środa, 15 kwietnia 2026

Batman. Detective Comics. Tom 5: Gothamski nokturn. Akt III - Recenzja

 

Początkowo nie byłem do końca przekonany, czy Ram V jest dobrym wyborem na głównodowodzącego najstarszego tytułu z Batmanem w roli głównej. „Uwertura” do „Gothamskiego nokturnu” była wprawdzie komiksem nastrojowym, ale też odrobinę przegadanym. Czuć w niej było potencjał, którego autor nie potrafił jeszcze w pełni wykorzystać. Na szczęście z każdym kolejnym tomem cykl nabierał charakteru i wyrazistości, by tuż przed finałowym rozstrzygnięciem zostawić czytelnika z apetytem na więcej. Pora sprawdzić, czy konkluzja dowiozła to, co obiecywała.

Batman próbuje odzyskać kontrolę nad sytuacją w Gotham i powstrzymać siły dążące do przejęcia władzy nad metropolią. Ostateczna potyczka z wpływową rodziną Orghamów, której ambicje i intrygi coraz mocniej odciskają piętno na losach miasta oraz jego mieszkańców, zbliża się wielkimi krokami. Wątki rozwijane w poprzednich tomach – zarówno te dotyczące politycznej i społecznej sytuacji Gotham, jak i osobiste rozterki Mrocznego Rycerza – splatają się i prowadzą w stronę nieuchronnej konfrontacji. Stawką pozostaje nie tylko przyszłość miasta, ale także to, czy Batman wciąż będzie w stanie odgrywać rolę jego najważniejszego obrońcy.

Na kartach piątej części „Gothamskiego nokturnu” najciekawiej wypadają fragmenty o charakterze onirycznym, w których Batman walczy nie tylko o powrót do Gotham, ale przede wszystkim o odzyskanie własnej tożsamości. To właśnie w tych scenach najwyraźniej wyczuwalna jest stawka całej opowieści, znacznie bardziej osobista, niż mogłoby się początkowo wydawać. Wyraźnie uwypukla się tu charakter Batmana, bohatera naznaczonego wewnętrznym mrokiem, a mimo to wciąż gotowego stawać do walki w imię dobra mieszkańców miasta. Ten kontrast między ciemną stroną osobowości a poczuciem obowiązku od dawna stanowi jeden z fundamentów tej postaci, a Ram V wyraźnie go tutaj podkreśla. Być może właśnie mrok jest kluczem do zrozumienia niełatwej relacji Batmana z Gotham, bo w świecie tej opowieści los miasta i jego obrońcy wydaje się nierozerwalnie spleciony.

Gotham funkcjonuje w osobliwej symbiozie ze swoim obrońcą. Ta relacja jest nieoczywista i pełna napięć, a przeciwnicy Batmana niejednokrotnie próbują nią zachwiać, uderzając zarówno w samego bohatera, jak i w zaufanie mieszkańców. Ten motyw wykorzystuje także Ram V, pokazując, że społeczność miasta w gruncie rzeczy potrzebuje swojego Mrocznego Rycerza i pragnie jego powrotu – nawet jeśli zewnętrzna siła zmusza ją do (pozornego) zapomnienia o Batmanie. Co znamienne, nawet jeśli w momentach, gdy obrońca działa i nie brakuje głosów podważających jego metody czy osiągnięcia, to w szerszej perspektywie na pierwszy plan wysuwa się wzajemna zależność. Gotham po prostu potrzebuje Batmana tak samo, jak Batman potrzebuje Gotham – i właśnie ta nierozerwalna więź nadaje tej opowieści dodatkowej głębi.

Pod koniec historii Ram V wyraźnie zmienia tempo narracji i pozwala, by napięcie znalazło ujście w serii coraz bardziej bezpośrednich konfrontacji, a tę zmianę akcentów niestety dość wyraźnie widać. Dominujące wcześniej symbolika i introspekcja stopniowo ustępują miejsca akcji. Pojawiają się kolejne starcia, tempo przyspiesza, a fabuła zaczyna zmierzać w stronę klasycznego komiksowego finału, w którym napięcie musi znaleźć ujście w serii konfrontacji. To zabieg w pełni zrozumiały – po tak długim budowaniu atmosfery i stawki trudno byłoby zakończyć historię wyłącznie rozmową czy kolejną wizją. Problem polega jednak na tym, że ten nagły zwrot ku widowiskowości nie do końca współgra z charakterem wcześniejszych części „Gothamskiego nokturnu”. Tam dominowała powolna, momentami wręcz hipnotyczna narracja, skupiona bardziej na psychice bohatera i relacji Batmana z miastem niż na spektakularnych pojedynkach. Finałowe „łubu-dubu” spełnia więc swoją funkcję, ale pozostawia też niedosyt, jakby w kulminacyjnym momencie scenarzysta zdecydował się na rozwiązanie bardziej konwencjonalne, niż zapowiadały to wcześniejsze tomy.

Pod względem graficznym album prezentuje się naprawdę dobrze i to mimo faktu, że pracowało przy nim wielu rysowników (stopka mówi o jedenastu nazwiskach). Nie przepadam za takim rozwiązaniem, bo nie pozwala ono zachować ciągłości stylistycznej na przestrzeni całego komiksu, jednak w przypadku tytułu, który zawiera w sobie kilka pomniejszych opowieści, nie jest to aż tak zły wybór. W „Akcie III” najlepiej wypadają prace dwóch Włochów – Stefano Raffaele i Riccardo Federici stworzyli kadry iście oniryczne i nastrojowe, które świetnie pasują do opisanej na początku albumu podróży Batmana po obrzeżach świadomości.

Jako zamknięcie cyklu trzeci akt „Gothamskiego nokturnu” wypada przyzwoicie. Taki stan rzeczy jest jednak dla mnie nieco rozczarowujący, bo miałem apetyt na znacznie więcej, zwłaszcza po bardzo udanych „Akcie II” oraz „Intermezzo”. Ram V mocno poszedł w bardzo standardowe, jak na komiks trykociarski, rejony i ostatecznie oddał w nasze ręce album, który konkluduje ciekawą opowieść zwykłą rozwałką. I choć z samego zakończenia można było wyciągnąć więcej, to patrząc na „Gothamski nokturn” całościowo, będę go wspominał dobrze.

Tytuł: Gothamski Nokturn. Akt III
Seria: Batman. Detective Comics
Tom: 5
Scenariusz: Ram V, Dan Watters, Alex Paknadel
Rysunki: Stefano Raffaele i Riccardo Federici i inni
Kolory: Lee Loughridge, Luis Guerrero i inni
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Batman: Detective Comics Vol. 5: Gotham Nocturne: Act III
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: luty 2026
Liczba stron: 300
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 167 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-7335-4

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 26. 03. 2026).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz