środa, 18 marca 2015

John Jackson Miller "Kenobi" - Recenzja

 Kenobi to jedna z ostatnich, jeśli nie ostatnia, książka należąca do starego książkowego kanonu Gwiezdnych Wojen, czyli tzw. Legends. Przez szereg lat, w ramach Expanded Universe, ukazały się dziesiątki różnych jakościowo pozycji, zazwyczaj w konwencji przygodowej rąbanki, czasami jednak zahaczając o inne gatunki. Mieliśmy już np. do czynienia z egzotyczną, jak na Star Wars, otoczką, czyli survival horrorem. I właśnie w nietypową stronę postanowił pójść Miller. Kenobiego można śmiało określić jako próbę westernową, kierunek, jak na Gwiezdne Wojny, dosyć specyficzny. Jak to wyszło w praktyce?


Już po zdziesiątkowaniu Jedi przez Rozkaz 66, Obi-Wan Kenobi trafia na pustynną Tatooine. Tutaj zamierza ukryć dziecko swojego byłego ucznia, Anakina Skywalkera, który przeszedł na Ciemną Stronę Mocy. Ben, bo takie imię postanowił przyjąć Obi-Wan podczas wygnania, ma w planach zaszyć się na odludziu i stamtąd mieć baczenie na rozwój małego Luke’a. Jednak spokój nie będzie Kenobiemu dany. Mężczyzna, mimo starań, dostaje się w sam środek dosyć dziwnej sytuacji, i musi stanąć po konkretnej stronie w lokalnym konflikcie. 

Powieści z tego konkretnego uniwersum to zazwyczaj szybka i pędząca bez wytchnienia akcja. Tym razem jest nieco inaczej. Całość jest zaskakująco kameralna. Miller duży nacisk położył na opisywanie życia pustynnej osady i głębsze nakreślenie panujących między farmerami wilgoci relacji. Przybycie na miejsce Kenobiego w pewien sposób zaburza delikatną równowagę i jest kamyczkiem, który powoduje lawinę zmian.

Wydawać by się mogło, że to Ben będzie głównym bohaterem tej powieści, jednak w wielu kolejnych rozdziałach znajduje się on w cieniu innych bohaterów. Zabieg, mimo że na pierwszy rzut oka może się wydawać nieco zaskakujący, jest jednak najwyraźniej celowy. Dzięki temu czytelnik może odczuć enigmatyczność przybysza i ujrzeć go tak, jak widzą go osadnicy –  jako postać z zewnątrz, której nie do końca można zaufać. Siłą rzeczy to odbiorcy tej powieści są najbardziej obeznani z życiorysem Kenobiego, dlatego też ze sporą dozą przyjemności mogą podczas lektury wyłapywać liczne nawiązania i mrugnięcia okiem, które serwuje tu Miller. Odniesienia do przeszłości bohatera, sytuacji w galaktyce - enigmatyczne wtrącenia na te tematy to naprawdę udany manewr.

Sam Kenobi nie jest tu pokazany jako Rycerz Jedi, ale właśnie jako tajemniczy przybysz, o którego celach nikt nic nie wie. Po co przyszedł? Jakie ma plany? Czy można mu zaufać? Ben dopiero swoimi czynami musi pokazać jakim jest człowiekiem. Spore znaczenie ma tutaj okres, w którym dzieje się akcja. To czas krótko po potyczce na Mustafar, gdy Obi-Wan walczył ze swoim uczniem na śmierć i życie. Po tych wydarzeniach, byłego mentora Anakina dręczą osobiste demony, wyrzuca sobie, że mógł zrobić więcej, że źle pokierował karierą Skywalkera. Pobyt na Tatooine może być dla bohatera sposobem na swoiste zadośćuczynienie tamtych zaniedbań.

 Skoro akcja powieści dzieje się na tej konkretnej planecie, ze sporą dozą prawdopodobieństwa można było zakładać, że pojawią się tu Tuskenowie. Nie każdy fan Gwiezdnych Wojen darzy tę rasę sympatią, mając na uwadze przede wszystkim destruktywną rolę, jaką odegrali oni w życiu Anakina Skywalkera. Jeźdźcy Tusken to prosty, zamieszkujący pustynię i żyjący z dnia na dzień lud. Jednak Millerowi udało się sprawić, że czytelnik spojrzy na tę grupę z większym zainteresowaniem. To głównie zasługa wykreowania ciekawej postaci wśród tej konkretnej społeczności. A’Yark, bo o niej mowa, jest przywódczynią jednego z klanów. Bezwzględna i nieustępliwa, działa na korzyść swoich pobratymców, a w razie potrzeby może nagiąć pewne reguły. To nietypowa postać, a dodatkowe wrażenie sprawia sposób, w jaki potrafi się dostosować do panującej wokół sytuacji.

Przez prawie całą powieść, autorowi udaje się utrzymać dosyć równe, niespieszne tempo. W Kenobim to nie akcja jest na pierwszym planie, ale bohaterowie, ich wzajemne relacje i tajemnice które skrywają. Dobre wrażenie lekko psuje samo zakończenie, które, nie wchodząc zbytnio w szczegóły, jest hałaśliwe i nie do końca pasujące do reszty. Jednak całościowo, Kenobi stanowi naprawdę jasny punkt na firmamencie książkowych Gwiezdnych Wojen. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja się kompletnie takiego obrotu spraw nie spodziewałem, pozytywne zaskoczenie jest więc tym większe. Warto dać tej powieści szansę i pamiętać przy tym, że to książka nieco inna niż typowy produkt z tego uniwersum. 

8/10

Autor: John Jackson Miller
Tytuł: Kenobi
Tytuł oryginału: Kenobi
Tłumaczenie: Anna Hikiert i Błażej Niedziński
Wydawca: Amber
Data wydania: 2014
Liczna stron: 367
ISBN: 978-83-241-4965-0

1 komentarz:

  1. Tym razem spasuje, gdyż książka mnie nie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń