Atrakcyjność komiksów zaliczanych do elseworldów zasadza się przede wszystkim na odmienności od klasycznych historii superbohaterskich. Autorzy nadal opowiadają na ich łamach o postaciach, które czytelnicy kochają, ale wrzucają je w nowe, zazwyczaj niecodzienne okoliczności. Jest to najczęściej na tyle interesujące, że rzadko potrzeba czegoś więcej, by tego typu album zebrał dobre opinie. Czy tak właśnie rzecz ma się z „Mrocznymi Rycerzami ze stali”?
Superman, Batman, Wonder Woman to ikony superbohaterskiego komiksu. Kojarzymy ich przede wszystkim z wielkomiejską scenerią i technologią. A co, gdyby herosi objawili się w zupełnie innym otoczeniu i czasie? Czy mieliby równie duży wpływ na świat?
Bohaterowie „Mrocznych Rycerzy ze stali” to te same postaci, które doskonale znamy, jednak Tom Taylor przekształcił zarówno ich wizerunek, jak i całą opowieść na wzór historii fantasy ulokowanej w quasiśredniowiecznym anturażu. Nie wydaje się to szczególnie oryginalne, bo manewr jest w gruncie rzeczy bardzo prosty. Można odnieść wrażenie, że podczas tworzenia konceptu ktoś powiedział: „Hej, wrzućmy znane postaci w inne otoczenie i sprawdźmy co się stanie!”. Oryginalność nie jest jednak elementem, który cechuje nurt superbohaterski, istotniejsze jest to, czy wszystko działa na płaszczyźnie samej opowieści. A tu odpowiedź jest, na szczęście, twierdząca.
Autor w kreatywny sposób podchodzi do protagonistów. W tym celu manipuluje ich originami, zmieniając przeszłość właściwie każdego z nich i dodając do niej elementy redefiniujące ich osobowość. W efekcie nikt nie jest do końca taki, jakim znamy go z regularnych cykli. Czy to dobry manewr? W mojej opinii tak, a to z tego względu, że zachowując najgłębsze, najbardziej ikoniczne cechy charakteru danego bohatera, Taylor subtelnie modyfikuje wizerunek każdego z nich, a to nadaje postaciom nowych odcieni. To cenna rzecz i lekki, absolutnie niepretendujący do miana rewolucyjnego powiew świeżości.
Dobrym wyborem było przekształcenie świata przedstawionego, opartego na lubianych superbohaterach, w przestrzeń wypełnioną politycznymi knowaniami, różnego rodzaju napięciami i wszechobecnymi sekretami. Akcja toczy się kilkutorowo (sprawne łączenie wątków w głowie czytającego wymaga skupienia), a my mamy okazję zajrzeć za kulisy każdego z królestw biorących udział w konflikcie i dobrze poznać mechanizmy władzy a także genezę napięcia i zależności zarówno między jednostkami, jak i państwami. To interesujący obraz, który warto docenić zwłaszcza w kontekście tego, że na co dzień Uniwersum DC nie oferuje zbyt wielu opowieści w tym klimacie.
Pod względem wizualnym album wypada dobrze. Rysowników jest kilkoro, ale pierwsze skrzypce gra Yasmine Putri. Pochodząca z Indonezji artystka tworzy kadry przejrzyste i nowoczesne, które są przede wszystkim po prostu ładne. Momentami mogą sprawiać wrażenie nieco zbyt sterylnych, ale nie jest to mankament, który jakoś znacząco obniżałby ocenę tego elementu albumu.
„Mroczni Rycerze ze stali” jawią się jako rzetelnie zrealizowany elseworld, czerpiący z uznanych wzorców w sposób sprawny i fachowy. To komiks oferujący rozrywkę na poziomie, który z pewnością usatysfakcjonuje wielu fanów superhero. Przy lekturze trzeba mieć, rzecz jasna, świadomość, że nie jest to żaden kamień milowy, ale też chyba nikt czegoś takiego nie oczekiwał. Ostatecznie lektura przynosi sporo frajdy, a to jest w tego typu komiksie najważniejsze.
Tytuł: Mroczni Rycerze ze stali. Wojna trzech królestw
Scenariusz: Tom Taylor
Rysunki: Yasmine Putri, Bengal i inni
Kolory: Arif Prianto, Romulo Fajardo Jr., Antonio Fabela
Tłumaczenie: Paulina Walenia
Tytuł oryginału: Dark Knights of Steel
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: październik 2025
Liczba stron: 368
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Format: 170 x 260
ISBN: 978-83-281-7313-2
(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal, na którym ukazała się 29. 12. 2025).




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz