Przyznam, że nie robiłem w tej sprawie dokładnego researchu, ale wydaje mi się, że nie ukazuje się zbyt wiele fantastyki zahaczającej o tematykę marynistyczną. Jasne, wszyscy znamy te najważniejsze tytuły (choćby niezapomniany „Król Bezmiarów”), ale w ogólnym rozrachunku więcej jest innych motywów. W tym kontekście powieść ulokowana na niebezpiecznych oceanach cieszy. Ale sama tematyka nie wystarczy – do tego musi dołączyć pisarska jakość. Czy może to dobrze wyglądać u powieściowego debiutanta?
Marten Duvallet traci stanowisko na statku, na którym był nawigatorem. Wszystko ma związek z jego uzależnieniem od podmorskiego narkotyku, sunu. Ta zmieniająca percepcję używka jest niezwykle cenna i pożądana na całym świecie. Życie Martena niespodziewanie ratuje młodszy brat, Cobar, który sam ma swoje problemy i aktualnie nerwowo przed nimi ucieka. Obaj muszą znaleźć własną drogę i rozliczyć się z przeszłością, walcząc przy okazji z uzależnieniem pożerającym duszę i ciało. Wszystko w cieniu wielkiej polityki i zemsty zza grobu.
Odpowiadając na pytanie zawarte we wstępie i nie dawkując napięcia – tak, Organiściak ma naprawdę dobry warsztat. Powieść jest napisana przystępnym, płynnym językiem i czyta się ją naprawdę wybornie. Lekkość rozrywkowej fantastyki wylewa się z kolejnych stron i sprawia, że trudno się od tej lektury oderwać. Autor ma gawędziarski styl, który idealnie pasuje do morskiej bajędy. Wiem, brzmi to nieco tandetnie, zwłaszcza zważywszy na tematykę „Poławiaczy sunu”, ale przez tę książkę po prostu się czytelniczo płynie. To jej pierwsza, ale wcale niejedyna zaleta.
Autor prowadzi kilka wątków jednocześnie i choć proporcje nie są równe – niektóre zajmują więcej miejsca, inne z kolei są wyraźnie poboczne - to wydaje się, że na znacznej przestrzeni powieści udało się utrzymać między nimi odpowiednią harmonijność. Co więcej, wszystkie wątki dość sprawnie (choć jak na mój gust nieco zbyt intensywnie w ostatniej fazie powieści) splatają się w zakończeniu. Kiedy trzeba, Organiściak umiejętnie buduje napięcie, a co za tym idzie, przykuwa uwagę czytelnika. Sprzyja temu kreacja głównych bohaterów. Same postaci skrojone są co prawda dość szablonowo, ale da się je lubić. Mimo pewnej przewidywalności co do tego, jak się rozwiną, można przejąć się ich losami i być ciekawym ich perypetii.
Bardzo ciekawie prezentuje się to, wokół czego obraca się fabuła omawianej książki. Tytułowe sunu to narkotyk o niezwykłych właściwościach, dzięki któremu odpowiednio utalentowany człowiek może czarować. Sęk w tym, że sunu jest niezwykle uzależniające, a odstawienie go na zbyt długo to pewna śmierć. Substancja jest na tyle cenna, że wokół niej kręci się nawet polityka różnych państw. Obserwujemy, jak używka wpływa na życie dwóch głównych bohaterów powieści, jak wypacza ich umysły, ale także jak zwiększa ich możliwości. Czy to na pewno taki balast, jak można sądzić? A może cena jest warta zapłacenia, ponieważ korzyści są o wiele większe niż koszty zażywania? To wszystko, co autor rzuca nam pod rozwagę, w interesujący sposób urozmaica klasyczną, awanturniczą opowieść. Pewnym problemem może być jednak fakt, że Organiściak nie rozwija swojej wizji wpływu narkotyku na świat. Padają sugestie, że może on mieć większe znaczenie, niż się wydaje, ale w żaden sposób nie znajduje to rozwinięcia. To nieco rozczarowuje, choć ten zarzut nie będzie miał takiego ciężaru, jeśli autor rozwinie ten temat w (potencjalnej) kontynuacji.
No właśnie – marynistyczna fantastyka przygodowa byłaby niczym bez niezwykłych przygód, niecodziennych wydarzeń, niesamowitych stworów. I tego na kartach „Poławiaczy sunu” rzeczywiście nie brakuje. Akcja toczy się w niezwykle wartkim tempie, ale cały czas jest trzymana w ryzach. Co jakiś czas ktoś dołącza do grona głównych bohaterów, dzięki czemu udaje się zachować całkiem odświeżające zróżnicowanie. Co więcej, autor wykazuje się pomysłowością, kreatywnie wykorzystując morskie legendy, na przykład tę o mitycznych syrenach.
Sięgnąłem po tę powieść w zasadzie przypadkowo, ale zakup okazał się naprawdę udany. „Poławiacze sunu” to pełnokrwista marynistyczna fantastyka, która mimo pewnej przewidywalności angażuje od początku do końca i wygrywa ciekawą kreacją bohaterów i świata przedstawionego. Nie wiem, czy takowa się ukaże, ale bardzo chętnie przeczytałbym kontynuację. Nie obraziłbym się również, gdyby autor przywrócił do życia pewną uśmierconą postać, którą bardzo polubiłem. Uda się, autorze? Może jakiś okruch sunu miałby moc wskrzeszania? Ale zostawiając już fabularne detale na boku, warto dać „Poławiaczom sunu” szansę. To dobra lub nawet bardzo dobra książka.
Autor: Michał Organiściak
Tytuł: Poławiacze sunu
Wydawca: Fabryka słów
Liczba stron: 496
Data wydania: marzec 2026
ISBN: 978-83-8375-198-6




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz