Pierwszy tom „Mitów Kościanego Sadu" zostawił mnie po części zaintrygowanym, ale przede wszystkim rozczarowanym. Był to komiks irytująco niedopowiedziany, obiecujący więcej, niż ostatecznie dowoził. W terminologii muzycznej określiłbym go jako demo – coś z potencjałem, nad czym trzeba jeszcze popracować. Lemire wydał go jednak w formie, w jakiej go wydał, a mnie zostało tylko jedno – mieć nadzieję, że drugi tom będzie lepszy. I jakkolwiek nie był to mój czytelniczy priorytet, to postanowiłem jednak sprawdzić, czy „Dziesięć tysięcy czarnych piór”, w odróżnieniu od poprzednika, posiada angażującą fabułę.
Trish i Jackie to najlepsze przyjaciółki. Łączy je między innymi miłość do gier rpg. Podróżowanie przez fantastyczne światy to ich sposób na spędzanie wolnego czasu. Pewnego dnia jednak prawdziwy świat, ten, w którym dziewczyny żyją, wchodzi w kurs kolizyjny z czymś o wiele mroczniejszym. Co jest fikcją, a co rzeczywistością?
Zacznę od tego, że nadal mamy do czynienia z komiksem, który opiera się przede wszystkim na dziwności. Tym razem nie jest ona jednak tak chaotyczna jak poprzednio. Lemire okiełznał swoje wizje i nie uświadczymy już tak abstrakcyjnych odlotów, jak w „jedynce". Lubię weird, ale tylko wtedy, gdy do czegoś prowadzi. Tutaj, zamknięty w bardziej zrozumiałej formie fabularnej, w końcu przybiera angażujący kształt. Opowieść jest usystematyzowana i znacznie bardziej konwencjonalna w swojej strukturze niż „Przejście". Dla mnie jest to bez dwóch zdań zaleta, bo nadal jest tu wiele do własnej interpretacji, ale komiks po prostu lepiej (sprawniej) się czyta.
Lemire puszcza oko do czytelników, gdy w toku fabuły nawiązuje do innych dzieł popkultury. Bohaterki tej historii to czystej wody geeki – lubią fantastykę, są „piwniczakami”, mają problemy z relacjami z innymi ludźmi i z pełną akceptacją rzeczywistości. To sympatyczna odskocznia od ciężkiego wydźwięku tej historii. Autor ciekawie zarysowuje relację między bohaterkami, która jest pełna czystego uczucia, jednak kipi od podskórnych emocji. Wejście w psychikę Trish (to ona stoi na pierwszym planie) jest przekonujące, zwłaszcza dla czytelników, którzy potrafią rozumieć targające nią emocje.
Na kartach „Dziesięciu tysięcy czarnych piór" przenikają się dwa światy – nasz i ten zrodzony z wyobraźni, inspirowany fantastyką. Główna bohaterka lepiej czuje się w tym drugim, bo w nim, mimo obecności stworów rodem z koszmarów, wie co robić. Tam nie ma innych ludzi, którzy walczą o uwagę jej koleżanki i nikt nie odbierze na stałe jej zainteresowania. Dla Trish jest to ważne, bo Jackie powoli staje się całym jej światem. Lemire sugeruje, że koleżeńska relacja może stawać się toksyczna, ponieważ jedna ze stron nie pozwala jej w naturalny sposób ewoluować. Relacje z okresu młodości są specyficzne – rzadko kiedy można je bezboleśnie przenieść w dorosłość. Pogodzenie się z takim stanem rzeczy jest często fundamentem przejścia do kolejnego etapu życia, tymczasem Trish taki stan rzeczy neguje, a to wpływa nie tylko na nią samą.
Warto też wspomnieć, że tym razem osobliwość różnych elementów fabuły wyraźnie służy pokazaniu przemiany (bądź jej braku) głównej bohaterki. Uwięziona we własnym wyobrażeniu relacji, dopowiadając sobie rzeczy, których nie ma, czyni swojej psychice więcej szkody, niż mogłaby doznać po zwyczajnej, nawet trudnej rozmowie. Ona jednak mogłaby trwale zniszczyć iluzję, w której spragniona prawdziwego, głębokiego uczucia Trish chce żyć. Nikt nie chce pogrzebać swoich celów i wyobrażeń ani boleśnie zderzyć się z rzeczywistością. Stąd zachowanie bohaterki jest w znacznym stopniu zrozumiałe.
Andrea Sorrentino rysuje tak, jak lubię. To niby te same zabawy z formą, kadrem i kształtem co w poprzednim tomie czy na kartach m.in. „Gideon Falls”, ale włoski artysta każdorazowo przyciąga moją uwagę. Za każdym razem, mimo pewnych podobieństw, jest inaczej. Te kadry hipnotyzują i zachwycają. Wspomniana gra kształtem i dziwność połączona z realizmem sprawiają, że oprawy graficznej nie sposób nie uznać za fenomenalną. Uwielbiam taki styl, a na kartach „Dziesięciu tysięcy czarnych piór” prezentuje się on tak samo dobrze, jak zazwyczaj.
Druga odsłona „Mitów Kościanego Sadu" jest komiksem znacząco bardziej angażującym niż pierwszy tom. Tej opowieści zdecydowanie przysłużyło się zamknięcie jej w bardziej konwencjonalnych, choć nadal intrygujących ramach. Weird także jest obecny, ale tym razem nie sprawia wrażenia sztuki dla sztuki. To naprawdę udany album.
Tytuł: Mity Kościanego Sadu. Dziesięć tysięcy czarnych piór
Scenariusz: Jeff Lemire
Rysunki: Andrea Sorrentino
Kolory: David Stewart
Tłumaczenie: Maria Lengren
Tytuł oryginału: Bone Orchard Mythos: Ten Thousand Black Feathers
Wydawnictwo: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Image Comics
Data wydania: grudzień 2025
Liczba stron: 168
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 180 x 275
Wydanie: I
ISBN: 978-83-67571-62-3




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz