wtorek, 23 października 2018

Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni (Odrodzenie). Tom 3: Poszukiwanie nadziei - Recenzja

Zagrożenia na skalę kosmiczną to dla superbohaterów nie pierwszyzna. Herosami niejako predysponowanymi do takich właśnie zadań, dla których wszechświat stanowi naturalny teren działania, są członkowie korpusu Green Lantern. Ci kosmiczni policjanci stawiali już czoła wielu niebezpieczeństwom pochodzącym z odległych zakątków kosmosu, najczęściej wychodząc z tych potyczek zwycięsko. Ich perypetie są nader często bardzo widowiskowe, ale polscy fani komiksu przez długi czas nie mieli okazji śledzić kolejnych z nich. Na szczęście wraz z początkiem „Odrodzenia” sytuacja uległa zmianie, a my dostaliśmy właśnie trzeci już zbiorczy album prezentujący przygody Latarni.

Jeszcze nie tak dawno nie do pomyślenia wydawało się, że korpusy Green Lantern i Sinestro mogą nie być śmiertelnymi wrogami. Co więcej, dowódcy obu formacji wpadli na karkołomny pomysł, by zaczęły ze sobą współpracować. Do tego trzeba jednak przekonać wszystkich noszących dane barwy oraz wyłapać tych, którzy sprzeciwialiby się temu rozwiązaniu. Czy niemożliwe stanie się możliwe? Zjednoczeniu chce zapobiec stojący w cieniu tajemniczy przeciwnik, który ma zaskakujące powiązania z oboma Korpusami i jest wyjątkowo zdeterminowany, by nie dopuścić do trwałego połączenia sił.

W poprzednich tomach dowiedzieliśmy się, jakie moce przysługują konkretnym barwom pierścieni. Na arenie wydarzeń zaprezentowali się oczywiście Green Lanterni (władający mocą woli) oraz, nie tak szeroko znani przez szeregowego czytelnika, przedstawiciele Korpusu Sinestro (operujący siłą strachu). Ponadto swoje trzy grosze wtrącił też White Lantern, Kyle Rayner, kontrolujący wszystkie siedem barw. Jeśli ktokolwiek odniósł wówczas wrażenie zbyt dużego natężenia kolorów, nie będzie pewnie specjalnie zadowolony na wieść, że tym razem mamy okazję poznać reprezentanta kolejnego z nich – Blue Lanterna. Noszący ten pierścień jest ostatnim przedstawicielem swojej formacji, a we wszechświecie poszukuje nadziei. Miszmasz? Trochę tak, ale na szczęście możliwy do zaakceptowania, ponieważ Venditti zazwyczaj potrafi dobrze ogarnąć tę paletę barw i w zarodku zażegnać tworzący się chaos, dzięki czemu możemy łatwiej zaakceptować kolejnych bohaterów noszących różne pierścienie.

Kosmiczne perypetie Hala Jordana i pozostałych członków Korpusu Zielonych Latarni od samego początku przepełnione są akcją. Nie inaczej jest i tym razem. Pierwsza z dwóch opowieści wchodzących w skład trzeciego tomu cyklu wydaje się nieco bardziej kameralna niż zazwyczaj, skupia się bowiem na poszukiwaniu porozumienia między Zielonymi a Żółtymi. Robert Venditti stara się rozgrywać napięcia między Korpusami, co wychodzi mu całkiem nieźle. Ponieważ obie formacje przez długi czas ze sobą walczyły, zrozumiałe są wciąż widoczne w ich relacjach napięcia. Autor stara się je odpowiednio naświetlić, co czyni z zadowalającym skutkiem. Pewnym przegięciem może się jednak wydawać sparing między Guyem Gardnerem a Arkillo, bo w końcu gdzie sens konfrontacji między, było nie było, sojusznikami, gdy efektem może być dłuższy pobyt w ambulatorium, który, w obliczu zewnętrznego zagrożenia, jest cokolwiek kłopotliwy i może być znaczący dla losów szerszego konfliktu. Rozumiem prawa kosmicznego akcyjniaka, ale to akurat posunięcie, choć efektowne, wydaje się bezsensowne.

Istotny okazał się talent Roberta Vendittiego do talent porządkowania całego fabularnego chaosu, jaki siłą rzeczy tworzy się, gdy mieszane są linie czasowe i różne plany fabularne. Amerykanin trzyma opowieść w ryzach i nie pozwala na za wiele niejasności w intrydze. Choć opowieść zazwyczaj toczy się na kilku planach, nigdy nie jest na tyle skomplikowana, by nie zorientować się, kto z kim i dlaczego. Ponadto akcja cały czas jest zajmująca i sensowna, nie razi też zbyt wielką liczbą naciąganych rozwiązań, co przy tytule, który nie ma jednego głównego bohatera (bo na razie takowym wcale nie jest Hal Jordan) nie zawsze okazuje się takie łatwe.

Za warstwę graficzną odpowiada kilku artystów. Mamy tu chociażby znanych z poprzednich albumów Ethana van Scivera i Rafę Sandovala. Obaj utrzymali wysoki poziom, a ilustrowane przez nich zeszyty są, jak zawsze, efektowne i bardzo miłe dla oka. Obaj doskonale realizują się w tej serii i mam nadzieję, że zostaną przy niej jak najdłużej. Trochę gorzej sytuacja prezentuje się za to, gdy chodzi o trzeciego z rysowników, V Ken Mariona. Jakość jego prac jest słabsza, co widać przede wszystkim w scenach, w których występuje więcej postaci lub detali – są one narysowane nieco niechlujnie i nie tak ładnie, jak w przypadku dwójki pozostałych artystów. To po prostu rzuca się w oczy i sprawia zarazem, że strony wizualnej tego tomu nie można jednoznacznie ocenić jako udanej.

„Poszukiwanie nadziei” nie odstaje jakościowo od wcześniejszych tomów „Hala Jordana i Korpusu Zielonych Latarni”. Wciąż mamy do czynienia z dobrze przemyślaną space operą, która choć nie jest przesadnie skomplikowana pod względem fabularnym, potrafi zainteresować czytelnika i zapewnić mu parę chwil dobrej zabawy. Robert Venditti wydaje się odpowiednim człowiekiem na właściwym miejscu, bo po raz kolejny udowodnił, że dobrze czuje specyfikę Zielonych Latarni i potrafi pisać o ich przygodach w sposób zajmujący. Ten cykl wyrasta pod jego wodzą na jeden z bardziej udanych tytułów „Odrodzenia” i mam nadzieję, że podtrzymam tę opinię po kolejnej, zaplanowanej na grudzień, odsłonie.

Tytuł: Poszukiwanie nadziei
Seria: Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni
Tom: 3
Scenariusz: Robert Venditti
Rysunki: Ethan van Sciver, Rafa Sandoval
Tłumaczenie: Marek Starosta
Tytuł oryginału: Hal Jordan and the Green Lantern Corps Vol. 3: Quest for Hope
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: DC Comics
Data wydania: sierpień 2018
Liczba stron: 168
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Papier: kredowy
Format: 165x255
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-3434-8

(Recenzja powstała dzięki współpracy z serwisem Szortal i na nim była pierwotnie publikowana - KLIK)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza