Na samym początku muszę uczciwie przyznać, że w ogóle nie czekałem na ten album i jeszcze chwilę przed premierą nie byłem świadomy, że się ukaże. Kiedy pojawiły się zapowiedzi Non Stop Comics z tytułami na początek 2026 roku i zerknąłem na blurba, uznałem jednak, że spróbuję, bo „Islander” może mieć pewien potencjał. Efekt? Jedno z najlepszych komiksowych doświadczeń ostatnich lat, tom wcale nieobszerny pod względem liczby stron, ale niezwykle bogaty w treść.
Bliska przyszłość. Europa zmaga się z konsekwencjami kilku kataklizmów ekologicznych, a ludzie zaczynają migrować w poszukiwaniu lepszego miejsca. W tych niesprzyjających okolicznościach trudno się odnaleźć, a celem podróży wielu uchodźców staje się Islandia, miejsce, w którym wciąż da się żyć. Problem w tym, że mieszkańcy wyspy nie chcą u siebie żadnych nowych obywateli. Tymczasem na wybrzeże tego kraju próbuje dostać się profesor Zyzek, ekolog posiadający wiedzę, która może znacząco odmienić losy upadającego świata.
W świat przedstawiony na kartach „Islandera” wchodzimy, widząc jedynie jego skrawki, ale poszczególne elementy układanki robią spore wrażenie. Oto Europą targają ekologiczne kataklizmy – sytuacja na Starym Kontynencie nie jest jednak pokazywana bezpośrednio. Przebieg kryzysów nawiedzających kolejne rejony kontynentu w zasadzie pozostaje niewidoczny, a działania najbardziej dotkniętych nimi państw owiane są mgłą tajemnicy – widzimy jedynie konsekwencje. Zwłaszcza te dosięgające jednostek. To przede wszystkim ogrom cierpienia – idzie ono za każdym kryzysem o skali międzypaństwowej i prędzej czy później dotyka osoby cywilne. Jak to opisano w komiksie? Obserwujemy rozbicie dotychczasowego życia bohaterów na kawałki, mają świadomość tego, że trzeba przetrwać w nowej, szalenie trudnej rzeczywistości oraz pożegnać się z poczuciem bezpieczeństwa. To porażający obraz, pokazujący czytelnikowi, jak niewiele potrzeba, żeby wszystko, całe nasze życie, zmieniło się o 180 stopni.
Autor świetnie obrazuje, jak sytuacja kryzysowa staje się pożywką dla osób bez skrupułów, potrafiących wykorzystywać ludzi znajdujących się w trudnej sytuacji i zdesperowanych, pragnących zapewnić sobie i swoim bliskim szansę na godne życie. Takimi wyzyskiwaczami są tu zarówno ludzie należący do tzw. półświatka, jak i politycy. Pierwsi kierują się żądzą zysku, traktując zastane okoliczności jako okazję do udowodnienia, że przetrwają ci najbardziej bezwzględni. Drudzy zaś nawet w trudnych czasach dbają przede wszystkim o swój wizerunek w oczach innych – to populiści, którzy zrobią wszystko, żeby zawsze wyglądać na mężów stanu, niebojących się trudnych, ale potrzebnych decyzji. To jednak tylko fasada dla obłudy spragnionych poklasku karierowiczów, a realnym kosztem takiego postępowania jest nieunikniona utrata człowieczeństwa. Konflikt empatii z bezdusznością często wysuwa się w „Islanderze” na pierwszy plan i napędza tę opowieść.
Nawet najbardziej interesująca sceneria byłaby niczym bez postaci, o których chce się czytać. Na tym polu „Islander” także prezentuje się doskonale, przede wszystkim dlatego, że w poczynaniach bohaterów czuć emocje. Walczą o przetrwanie – nie tylko dla siebie, lecz także dla swoich bliskich i świata, który ich otacza. Co istotne – jedno nierozerwalnie wiąże się z drugim, a co za tym idzie – stawka jest ogromna. Brzmi górnolotnie? Tak, ale nie uświadczymy tu patetyzmu, „Islander” idzie inną drogą – buduje nasze relacje z bohaterami aż do momentu, kiedy rozumiemy, co dokładnie nimi kieruje i stopniowo sprawia, że stają się nam bliscy.
Jak prezentuje się warstwa graficzna tego albumu? Fantastycznie! Corentin Rouge rysuje w bardzo realistyczny sposób i nie wyobrażam sobie, żeby ta opowieść została zwizualizowana inaczej – taki styl idealnie pasuje do gorzkiego przekazu „Islandera”. Kolejne kadry potrafią być zarówno dynamiczne, jak i malownicze – postaci zdają się wręcz uchwycone w ruchu, a co jakiś czas artysta serwuje nam całostronicowe obrazy, które robią ogromne wrażenie, zwłaszcza w powiększonym formacie, a tak został ten komiks wydany. Świetna robota, jest na czym zawiesić oko.
Pierwszy tom „Islandera” to rewelacyjny album. Jeśli kolejne dwa tomy (bo całość ma być trylogią) utrzymają podobny poziom, to w mojej opinii będzie można mówić o arcydziele. Na tę chwilę jest bardzo blisko takiego stanu rzeczy, ale z ostatecznymi rozstrzygnięciami warto poczekać do czasu poznania całej historii. Uwielbiam takie zaskoczenia in plus i choć nie zdarzają się one szczególnie często, to kiedy już na nie trafię, wrażenia są naprawdę niezapomniane. Mocno polecam tę lekturę!
Tytuł: Islander
Tom: 1
Scenariusz: Caryl Ferey
Rysunki: Corentin Rouge
Tłumaczenie: Jakub Syty
Tytuł oryginału: Islander – Tome 01
Wydawnictwo: Non Stop Comics
Wydawca oryginału: Glenat
Data wydania: styczeń 2026
Liczba stron: 160
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 235 x 310 mm
ISBN: 978-83-68541-93-9
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 24. 03. 2026).




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz