Pierwsza odsłona „Władzy absolutnej”, czyli kolejnego wielkiego eventu od DC Comics, była zaskakująco dobrym komiksem. Mówię to z perspektywy osoby zmęczonej crossoverami o wysokiej stawce – historiami wypluwanymi przez wydawnictwo z niesamowitą regularnością i prezentującymi starcia z kolejnymi gargantuicznymi zagrożeniami. Tym razem było w tym wszystkim więcej ducha, wydarzenia miały realne znaczenie, a fabuła w znacznej mierze pozostawała „przy ziemi” – i to te czynniki zadecydowały o dobrym odbiorze „Pozbawionych mocy”. Drugi tom zapowiadał się w tym kontekście nader interesująco.
Po ataku Amandy Waller i podległych jej zespołów superbohaterowie zostają pozbawieni mocy i uwięzieni w specjalnym więzieniu. Nie wszystkich udaje się jednak schwytać – najważniejsi z nich nadal pozostają na wolności i organizują ruch oporu przeciwko nowej, niezwykle skutecznej sile. Ocaleni muszą zmierzyć się z całym arsenałem dostępnym Waller, w tym z dawnymi druhami, którzy teraz walczą po przeciwnej stronie konfliktu.
Duże komiksowe eventy mają to do siebie, że zaczynają z wysokiego pułapu. Mocne otwarcie, wysoka stawka i spektakularne zwroty akcji skutecznie przyciągają uwagę czytelnika. Prawdziwy test przychodzi jednak w kontynuacji – to moment, gdy trzeba utrzymać tempo i rozbudować obraz konfliktu, nie wywołując przy tym wrażenia, że fabuła drepcze w miejscu przed wielkim finałem. Drugi tom „Władzy absolutnej” trafia właśnie w ten najbardziej niewdzięczny moment eventu, ale z postawionego mu zadania wywiązuje się zaskakująco dobrze.
„Władza absolutna” to miks zeszytów z różnych serii i, jak łatwo się domyślić, ich poziom jest zróżnicowany. Co jednak istotne – mało który rozdział (czy to należący do głównej opowieści, czy do któregoś z tie-inów) wyróżnia się in minus. Seria jest wyjątkowo równa. Ciekawie prezentują się na przykład wątki z udziałem Batmana. W ich kontekście podobać może się powrót do motywów z runu Chipa Zdarsky’ego, zwłaszcza Failsafe’a. Pokazuje to, że twórcy mają spójną wizję i potrafią twórczo wykorzystywać najlepsze motywy z różnych serii. Batman, jako największy detektyw Uniwersum DC, idealnie pasuje do świata, w którym bohaterowie muszą działać „od dołu” – świetnie używa swoich umiejętności do działania w konspiracji.
Znaczna część albumu to spektakularna nawalanka, podczas której bohaterowie muszą mierzyć się z kolejnymi zagrożeniami przygotowanymi przez Waller. W kolejnych rozdziałach czuć rangę wydarzeń napięcie – warto to odnotować, bo w eventach nastawionych na widowiskowość wcale nie jest to oczywiste. Na szczęście tym razem twórcom udało się znaleźć złoty środek między patosem a mocą opowieści. Pomogło w tym także pojawiające się momentami rozluźnienie atmosfery. Najlepszym przykładem jest zeszyt, w którym Wonder Woman i Robin przesłuchują Bumeranga, chcąc zdobyć lokalizację tajnego więzienia Waller. To historia oparta bardziej na dialogach i dynamice postaci niż na czystej akcji. Mimo to od początku do końca czuć napięcie, a scenarzysta (tutaj jest nim Tom King) udanie pokazuje różnicę charakterów Diany i Damiana. Zeszyt wyróżnia się także absurdalnym, repetytywnym humorem, który jest specyficzny (podejrzewam, że niektórzy czytelnicy z tego powodu uznają ten rozdział za najgorszy w tomie), ale świetnie działa jako chwilowa odskocznia od wielkiej skali całego eventu.
Podobnie jak poprzednio, również tym razem warstwa graficzna jest bardzo zróżnicowana. Na szczęście praktycznie każdy zeszyt można uznać za udany – twórcy stanęli na wysokości zadania, dzięki czemu czytelnicy otrzymali nowoczesne, dynamiczne ilustracje, które po prostu dobrze się ogląda. Sympatycznym dodatkiem jest też galeria okładek zamieszczona na końcu albumu, choć dobrze byłoby, gdyby jednak umieszczono ich w niej trochę więcej.
Wydaje się, że „Ruch oporu” uniknął mielizn charakterystycznych dla środkowych części trylogii. To album równie udany jak „Pozbawieni mocy”, co naprawdę cieszy, a do tego pierwszy od dawna crossover DC Comics, który tak przypadł mi do gustu. Tytuł wygrywa przede wszystkim tym, że po prostu angażuje, a kolejne zeszyty nie zlewają się w jedno, tylko są odpowiednio zniuansowane. Jasne – nie jest to instant classic, ale na płaszczyźnie czysto rozrywkowej komiks prezentuje się solidnie. Mam nadzieję, że zakończenie tej historii okaże się równie udane. Przekonamy się o tym już za miesiąc.
Seria: Władza absolutna
Tom: 2
Scenariusz: Mark Waid i inni
Rysunki: Dan Mora i inni
Kolory: różni artyści
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Absolute Power Tome 2
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: kwiecień 2026
Liczba stron: 312
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
Format: 170 x 260
ISBN: 978-83-281-7342-2
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwsiem Szortal, na którym ukazała się 19. 05. 2026).




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz