czwartek, 15 listopada 2018

Liga Sprawiedliwości (Odrodzenie). Tom 3: Ponadczasowi - Recenzja

Dwie pierwsze odsłony odrodzonej „Ligi Sprawiedliwości” nie rzucały na ziemię – takie postawienie sprawy jest w zasadzie nobilitacją dla prowadzonej przez Bryana Hitcha serii. Żeby mieć pełen obraz poziomu jaki prezentują perypetie drużyny największych ziemskich herosów, należy użyć słowa „mierny”. I to momentami nawet bardzo. Jednak tak jak Człowiek ze Stali swoimi poczynaniami niesie nadzieję, tak czytelnicy, mimo braku odpowiednich przesłanek, mogli żywić się irracjonalną wiarą, że mimo braku zmiany scenarzysty, tom numer trzy będzie się prezentował trochę lepiej niż poprzednie. „Ponadczasowi” udowadniają jednak, że znane przysłowie mówi prawdę, a nadzieja faktycznie jest matką głupich.

Zawiązanie akcji tego tomu to kolejne zagrożenie na globalną skalę, z jakim musi poradzić sobie Liga Sprawiedliwości. Ziemię zaatakowali tak zwani Ponadczasowi, którzy sprawili, że najwięksi superbohaterowie trafili w różne punkty historii planety. Te miejsca łączy jedno – działająca w nich siła o potężnej mocy, taka jak narodziny Mocy Prędkości czy potęga Bogów Olimpu. Najeźdźcy pragną zebrać te erupcje potęgi w całość, połączyć je i pchnąć Ziemię w pożądanym przez siebie kierunku, który jednak oznaczać może, że nasza planeta przestanie istnieć. Czuć tu oczywisty konflikt interesów, do akcji musi więc wkroczyć Liga.

Bryan Hitch od pierwszego zeszytu swojego runu kładzie główny nacisk na akcję. Osobiście nie mam nic przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Bardzo lubię komiks rozrywkowy i często odnajduję dobrą zabawę podczas lektury kolejnych takich tytułów. Sęk w tym, że Hitch nie ma do zaoferowania nic więcej. Główną atrakcją zaprezentowanej w „Ponadczasowych” fabuły jest bowiem rozwałka, której nie udało się podeprzeć niczym więcej. Wszelkie próby wyszły zbyt miałko, by brać je na poważnie. Jako przykład można podać tu obawę Supermana o rodzinę – ten motyw rozpisany jest fatalnie, nie czuć w nim żadnych emocji, a zagrożenie dla Jona i Lois jest praktycznie niewyczuwalne. Jak na komiks, w którym motywem przewodnim jest czas, brakuje poczucia, że ów czas faktycznie bohaterów goni.

Ponownie nie ma tu też praktycznie żadnej większej próby zaprezentowania relacji panujących między poszczególnymi bohaterami. Warto pamiętać, że Superman jest w drużynie postacią stosunkowo świeżą (pochodzi z innej wersji Ziemi, tej sprzed Flashpointu i wraz ze startem „Odrodzenia” zajął miejsce swojego odpowiednika z „The New 52”). Wciąż powinny więc występować pewne tarcia między nim a resztą ekipy, próby dogrania się w celu jak najlepszej współpracy dla dobra ludzkości – Hitch zupełnie jednak lekceważy podobne motywy, nad czym boleję, ponieważ mogłyby one stanowić jeden z bardziej interesujących aspektów sytuacji panującej wewnątrz Ligi. Jedyny moment, gdy scenarzysta daje dojść do głosu temu tematowi jest zeszyt otwierający całość, ale w nim problem zostaje przedstawiony w niezbyt interesujący sposób i nie jest w stanie przyciągnąć uwagi czytelnika na dłużej.

Jednym z głównych mankamentów dwóch pierwszych tomów tej wersji „Ligi Sprawiedliwości” były absurdalne i proste rozwiązania fabularne stosowane przez Hitcha. Autor nie poprawił niestety tego elementu w kolejnej odsłonie cyklu. Nie dosyć, że zagrożenie pojawia się tradycyjnie, przepraszam za wyrażenie, „z dupy” (kolejni kosmiczni najeźdźcy – ile można?), to superbohaterowie sprawiają wrażenie zdziecinniałych debili. Przykładem tego zachowania jest sytuacja, gdy na wiarę biorą słowa nieznajomej kobiety, która twierdzi, że wie jak rozwiązać sytuację z atakiem Ponadczasowych. Nie ma żadnej weryfikacji – Superman, Batman, Wonder Woman i reszta obdarzonych mocą obrońców ludzkości, jak po sznurku idą za wskazówkami postaci o niezweryfikowanych intencjach. Podobnych zachowań znajdziemy w tomie jeszcze kilka, i nie ma co ukrywać – takie fabularne rozwiązania w żadnej mierze nie sprzyjają wiarygodności prezentowanych tu wydarzeń.

Ilustracje w „Ponadczasowych” to dzieło Fernando Pasarina. O dziwo, za całą główną opowieść odpowiedzialny jest tylko jeden rysownik, co jest rzadkością w nowoczesnym komiksie superbohaterskim. Zaletą takiego rozwiązania jest bez wątpienia jednolitość graficzna występująca na przestrzeni całej historii. Pochodzący z Hiszpanii artysta nie wychodzi za bardzo ponad gatunkową przeciętność, kolejne kadry zapełnione są zaś ilustracjami dosyć efektownymi, w miarę szczegółowymi i ładnie prezentującymi twarze bohaterów, które jednak nie zostaną w pamięci na dłuższy czas. Warto dodać, że rozpoczynającą album jednozeszytówkę rysował sam Bryan Hitch, który zaprezentował się równie przyzwoicie co ilustrator głównej składowej tomu.

Trzeci tom „Ligi Sprawiedliwości” nie obniża poziomu całości, bo ten jest tu zwyczajnie równie niski jak poprzednio. Bryan Hitch nie uczy się na własnych doświadczeniach i w kolejnej opowieści popełnia te same błędy co poprzednio, co w ostatecznym rozrachunku sprawia, że ciężko uznać prowadzoną przez niego serię za tytuł choćby przeciętny. Tak jak ten konkretny cykl już wcześniej był najsłabszą serią „Odrodzenia” wydawaną w Polsce, tak teraz ugruntował swoją mało chwalebną pozycję. Wydaje się, że sytuacja może ulec poprawie dopiero wtedy, gdy zmieni się osoba zasiadająca na stołku scenarzysty.  

Tytuł: Ponadczasowi
Seria: Liga Sprawiedliwości (Odrodzenie)
Tom: 3
Scenariusz: Bryan Hitch
Rysunki: Fernando Pasarin, Bryan Hitch
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Justice League Vol. 3: Timeless
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: luty 2018
Liczba stron: 132
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 165 x 255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-3403-4

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Arena Horror i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza