Run Chip Zdarsky’ego w „Batmanie” budził początkowo mieszane, choć na ogół umiarkowanie pozytywne reakcje. W oczach wielu nie jest to interpretacja przełomowa, lecz z pewnością przyzwoita, potrafiąca błysnąć ciekawym pomysłem czy bardziej pogłębionym spojrzeniem na psychikę Bruce’a Wayne’a. W kolejnych tomach autor konsekwentnie rozwijał wątki, często testując granice postaci Nietoperza, co nie zawsze spotykało się z entuzjazmem czytelników. Trudno jednak odmówić temu runowi ambicji. „Mroczne więzienia” wpisują się w ten obraz jako naturalna kulminacja – album, który chce domknąć kluczowe motywy i jednocześnie podsumować drogę, jaką przeszedł bohater pod ręką scenarzysty.
Po starciu z własnymi systemami bezpieczeństwa Bruce Wayne zostaje uwięziony w odizolowanym kompleksie kontrolowanym przez sztuczną inteligencję. Pozbawiony zaplecza technologicznego i wsparcia sojuszników musi odnaleźć się w rzeczywistości, w której każdy jego ruch jest monitorowany, a reguły gry, ustalone przez jego własne zabezpieczenia, działają przeciwko niemu. Równolegle rozwijają się wątki związane z sytuacją w Gotham oraz poczynaniami postaci drugoplanowych. Bohaterowie próbują poradzić sobie z rosnącym chaosem i brakiem Mrocznego Rycerza, który stara się odzyskać kontrolę zarówno nad sytuacją, jak i nad samym sobą, co prowadzi do ostatecznej konfrontacji z Failsafe’em oraz Zur-En-Arrh.
To nieco zaskakujące, ale w wielu momentach można odnieść wrażenie, że „Mroczne więzienia” to przede wszystkim historia o wewnętrznym kryzysie Bruce’a Wayne’a, a nie klasyczna superbohaterska opowieść akcji. Kluczową rolę odgrywa tu rozwinięcie motywu Batmana Zur-En-Arrh jako odrębnej, skrajnej persony oryginalnego Mrocznego Rycerza. Uosabia ona jego obsesję kontroli, paranoję i potrzebę absolutnego zabezpieczenia świata. Batman w pewien sposób przekroczył granicę, tworząc trudne do okiełznania mechanizmy, które wymknęły się spod kontroli i zaczęły działać przeciwko niemu. Tytułowe więzienia można zatem odczytywać zarówno dosłownie – jako rzeczywiste miejsce fizycznej izolacji, jak i metaforyczne – jako konsekwencje wcześniejszych decyzji. Bruce zresztą nie jest przedstawiony jako nieomylny strateg, ale ktoś zagubiony, zmuszony do zmierzenia się z własnymi błędami. To bardzo ludzki wymiar tego bohatera, a to nie było w ostatnich latach zbyt często widywane w komiksach o Batmanie.
Jeden z kluczowych elementów „Mrocznych więzień” stanowi technologia. Przestaje ona być wyłącznie narzędziem w rękach bohaterów, a zaczyna funkcjonować jako siła kształtująca przebieg wydarzeń. Zdarsky konsekwentnie rozwija motyw systemów stworzonych przez Batmana (z Failsafe’em na czele) i pokazuje, jak niepokojąco łatwo granica między zabezpieczeniem a zagrożeniem może zostać zatarta. To, co miało gwarantować przewagę, obraca się przeciwko swojemu twórcy, wymuszając na nim działanie w warunkach, których nie jest w stanie w pełni przewidzieć. Batman uwielbia mieć kontrolę, dlatego są to dla niego niezwykle trudne warunki do funkcjonowania, bo technologia nie tylko wspiera jego działania, ale je determinuje, ograniczając pole manewru i obnażając iluzję wszechwiedzy. W efekcie technologia staje się jedną z głównych osi konfliktu – zamiast rozwiązywać problemy, generuje nowe, znacznie trudniejsze do opanowania.
Co istotne, omawiany tom domyka (choć czy robi to w ostateczny sposób, to się jeszcze okaże) jeden z głównych wątków runu Zdarsky’ego, czyli motyw Zura/Failsafe’a. Ten finał jest bardzo czytelny i faktycznie daje poczucie zakończenia pewnego etapu historii Nietoperza. To dobra wiadomość. Jest jednak mniej efektowny, niż można się było spodziewać. To może rozczarować część czytelników, zwłaszcza tych, którzy najbardziej cenią sobie akcyjne oblicze komiksów z Batmanem w roli głównej. Zastosowane rozwiązania, jak nietrudno się domyślić, nie są w żadnym momencie rewolucyjne, ale komiks superhero rzadko sięga po naprawdę przełomowe zmiany – nie leżą one w interesie wydawcy, któremu najbardziej zależy na wysokich słupkach sprzedaży.
Rysunki (zwłaszcza te autorstwa Jorge Jimeneza) to mocny element tomu. Uwagę zwraca przede wszystkim duża dynamika kolejnych grafik oraz ekspresyjna mimika postaci. Umiejętne operowanie kadrami przez artystę podkreśla z kolei chaos i napięcie wyczuwalne w historii, dzięki czemu cały komiks skutecznie krzesze czytelnicze emocje. Tradycyjnie warto też zwrócić uwagę na galerię okładek kolejnych zeszytów, bo niektóre z nich to prawdziwe dzieła sztuki.
Czy „Mroczne więzienia” stanowią najlepszy moment całej historii toczącej się wokół Failsafe’a i Batmana Zur-En-Arrh? W moim odczuciu nie, bo na pierwszym miejscu stawiam album otwierający run Zdarsky’ego. Mimo tego mamy do czynienia z bardzo satysfakcjonującym tomem, który prezentuje się naprawdę spójnie i przekonująco. Chip Zdarsky udanie wykorzystał motyw „bohatera w kryzysie”, a jego opowieść o Batmanie znajdującym się w sytuacji (na pozór) bez wyjścia mocno angażuje i pozostawia Mrocznego Rycerza w ciekawym położeniu przed dalszymi przygodami.
Tytuł: Mroczne więzienia
Seria: Batman
Tom: 5
Scenariusz: Chip Zdarsky
Rysunki: Jorge Jimenez, Michele Bandini inni
Kolory: Tomeu Morey, Alex Sinclair i inni
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Batman Vol. 4: Dark Prisons
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: marzec 2026
Liczba stron: 180
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-7338-5
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 24. 04. 2026).




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz