wtorek, 28 sierpnia 2018

Zaćmienie - Recenzja

Gdy na okładce komiksu widnieje nazwisko „Brubaker”, możemy być pewni, że za chwilę przeczytamy coś wyrastającego ponad przeciętność, a gdy dodatkowo obok tego pierwszego widzimy „Phillips”, szanse na zajmującą lekturę jeszcze bardziej rosną. Obaj panowie dostarczyli nam niezapomnianych wrażeń już kilkukrotnie, że wspomnę chociażby o znakomitym „Fatale” czy sugestywnym „Zabij albo zgiń”. Ich kolejny projekt wydawał się nieco ryzykowny, głównie ze względu na niecodzienną jak na komiks rozrywkowy tematykę, jednak znając pełne zaangażowanie autorów, można było w ciemno zakładać, że efekty ich pracy spełnią wysokie oczekiwania.

Późne lata czterdzieste XX wieku. Jedno ze studiów w Hollywood kręci nowy film. Wszystko idzie zgodnie z planem do czasu, gdy grająca główną rolę aktorka zostaje znaleziona martwa. Na wierzch zaczynają wychodzić głęboko skrywane tajemnice członków ekipy. Scenarzysta obrazu nie wierzy w oficjalną wersję, mówiącą o samobójstwie i chce na własną rękę dowiedzieć się, kto zabił gwiazdę. Śledztwo może go jednak zaprowadzić w prawdziwie niebezpieczne zakamarki Fabryki Snów. W dodatku środowisko filmowe żyje w ciągłej paranoi i wszędzie widzi komunistów. Czy w tych okolicznościach zmagający się z własnymi demonami mężczyzna może dotrzeć do prawdy?

„Zaćmienie” jest kolejnym napisanym przez Brubakera komiksem, który można zakwalifikować jako noir. Amerykanin na szczęście wie, jak poruszać się w ramach tej stylistyki i umiejętnie korzysta z dostępnych w niej rekwizytów i motywów, nie sprawiając przy okazji wrażenia, że zjada własny ogon. Miejsce akcji zostało wybrane wręcz perfekcyjnie – Hollywood to pozornie magiczna dzielnica L.A., ale jeśli przyjrzymy się jej bliżej, dostrzeżemy całą gamę degeneracji. Blichtr towarzyszący znanym aktorom i reżyserom jest ledwie powierzchowny. Złoty puder przykrywa wszystko, ale jego warstwa okazuje się wyjątkowo cienka – tuż pod powierzchnią kryją się rzeczy mało przyjemne dla oka, poczynając od nieustannych imprez i lejącego się na nich alkoholu, a skończywszy na perwersjach o wiele większego kalibru, często zahaczających o przestępstwo. W takich okolicznościach zachowanie odpowiednio nastrojonego moralnego kompasu graniczy z niemożliwością.

Wśród bohaterów występujących w „Zaćmieniu” próżno szukać osób jednoznacznie pozytywnych. Każdy ma swoje grzechy i dźwiga bagaż doświadczeń, co rzecz jasna przekłada się na ich zachowanie. Determinuje je także samo miejsce akcji – Hollywood niejako wymusza na ludziach określone postępowanie, zwłaszcza, gdy jest się osobą nastawioną na osiągnięcie sukcesu. Wówczas trzeba porzucić sentymenty, zapomnieć o czymś takim jak sumienie i być gotowym na wszystko. I takich właśnie postaci na kartach „Zaćmienia” nie brakuje, co dodatkowo podkreśla zepsucie filmowego światka, w którym bezwzględnie króluje cynizm, często promującego nie tych najbardziej zdolnych, ale potrafiących się idealnie zaadaptować do danych warunków.

Nowy komiks Brubakera zasadza się na kryminalnej intrydze – ta jest jednak zaledwie punktem wyjścia. Niezwykle ważnym elementem okazuje się tu tło historyczne. Fabuła toczy się w okresie słynnego makkartyzmu, czyli polowania na komunistów w Stanach Zjednoczonych. Wszechobecna gęsta atmosfera rzutuje na zachowanie elit, w tym przypadku filmowych. Wszyscy starają się nie wchodzić w drogę funkcjonariuszom FBI szukającym sowieckich szpiegów także wśród artystów, jednak nie zawsze to się udaje. Kolejne kariery, a często i życia, są łamane przez agentów, a ludzi zmusza się do donoszenia na przyjaciół. Brubaker doskonale czuje tę paranoję i świetnie przenosi ją do swojej opowieści, co nadaje jej nie tylko wiarygodności, ale i potrzebnego dramatyzmu.

Na wysokości zadania stanął Sean Phillips, co nie jest żadnym zaskoczeniem. Brytyjczyk pięknie zaprezentował realia lat czterdziestych ubiegłego wieku, jego kreska jest dość mroczna i odpowiednio realistyczna. Podobać się może zwłaszcza rysowanie bohaterów – filmowe gwiazdy są posągowe, ale artysta potrafił też pokazać ich bardziej przyziemne oblicze. To ostatnie na pewno widać u bohaterów, którzy muszą taplać się w brudzie świata przedstawionego, co odciska na nich, dobrze ujęte przez Phillipsa, piętno. Rysunki zostały pięknie pokolorowane, odpowiedzialna za ten element warstwy graficznej Elizabeth Breitweiser ponownie zaprezentowała się z jak najlepszej strony, nadając pracom rysownika tak potrzebnej głębi. Warto też wspomnieć o niezwykle interesujących dodatkach zamieszczonych na końcu albumu. Znajdziemy wśród nich zestaw okładek, eseje tematyczne, okolicznościowe ilustracje i opisy procesu twórczego. Materiałów dodatkowych jest naprawdę dużo, bo aż sześćdziesiąt stron, co pozwala pozostać w wykreowanym przez twórców świecie jeszcze chwilę po zakończeniu lektury samego komiksu.

Zamknięta w dwunastu zeszytach opowieść robi bardzo duże wrażenie. Brubakerowi i Phillipsowi udało się po raz kolejny stworzyć prawdziwie fascynującą, wieloznaczną fabułę noir. Jak dla mnie „Zaćmienie” plasuje się w czołówce dokonań obu twórców i jest komiksem, do którego z pewnością będę raz na jakiś czas powracał. Tytuł nagrodzono nagrodą Eisnera w kategorii najlepszej serii limitowanej, co musi być znaczącą rekomendacją jakościową. Jeśli współpraca obu panów ma przynosić tak olśniewające rezultaty, jak w tym przypadku, niech ich twórcze drogi pozostaną splecione na jak najdłuższy czas.

Tytuł: Zaćmienie
Scenariusz: Ed Brubaker
Rysunki: Sean Phillips
Kolory: Elizabeth Breitweiser
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Tytuł oryginału: Fade Out
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: lipiec 2018
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
Format: 170 x 260
Wydanie: I
ISBN: 978-83-65938-15-2

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza