdza się naprawdę dobrze. To album, który spokojnie można porównać do letniego blockbusterowego widowiska – ma jasno określoną stawkę, potrafi być emocjonujący, w odpowiednich momentach umiejętnie zawiesza akcję, płynnie skacze też między istotnymi wątkami. Mark Waid doskonale wie, co chce pokazać – w jego interpretacji Liga Sprawiedliwości ma ambicję ponownego znalezienia się w samym środku Uniwersum DC, chce stać się jego centralną, kluczową częścią. Jej sercem. Ten twórczy entuzjazm jest tu doskonale wyczuwalny, a „Ku infernu" stanowi udane otwarcie nowego rozdziału w DC Comics.
Tytuł: Ku infernu
Seria: Liga Sprawiedliwości bez granic
Scenariusz: Mark Waid
Rysunki: Dan Mora
Kolory: Tamra Bonvillain
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Justice League Unlimited. Vol 1: Into the Inferno
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: czerwiec 2026
Liczba stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-7352-1
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 23. 07. 2026).




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz